piątek, 3 sierpnia 2018

3 sierpnia 2018


Z życia urlopowanego urzędnika centralnej administracji.

1. Ciężka noc. Wstałem, pojechałem po pompę. Pan z tribalem obsługiwał trzyosobową rodzinę zainteresowaną pompą zintegrowaną z hydroforem. I ojca z synem kupujących różne elementy hydrauliczne. Ojciec miał większą ode mnie brodę i koszulkę z promującą koncertową trasę zespołu Nazareth.
Pompa, sterownik, linka, rury, zawór, złączki, szlauch. Wyszło 1200 zł. I to jest zła informacja. Przyjrzałem się tribalowi Pana z tribalem i wyszło mi, że to jednak chyba nie był tak do końca tribal. Pompa ledwo weszła na tylne siedzenie auta. Rury ledwo weszły do bagażnika. Jak to dobrze, że jednak nie zdecydowaliśmy się na CLK.

2. Pojechałem do Świebodzina kupić bezpiecznik. Trójfazowy. Hurtownia przy Lidlu była już zamknięta. Spóźniłem się dziesięć minut. Przypomniało mi się, że przy Kilińskiego jest sklep elektryczny. Wydawało mi się, że tam zawsze sprzedawały panie, a tym razem był pan. Miał bezpiecznik. Miał też żarówki ledowe, po które wysłała mnie Bożena. Upierał się, że czterowatowa odpowiada tradycyjnej czterdziestce. Ja tam żarowe czterdziestki pamiętałem jako mniej świecące. Wziąłem trzy żarówki. Pan policzył mi za dwie. Powiedziałem, że muszę częściej do jego sklepu wpadać. Zasugerował na to, że wcale nie jest powiedziane, że następnym razem też dostanę rabat.
Odwiedziłem jeszcze Mrówkę i Lidla. W Mrówce dotarło do mnie, że jestem jednak pół metra niższy, niż mi się wydawało. W Lidlu chyba niczego nowego się nie dowiedziałem.

Wracając, przez mój nowy zestaw głośnomówiący porozmawiałem z ojcem. W jego bardziej lub mniej świeżo kupionym VW przestała działać klimatyzacja. I to jest zła informacja, bo może się okazać, że samo dobicie czynnika nie pomoże.

3. Wyrwałem sąsiada Tomka z poobiedniej drzemki i zmusiłem do pomocy w topieniu pompy. Zajęło nam to ze dwie godziny. Najzabawniej wyglądał moment, gdy przez park przesuwała się pięcioosobowa procesja niosąca całą długość pompy i rury. Tym razem nie było kogo namawiać na wejście do studni. Zrobiłem to sam. I kiedy sobie to przypominam – mam wrażenie, że wciąż coś po mnie łazi. Nie uruchomiliśmy pompy, bo zabrakło siedmiu metrów kabla 5x2,5. I dwóch hermetycznych puszek. Przyjdzie mi jutro znów jechać do Świebodzina. I to jest zła informacja, bo hurtownię elektryczną chyba zamykają o pierwszej, a już jest druga. Więc jak wstanę, pewnie będzie dziesiąta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz