czwartek, 25 września 2014

25 września 2014


1. Picie powoduje pragnienie. Tak napisał na swym rysunku Mistrz. W moim przypadku wczorajsze picie spowodowało dzisiejsze pragnienie niepicia.

Zasnąłem przy telewizorze. Przyśniły mi się telezakupy, więc się obudziłem i wyłączyłem telewizor. Łóżka w Sheratonie – tradycyjnie świetne. Kładłem się z bólem pleców, obudziłem – bez. Istnieje oczywiście szansa, że prawdą jest, że boleć może tylko jedna rzecz, ale wolę wierzyć, że ból z pleców wygnał materac, nie – kac. Nawet gdyby to kac był – jak to potrafią dziś napisać w „Gazecie Wyborczej” – panaceum na moją dolegliwość, to mimo wszystko samo jego istnienie było złą informacją.

2. Zszedłem na śniadania. Dosiadłem się do redaktor Anny dwojga nazwisk Lubertowicz-Sztorc. Siedziała przy stole z krajanem kolegi Podłogi i sączyła szampana. Drugą butelkę.
Rozmowa zeszła na temat homoseksualizmu, gdyż redaktor Anna dwojga nazwisk stwierdziła, że zawsze pociągały ją kobiety, ale w czasach jej młodości nie istniało coś takiego jak lesbijki. Oczywiście przesadzała. Mimo iż lubi podkreślać, że jest starsza niż wszyscy, aż tak stara na pewno nie jest. Nikt nie jest.

Po nas – w szerokim tego słowa znaczeniu – dziennikarzach, nowe nissany prezentowano – cokolwiek by to słowo miało znaczyć – flotowcom. Flotowcy charakteryzowali się tym, że było ich dużo i wyglądali jak przedstawiciele handlowi na wyjazdowej konferencji. Na zewnątrz, od strony mola zrobiono dla nich wystawę wszystkich chyba modeli nissanów. Były wśród nich elektryczne ciężarówki, które bardzo chciałbym bliżej poznać. Niestety nie dało się tego zrobić, bo dziennikarzom mają być zaprezentowane później. I to jest zła informacja.

Przespacerowałem się po plaży. Jest nieco przereklamowana. Otuchą napawał mnie fakt, iż byłem w zasięgu baterii artylerii nadbrzeżnej z Helu. Niegdysiejszym zasięgu. Szedłem kawałek. Na wysokość Grand Hotelu, który niestety po wybudowaniu Sheratona trochę zniknął.
We wrześniu 1939 roku zameldowany był Hitler. Adolf syn Aloisa. Hotel był w zasięgu helskich armat. Dowodzący obroną Wybrzeża admirał Unrug stwierdził, że nie można hotelu ostrzelać, bo by to było niehonorowe. Trudno mu nie przyznać racji.
Admirał Unrug urodził się w Brandenburgu jako Joseph von Unruh. Był oficerem niemieckiej marynarki. W 1919 r. postanowił, że będzie polskim obywatelem. I był z zaangażowaniem rzadko dziś spotykanym.
W obozie jenieckim z niemieckim komendantem rozmawiał przez tłumacza. Kiedy ten zdziwiony zapytał: Nie zna pan admirał niemieckiego? Odpowiedział: Nicht immer. Niesamowita z dzisiejszego punktu widzenia postać.

Nissan coś tam robi z Ligą Mistrzów, więc obdarował nas piłkami. To jeden z tych ulubionych prezentów co nie wchodzą do walizki. Narzekałem, więc redaktor Pawlak zaproponowała, że przywiezie mi piłkę do Warszawy samochodem. Później zapytała, czy nie może się piłką bardziej zaopiekować, bo ma na razie jedną piłkę dla dwóch chłopaków, a gdybym dał jej drugą, to by się lepiej dzieliło. Zapytałem, skąd wzięła dwóch chłopaków. Odpowiedziała, ale to tajemnica, więc nie będę o tym pisał.

Obejrzałem jeszcze raz Pulsara i myślę, że to będzie wielki sukces. Wielbicielom nissanów będzie się podobał. A nowe kolory Juke doprowadzą ich do ekstazy. Zwłaszcza żółty.

3. Pojechaliśmy na lotnisko imienia Lecha Wałęsy. Nie jest to ten rodzaj portu lotniczego, na którym chciałbym spędzić więcej niż godzinę. Samolot z Warszawy się spóźnił, więc później wylecieliśmy z powrotem. W związku z tym kapitan leciał krócej niż zwykle, a przynajmniej tak obiecywał.
Zauważyłem, że na papierowych torebkach do rzygania napisane jest „Welcome on board”. To właściwie śmieszne.
W magazynie pokładowym przeczytałem, że prędkość maksymalna bombardiera – samolotu Eurolotu to 666 km/godz. Nic dziwnego, że się tak często psują.
Redaktor Anna dwojga nazwisk narzekała, że LOT, na krajowych połączeniach nie podaje alkoholu. Że nawet się nie da kupić. I to jest zła informacja. Tak, ludzie by kupowali. Wynik finansowy był jeszcze lepszy. A LOT to państwowa firma, więc im lepszy jest wynik, tym lepiej jest nam wszystkim. Polakom.    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz