sobota, 29 listopada 2014

29 listopada 2014


1. Najpierw pojechałem oddać mercedesa. Trochę na około.
Przyzwyczaiłem się do tego, że testowe samochody miewają dziwnie archaiczne nawigacje. Rok temu (i dwa tygodnie) jeździłem audi R8, któremu świat kończył się na Odrze. C220 nie do końca pogodzony był z istnieniem największego sukcesu w historii Polski – Autostradą Wolności. Znaczy – niby dopuszczał jej istnienie, ale nie traktował poważnie z niej zjazdów.
Skoro nic innego nie mogę znaleźć, to znaczy, że C220 to dobry samochód. Bardzo dobry.
Pojechałem przez Aleje, Szucha, Wołoską. Racławicką i Korotyńskiego dojechałem do Grójeckiej. Grójecka to popularne nazwisko w Krakowie, choć chyba nieco inaczej się pisze.
Nie wiem kiedy wybudowano połączenie pomiędzy ulicą Instalatorów a alejami Jerozolimskimi. Połączenie nazywa się ulica Szybka. Dużo szybciej można się nią dostać do Mercedesa na Daimlera.

Czekając na pana, który miał ode mnie samochód odebrać obejrzałem inny obraz artysty Dwurnika. Mniej brzydki, niż ten, który oglądałem odbierając auto.

Rozpocząłem proces umawiania się na test CLA. Pomyliły mi się modele. I to jest zła informacja, bo wypada, żebym zaczął je ogarniać.

2. Do BMW postanowiłem pojechać pociągiem. Tym na lotnisko. Pociąg stał przy peronie, kiedy wsiadałem do windy. Stał, kiedy z niej wysiadłem. A przez całą podróż windą szlag mnie trafiał, że następny pociąg będzie za jakieś pół godziny.
Pociąg stał, więc do niego podbiegłem, co nie było zbyt łatwe, bo obniżony krok spodni – zgodny z dzisiejszą modą – utrudnia chodzenie, nie mówiąc o bieganiu.
Trzymając spodnie udało mi się dobiec. Pociąg ruszył. Jechał z prędkością, która przypomniała kolejkę wąskotorową z Ełku do Zawad-Tworek.
Zbudowanie połączenia z Okęciem to jeszcze jeden największy sukces w historii Polski. Trudno się z tym nie zgodzić, bo często to najszybszy sposób, by się dostać na lotnisko. Ale dlaczego przez część trasy pociąg jedzie z prędkością maszerującego mężczyzny?

W pociągu okazało się, że nie mam na bilet. Brakowało mi 60 groszy, a żadna z maszyn do biletów nie przyjmowała kart. Próbowałem zainstalować sobie aplikację do płacenia telefonem, ale mimo prędkości nie zdążyłem przed stacją Służewiec, na której wysiadałem. Więc pojechałem na koszt trudno powiedzieć kogo. I to jest zła informacja.

3. Szedłem do BMW przez Domaniewską podciągając co chwilę spodnie, które, przez ich modny krój ciągle mi spadały. Żeby je podciągać musiałem rozpinać kurtkę, więc strasznie zmarzłem. W BMW podratowano mnie kawą. Odtajałem.

Mini diesel okazało się Cooperem, niebieskim. Na białych felgach. Ładnym. Pasującym do moich modnych spodni. Poprzednim mini, benzynowym, byłem w górach. Sprawił mi wtedy bardzo dużo radości. Z tym powinno być podobnie, tylko taniej, bo to diesel.
Wróciłem na Wilczą. Poszedłem na pocztę. Po raz pierwszy do nowej jej siedziby, bo z MDM przeniosła się na Poznańską. Odebrałem książkę i pismo z ZDM. Książka to prezent dla redaktora Pertyńskiego, ZDM chce 100 złotych za parkowanie Suburbana po tym, kiedy skończył się abonament.
Ojciec opowiadał, że w stanach, kiedy kończyła się ważność prawa jazdy odpowiedni urząd dzwonił, żeby o tym przypomnieć i zapytać pod jaki adres wysłać dokument. U nas Urząd chce być bliżej obywateli, więc chce ich oglądać.
A to przecież Miasto wydaje i dowody rejestracyjne i zajmuje się meldunkami, więc wie to wszystko, na co dowodów żąda przed wydaniem abonamentu.

Wieczorem pojechaliśmy po wino do Lidla. Spotkałem pana, który przy ul. 17 Stycznia przegląda nasze samochody. No i przypomniało mi się, że zaraz trzeba będzie zrobić przegląd Suburbana. I to jest zła informacja, bo coś nie styka w prawym tylnym pozycyjnym świetle. I muszę to naprawić, bo nie wypada na przegląd jechać z niesprawnym oświetleniem.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz