sobota, 31 lipca 2021

31 lipca 2021


1. Tym razem nie była to chyba śmieciarka. Raczej poczucie obowiązku. Ale – z tego wszystkiego – znowu wstałem zbyt wcześnie. Do południa byłem nieprzytomny. Później przyszedł kolega Olszański. Przeprowadziliśmy profesjonalną rozmowę, po czym przeprowadziliśmy się do Krakena, gdzie czekał kolega Jakub. Przeprowadziliśmy kolejną rozmowę. Kolega Olszański poszedł. Kolega Jakub jedzie na urlop do Włoch. Znaczy: leci. Z Krakowa do Pizy. A wcześniej idzie na mecz Cracovii. Chodziłem na mecze Cracovii w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych. Na drugie połowy. Posłuchać kibiców. I pooglądać. Stadion wtedy był inny niż dzisiaj. Mecze też pewnie inne, gdyż Cracovia grała wtedy w jakiejś ósmej lidze. Jeśli mam być szczery, a ja od dzisiaj chcę być szczery – nie wiem, w której lidze gra. W każdym razie szczerze jej kibicuję. Marzy mi się szalik z napisem Jude gang. Albo takie dwa. Drugi bym dał Michaelowi Schudrichowi, a pierwszy zaniósł do Polin. To, że nie–żydzi nawiązują do żydowskiej tradycji klubu, nie mieści się raczej w oficjalnej polinowej wersji stosunków polsko-żydowskich. 

2. Na plac Krasińskich wiózł mnie Azamat. Słuchaliśmy – naprawdę głośno – polskiego popu. Chyba jednak wolę islamskich duchownych, nawet gdyby sugerowali, moją dekapitację. 
Na placu trochę mniej ludzi. Tradycyjnie wybitna homilia biskupa Guzdka. Właściwie to już arcybiskupa. Po uroczystościach Ekscelencja wydał kolację. Jak co roku. No i wygląda na to, że to była ostatnia taka kolacja. W pamiętnikach powinienem kiedyś opisać zeszłoroczną. Pewnie opiszę. 

Wróciłem do domu hulajnogą. Przez Krakowskie i Nowy Świat. Pełno ludzi. 
Wypiłem piwo w barze naprzeciw domu. Dają zniżkę sąsiadom. Bardzo rozsądny pomysł. Zachwalają kuchnię. Że nowoorleańska. Cokolwiek by to miało znaczyć. Najbliżej Nowego Orleanu, to byłem nad Sabine Pass. Jedzenie tam najwyraźniej nie było warte zapamiętania. 

3. Tymczasem w Rokitnicy: Silna ekipa ze Staropola zapiła i nie zgłosiła się w celu kontynuowania odgruzowywania bocznego wejścia do piwnicy. Wszyscy mają do mnie pretensje, że zapłaciłem im we czwartek część pieniędzy, przez co stracili determinacje. 
Zgłosił się za to dalszy sąsiad Tomek, pracownik sąsiada Tomka, który zrobił nową klapę do piwnicy. Konkretnie – dziury, przez którą niegdyś wyciągano popiół z kotłowni. Ponoć wygląda pięknie. 
Karol, syn sąsiada Tomka (bliższego sąsiada) obchodził urodziny.
Kocio pojawił się dość późno. Koło południa. Rudzia nie została zauważona. Ale można podejrzewać, że przez chwilę w domu była. 


 

piątek, 30 lipca 2021

30 lipca 2021


 

1. Śmieciarka. Rano. Obudziła. Nie wiem, na czym to polega, nie wiem, z czego się to bierze, ale w Warszawie są najgłośniejsze śmieciarki w Polsce.

