niedziela, 3 września 2017

3 września 2017



1. Przyśniła mi się reforma edukacji. Znaczy, jej skutki. Znaczy, że w odrodzonej Szkole Podstawowej nr 33 rozmawiałem z ciałem pedagogicznym. O odrodzeniu. Szkoły. Szczerze mówiąc nie pamiętam, co mówili. W każdym razie nie był to opisywany w literaturze sen o powrocie do szkoły i zdawaniu matury.
Z podstawówki nie mam jakichś traumatycznych wspomnień. Poza tymi, których nie mam zamiaru sobie przypominać.
Dni parę temu, już nie pamietam dlaczego, wygooglowałem trzydziestkę trójkę. Stąd wiem, że reforma edukacji zaowocowała jej odrodzeniem. Jest strona internetowa. Jest lista nauczycieli. Po trzydziestu latach wciąż pracuje dwoje. Nowak od wuefu. I pani Lampa od plastyki. Dziś też od ZPT. Marek Nowak co rano sprawiał wrażenie człowieka wczorajszego. A może tylko tak się nam wydawało. A może dziś tak to pamiętam. A może to jakiś rodzaj projekcji. W każdym razie wuefista Nowak dobrze mi się kojarzy.
Z panią Lampą jest inaczej. To jedno z tych traumatycznych wspomnień, których nie miałem sobie przypominać. Ale sobie przypomniałem. Pamiętam, że nie pamiętam, która to była klasa. Piąta? Szósta? Pani Lampa była młodą, ambitną nauczycielką. Plastyka miała nie być rysunkami, co nam raczej nie pasowało.
No więc na lekcji plastyki jakoś rozrabiałem. Pamiętam, że nie pamiętam, co robiłem i w jakim towarzystwie. Pamiętam, że pani Lampa zapytała mnie w pewnym momencie: „Kędryna, z czego się śmiejesz?”. Znaczy, że pewnie się z czegoś śmiałem. Może to był jakiś z prześladujących mnie dowcipów z podstawówki, którymi dziś prześladuję współpracowników, a zwłaszcza Druha Podsekretarza, który chodził do innej podstawówki i większości z nich nie zna. No więc pamiętam, że pani Lampa mnie zapytała. Ja, uchachany wstałem. I postanowiłem błysnąć ripostą. Rozejrzałem się po klasie. I odpowiedziałem wymieniając pierwszą rzecz na jakiej spoczął mój wzrok: „Z lampy”. Cisza, jaka zapadła na sali uzmysłowiła mi, że coś jest nie tak. Popatrzyłem na panią Lampę i zrozumiałem co.
Dziś, kiedy coś palnę różnica jest taka, że dociera to do mnie w tzw. czasie rzeczywistym. Rozpoczynam próby rozwiązywania problemu nim zdąży wybrzmieć.
W każdym razie, kiedy mi się tamta sytuacja przypomina przechodzi mnie dreszcz.

Na stronie internetowej szkoły nie ma zakładki „znani absolwenci”. I to jest zła informacja. Bo to poważne niedopatrzenie. I w tym przypadku nie chodzi mi o Katarzynę Kolendę, Jana Rokitę czy Andrzeja Dudę. Tylko o moją osobę.

2. Narodowe czytanie. Zapomniałem „Wesele”. I to jest zła informacja. Człowiek pamięta trzy na krzyż cytaty i wydaje mu się, że skoro prawie trzydzieści lat temu czytał, to ma ogarnięte. A tu nagle słyszy czytany dramat. I choć słyszy zasadniczo tylko przez chwilę, to dociera do człowieka, że to na wielu poziomach arcydzieło.
Kraków – małe miasto. Na początku dwudziestego wieku był jeszcze mniejszy. Kościół Mariacki, w środku tego małego miasta, był parafialnym Bronowic – wsi pod tym małym miastem.
I co niedzielę, na Rynek zajeżdżały furmanki z Bronowic wiozące ubranych w najlepsze stroje Bronowic mieszkańców. Furmanki mijały przedstawicieli krakowskiej inteligencji, wychodzących właśnie półprzytomnie z okolicznych knajp, gdyż wtedy rolę piąteczka pełniła sobota. Bronowiczanie musieli robić wtedy za Marsjan.

Rano, w Trójce politycy też czytali. Na głosy. Dla dialogu Pana Młodego – w tej roli marszałek Brudziński z Młodą Panną – poseł Lubnauer, warto było wstać o świcie.

3. Wieczorem oglądaliśmy pół „Narcos”. Wciąż świetne. Po śmierci Escobara widać poważniejszy stosunek do osobistej ochrony. Przedstawiciel Norte del Valle Cartel jeździ w trzy Land Cruisery.
Sympatyczny skąd-inąd inżynier – szef ochrony Cali używa telefonu Sony CMD-Z1. W 1995 roku. Czyli na dwa lata przed premierą. I to jest zła informacja, bo pewnie takich niedoróbek jest w serialu więcej.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz