1. Kolejny dzień zabieram się do tego, by napisać coś o SAFE. Napisać w kontrze do mojego starszego kolegi z podstawówki, liceum i łamów „Dziennika Polskiego”. A konkretnie do jego gawędy na kanale „Zero”
Kolejny dzień nic z tego nie wychodzi. I to jest zła informacja.
2. Mechanik od Suburbana odebrał telefon. Ostatnio częściej trafiam trójkę w Lotto. Mechanik powiedział, że musi zlikwidować przedmuch i będzie gotowe. Że niby jutro. Zobaczymy.
Woda nieco wsiąkła. Niby jest wiosennie. Z tą różnicą, że nie ma wiosennego zapachu.
Byliśmy na spacerze w miejscu wcześniej nie odwiedzonym, czyli lesie między kanałem a miejscowością Łąkie. Las trochę inny. Większe polany. Było wręcz słonecznie, ale nagle się zrobiło ciemno i sypnął grad. To było chyba pierwsze spotkanie pieska z gradem. Nie podobało mu się.
Wypadałoby napisać coś o Jacku Nizinkiewiczu. Jest on tak wypełniony samozadowoleniem, iż nie ma to specjalnego sensu. Dobrali się z Michałem Szułdrzyńskim jak w korcu maku.
3. W piątek, nie ten ostatni, tylko ten wcześniej, udzieliłem wywiadu sympatycznemu młodzieńcowi z KJ. Wywiadu udzielałem telefonicznie, prowadząc pojazd przez Śląsk, autostradą A4. Duży ruch, byłem zmęczony, więc strasznie bełkotałem. Młody człowiek, jak na wykształconego młodego człowieka przystało, używał bardzo dużo trudnych słów.
W nocy rzeczony wywiad autoryzowałem. To była jedna z tych rzadkich sytuacji, kiedy autoryzacja ma sens.
Jako że identyfikuję się teraz jako osoba wulgarna, postanowiłem użyć w wywiadzie słowa „wyjebane” w podobnym kontekście jak wtedy, gdy użyłem tego słowa w powyborczą noc w kanale „Zero”. Zobaczymy jak to się skończy.