2. Pojechałem do Muzeum Powstania Warszawskiego. Uberem. Moim kierowcą był Muhammad Samie. Spotkanie z Powstańcami w Parku Wolności. Był dyrektor Zydel. Zasadniczo powinien występować z orderem. Była wszakże rocznica dyrektora Zydla udekorowania. 
Ale nie o tym. Zanotował po pierwszy raz od dawna zły efekt covid-u. Fizyczny – że tak powiem, mentalnych nie liczę. Otóż, kiedy postałem chwilę na słońcu, które wcale takie mocne nie było, zaczęło się mi kręcić w głowie. Oj nie dał bym rady pracować jak kiedyś. Ale nie o tym. Rozmawiałem chwilę z funkcjonariuszem Służby Ochrony Państwa. Funkcjonariusz, to chyba jednak lepsze określenie niż oficer, gdyż nie każdy funkcjonariusz jest oficerem, a każdy oficer jest funkcjonariuszem. Znaczy z niejednym funkcjonariuszem rozmawiałem. Ale chodzi mi o tego konkretnie. Staliśmy z tyłu. On patrząc na zgromadzonych, których nie było tak dużo, jak kiedyś, zaczął się zastanawiać, co będzie gdy Powstańców już wśród nas nie będzie. Że pewnie przestaną przyjeżdżać oficjele. Że wszystko będzie zależeć od Miasta, jeżeli uroczystości będzie tratować poważnie, to oficjele przyjadą. Pamiętał czasy, kiedy rocznicę wybuchu świętowano z dużo mniejszą pompą. Kiedy właściwie świętowali sami Powstańcy. Rozmawiałem o tym z kolegami Dyrektorami. Zależy im na tym, by to dziwne coś, co sobie przekazują w sztafecie przejęły rodziny Powstańców. By opowiadały, co od Powstańców usłyszały. Zasiedziałem się u kolegów Dyrektorów. Tak, że aż musieli iść, żebym sobie poszedł. 

2. Poszedłem do domu. Z Muzeum Grzybowską do Jana Pawła, kawałek Świętokrzyską, Emilii Plater, koło kościoła św. Barbary do Poznańskiej i do domu. Posiedziałem chwilę, aż sobie przypomniałem, że muszę zatankować Audiego. Pojechałem więc. Po zatankowaniu pojechałem Audiego umyć. (tak, nazywanie audi Audim jest nieco pretensjonalne, ale się mojej osobie podoba). Jak go już umyłem, pojechałem do Makro. Po wodę, która jest tańsza ze trzy razy niż w tzw. normalnych sklepach. 

3. Udałem się na proszoną kolację. Uberem. Wiózł mnie Sadin. Przez całą drogę słuchał jakiś – jak to kiedyś mówiono – tureckich kazań. Znaczy tureckie, to one nie były. Jedyne słowo, które rozumiałem to Allah. Powtarzało się. Jestem jednak pełen uprzedzeń, od razu się zacząłem zastanawiać, czy człowiek, którego zdjęcie świeciło na telefonie, nie jest aby podobny do dwójki Al-Kaidy. Na kolacji było miło. Znowu się zasiedziałem. Wracałem Uberem. Wiózł mnie Saiar. Puszczał rosyjskojęzyczny POP.
Wcale mi nie przeszkadzał, więc może aż takich uprzedzeń nie mam.  

czwartek, 29 lipca 2021

29 lipca 2021


1. Kocio przyszedł o świcie i się od razu zaczął awanturować. Wciągnąłem go do łóżka i na jakieś dwie godziny odpuścił. Wstałem. Przyszła Rudzia. Coś tam zjadła. Kocio wstał. Zjadł więcej. Można odnieść wrażenie, że nie jest między nimi najlepiej. Rudzia stara się przychodzić, kiedy Kocia nie widać. Miejmy nadzieję, że to chwilowe problemy. 

2. Rano sympatyczny pan przywiózł erefenowską wersją enerdowskiego multicara kontener. Dwa kubiki. Pusty. Koło południa Boryszyn przywiózł silną grupę ze Staropola. I psa. W znaczeniu: wilczarza Dyzia. Z Dyziem jak z Suburbanem nieźle wygląda przy domu. Zachowuje odpowiednie proporcje. 
Silna grupa zajęła się odgruzowywaniem zagruzowanego – z uporem wartym lepszej sprawy – bocznego wejścia do piwnicy. Podczas odgruzowywania silna grupa odkopała słusznej wielkości stalową skrzynkę. I kilka ładnych, ceramicznych płytek. Zadziwiająco szybko udało im się wypełnić pierwszy kontener. Sympatyczny pan był w Zielonej u dentysty. Na następny kontener trzeba więc było chwilę czekać. 
Pojechałem do Świebodzina wyważyć koło. Dopiero u trzeciego męczygumy się udało. Pierwszy był zamknięty, drugi był zajęty. 
Wróciłem na chwilę przed tym, gdy kasta gruzu dopełniła drugi kontener. Silna grupa ze Staropola stwierdziła, że dalej dziś nie robią. Przyjadą kontynuować w sobotę. 

