wtorek, 2 grudnia 2014

2 grudnia 2014


1. Żeby oddać mini musiałem odebrać Suburbana. Żeby odebrać Suburbana potrzebowałem pomocy mojego brata. Pojechałem więc na Wiejską. Pod Edipresse stał policyjny mercedes, więc głupio było czekać tam, gdzie zwykle. Na jezdni naprzeciw wejścia. Myślałem, że będę musiał kręcić kółka. Udało się tego uniknąć, bo kiedy podjechałem Michał wyszedł.
Pojechaliśmy na Burakowską. Nie pamiętałem, że Gazownik przerabiał kiedyś Michałowi instalację w Legacy. Założył mu przed reduktorem parownicę z Mistrala, żeby przy maksymalnym doładowaniu nie brakowało gazu (nie zamarzał reduktor). A, Mistral to była dziś dość archaiczna instalacja wtrysku LPG. Musiałem to napisać, bo właściwie zabrzmiało jakby jakiś czas temu zaczęto rozkradać francuskie śmigłowcowce.
Jechaliśmy Okopową. Z daleka było widać maszt z flagą, która tak przeszkadza redaktorom z „Polityki”. Flagę wieszać. Taki wstyd przed Ryśkiem. 
Jechaliśmy tamtędy dzień wcześniej z Bożeną. Opowiedziałem jej o problemie redaktorów z „Polityki”. –Niech jeżdżą przez rondo de Gaulle'a – skomentowała. 

Gazownik wyregulował skład mieszanki. Wcześniej był taki, że udało mi się włączyć alarm gazowy na Stadionie Narodowym. Ponoć nawet windy przestały jeździć.
Teraz powinienem zrobić raz a dobrze porządek z wydechem. I to jest zła informacja, bo nie mam ani funduszy, ani pomysłu.

2. Przez obwodnicę dojechaliśmy do BMW. Oddałem mini. Z żalem. W ostatniej chwili wyjąłem ze schowka mandat, który wcześniej udało mi się wyprzeć.
Kiedy wyjeżdżając z BMW chce się jechać w stronę Galmoku, nie można zawrócić na skrzyżowaniu z Konstruktorską. Mało kto sobie z tego zdaje sprawę, bo mało kto zna przepis, że sygnalizator ze strzałką w lewo nie pozwala na zawracanie.
To, że nie można tam zawracać jest idiotyczne. Pierwsze miejsce na Wołoskiej, gdzie można zawrócić to dopiero skrzyżowanie z Racławicką.
Wiedzą o tym policjanci. Ustawiają się za Konstruktorską i łapią. Właściwie dlaczego tego nie mają robić. Dużo bardziej interesujące jest dlaczego ktoś z Miasta, kto za organizację ruchu odpowiada nie zmieni tej organizacji. Nic złego by się nie stało.
Ale już jest po wyborach, więc mała szansa, że coś się zmieni. I to jest zła informacja.

3. Zegarek w Suburbanie wskazywał letni czas. Brat był trochę zaniepokojony, że aż tak długo nie było go w pracy. Nie wyprowadzałem go z błędu. Dziwnie łatwo znalazłem miejsce pod domem. Zostawiłem samochód i poszedłem na chwilę do Beirutu, gdzie Krzysztof poczęstował mnie nową sałatką z wodorostów. Miałem skosztować, zjadłem prawie całą. Dobra sałatka i zdrowa. Że dobra to sam zauważyłem. Że zdrowa – usłyszałem od Krzysztofa.
Z Krakena poszedłem do szewca na Hożą, od szewca na pocztę. Kiedy się ma pocztę koło domu chodzenie na nią przestało być tak uciążliwe. Zwłaszcza, że można sobie poczytać gazety, którymi poczta handluje. Handluje też kieszonkowymi kalendarzami z Janem Pawłem II. Żeby zmieścić taki w kieszeni, trzeba je (kieszenie) mieć jak urzędnik z powiatowego nadzoru budowlanego pod koniec lat dziewięćdziesiątych.

Zrobiło się zimno. I to jest zła informacja.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz