sobota, 27 grudnia 2014

27 grudnia 2014


1. Problem zepsutego pilota udało się rozwiązać. HTC One (M8) ma wbudowany emiter podczerwieni, więc może być używany jako pilot.
Dawno, dawno temu było coś, co się nazywało Newton. I też miało można tego było używać jako pilota. Szło się wtedy do sklepu RTV i Newtonem przestawiało kanały w wystawionych telewizorach budząc popłoch wśród obsługi.
Niemal dwie dekady później Sony wypuściło tablet z podczerwienią, który mógł służyć jako pilot. Ktoś z Sony opowiadał, że w jakimś sklepie przestawiał kanały. Znaczy – wszystko już było.
HTC użyty jako pilot w czarodziejski sposób odblokował telewizor. No i właściwy pilot zaczął działać. To zasadniczo dobra informacja. Choć okazała się zła. Przez cały czas nie podłączyłem anteny satelitarnej, więc jesteśmy skazani na to, co serwuje się nam cyfrowo-naziemnie. I nie jest to warte pieniędzy, które ustawowo mamy płacić jako abonament RTV.
Obejrzeliśmy końcówkę filmu o Atylli. Słaby. Legiony walczyły jak ZOMO w filmach o stanie wojennym.

2. Przyszli kolędnicy. Ci sami, co w zeszłym roku. Odstawiają regularne jasełka. Syn leśniczego gra na akordeonie, śpiewają, recytują.
W zeszłym roku mnie zaskoczyli. Odstawili szopkę przy bramce, a je nie zdążyłem nawet wpaść na to, żeby ich zaprosić do domu. Ty razem byłem przygotowany. Udało im się wedrzeć na posesję, prawdopodobnie dlatego, że w tym roku występowała z nimi Ula, która jest jakoś spokrewniona z sąsiadami. Ula wpadała do dziewczyn, ogarnia więc furtkę.
Otworzyłem drzwi, kiedy byli na schodach domu. I równo z tym, kiedy akordeon miał wydać pierwszy dźwięk – poprosiłem, żeby przyszli następnego dnia.

Przeczytałem, że laureatka nagrody Grand Press w kategorii najlepszy reportaż prasowy podczas odbierania nagrody powiedziała, że jest na śmieciówce w Gazecie. I że może teraz ktoś ją zatrudni.
Ciekawe co by się musiało stać, żeby Państwowa Inspekcja Pracy zabrała się za media. Z 25 lat temu robiłem materiał o PIP. Panowie inspektorzy byli dumni, że Inspekcja podlega Marszałkowi Sejmu. Ciekawe czy marszałkiem Sikorski o tym wie. Jestem gotów się założyć, że nie. I to jest zła informacja.

Dyrektor Zydel wiózł dziewczyny BMW Bożeny. Dyrektor Zydel nie jest specjalnie samochodowy, pewnie dlatego tak łatwo znalazł miejsce wśród administracji pani Waltzowej.
Trochę się martwiliśmy, ale jakoś mu się udało dojechać.
Zjadł kolację, chwilę pogadał i poszedł spać. Pewnie się bał, że go upiję i będę z niego wyciągał tajemnice Ratusza.

3. Spadł śnieg. Minimalna ilość. Złapał mróz. Na pace Navary zamarzły resztki trocin. To nie jest dobra informacja, bo myślałem, że jakoś tę pakę umyję, a tak – nie mam pojęcia jak to zrobić. Tak, powinienem mieć porządny garaż.

Wdałem się w bezsensowną dyskusję o bezpiecznej jeździe na autostradzie. Wyprowadzają mnie z równowagi ludzie, którzy łykają fizyczne opisy autorstwa rzeczników Policji i Inspekcji Transportu Drogowego. Jeżeli mamy dwa samochody jadące z prędkością 140 km/godz. i ten pierwszy zaczyna hamować, to nie jest tak, że ten drugi musi od razu w niego wjechać, bo czas reakcji, droga hamowania etc. Ludzie z niewiadomych przyczyn zakładają, że w identycznych warunkach droga hamowania wszystkich samochodów jest jednakowa. Znaczy z wiadomych. Z egzaminu na prawo jazdy, który utrwala głupotę.

Zdarza mi się na autostradzie podjeżdżać blisko samochodu jadącego lewym pasem kiedy widzę, że zaraz skończy manewr wyprzedzania i wróci na pas prawy – żeby hamując nie tracić pędu.

Kierowcy okupujący lewy pas, jadący w swoim mniemaniu maksymalną dopuszczalną prędkością, powinni wiedzieć, że po pierwsze stwarzają zagrożenie, bo im płynniejszy ruch, tym lepiej, po drugie – łamią prawo o ruchu drogowym. Jechać należy przy prawej krawędzi jezdni. Słyszałem historię o człowieku, który w Niemczech zapłacił spory mandat za jazdę lewym pasem z prędkością 200 km/godz. Jechał lewym a prawy był pusty. Łamał prawo i stwarzał zagrożenie. Jakie? Ktoś mógł jechać 320. 

2 komentarze:

  1. Widziałem tą dyskusję na TT nt jazdy na zderzaku.
    Zrobiłem tysiące kilometrów, dobrym autem, po niemieckich autostradach. Jeżdżę też po polskich drogach. Zwykle to ja mam więcej mocy. Kierowców, którzy jadąc w dużym ruchu jadą na zderzaku uważam za debili.

    Do bezpiecznej jazdy jest potrzebna wyobraźnia i ograniczone zaufanie.

    Jeśli jeden jedzie 140km/h i gwałtownie hamuje, a drugi, za nim, właśnie odbiera telefon....

    OdpowiedzUsuń
  2. Człowiek, który przyklejony do zderzaka odbiera telefon – jest debilem.

    OdpowiedzUsuń