3. Jadąc A2 w stronę Warszawy, od pewnego momentu człowiek zaczyna z utęsknieniem wypatrywać komina niedoszłej elektrociepłowni w Pruszkowie. Tym razem komin pojawił się dość szybko. 

Wysiadłem z auta przy Wilczej. Postanowiłem zażyć wielkomiejskiego życia. Niestety się okazało, że nawet otwarty Kraken ma zamknięty bar. 

 

środa, 28 lipca 2021

28 lipca 2021


 

1. Ledwo wstałem, a już musiałem jechać do pracy do Zielonej. Za Skąpem dognałem ciężarówkę z drewnem. Sosnowym. W metrach. Kierowca dał migaczem sygnał, że można go wyprzedzać. Rzadko ostatnio spotykana sytuacja. Wielki magazyn, który urósł przy Sulechowie to będzie TK Maxx. 
Na S3 ruch jak zwykle. Coraz szybciej dojeżdżam na miejsce. Zebrania, szkolenie, rozmowy i do domu. Tym razem bez badania piekarnio-cukierni.

2. Wracałem tą samą trasą, tyle że przez Ołobok. Ponieważ paczkomat. Jechało mi się całkiem dobrze. I trochę agresywnie. Gdy skręcałem na parking przy paczkomacie, coś chrupnęło. I Audi zaczął jechać w sposób niezdecydowany. Niezdecydowany co do kierunku jazdy. Przejechałem parę metrów. Stanąłem. Wsadziłem głowę za przednie koło. Wahacz-banan odczepił się od zwrotnicy. A konkretnie było tak: zwrotnica jest aluminiowa, więc żeby sworzeń wahacza nie robił w niej dziur, wsadzony jest w stalową tuleję. No i ta tuleja, razem ze sworzniem wzięła i wypadła. Z wypadniętą tuleją się nie pojedzie. Strasznie dużo ludzi chciało pomóc. W pewnym momencie przyjechali i sąsiad Gienek, i sąsiad Tomek, i Bożena Lawiną. Auto nie jedzie trzeba mechanika. I lawetę. Do nikogo się nie dało dodzwonić. W końcu sąsiad Tomek namówił mnie, żeby do Łąk podjechać, bo tam mechanik jest z lawetą. Podjechaliśmy. Laweta nie jeździ, gdyż nie działa. Mechanik z Łąk popatrzył na zdjęcie, co żem je zrobił telefonem i zdiagnozował: nowy wahacz (banan) przyszedł ze złą śrubą. Za mała średnica, więc nie łapie trzyma tulei w zwrotnicy. Normalna sprawa. Laweta nie jeździ, bo nie działa. Audi nie jeździ, bo mu się koło może odpaść. Sąsiad Tomek namówił mechanika z Łąk, by ten wziął dwa klucze, młotek, żabę, dobrą śrubę i podjechał do Ołoboku. No i się tak stało. Naprawa zajęła w porywach siedem minut. 
Mogę jutro Audim jechać do Warszawy. Wniosek jest jeszcze jeden. Ktoś ma najwyraźniej związane ze mną plany, bo nie ma żadnego innego logicznego powodu tego, że się wahacz (banan) odseparował od zwrotnicy przy prędkości 10 km/godz w Ołoboku, a nie przy prędkości ze czternaście razy wyższej na S3. Przepraszam, dwanaście razy, bo przecież szybciej nie wolno. 


3. Wróciłem do domu i zająłem się zdalną pracą. Powoli się wciągam. Ciekawe doświadczenie. 
Szwagier sąsiada Tomka, ten którego przeczołgał Covid, wrócił z rehabilitacji. I jest w dużo lepszym niż przed nią stanie. Pełen dumy biegał za dzieciakami. Ja już – dzięki Bogu – zapomniałem jak to jest. Z tego wszystkiego nie wykonałem planu. Nie skończyłem felietonu do „Dziennika Polskiego”. Jutro skończyć muszę do południa. A pisać pod presją czasu naprawdę nie lubię. 

Kocio. Mało dziś mieliśmy kontaktu. Rano przyszedł i się zaczął bez specjalnego powodu awanturować. Chyba mu chodziło o to, że w nocy zmókł.
No i wieczorem przyszli z Rudzią. Ale tylko na chwilę. 


wtorek, 27 lipca 2021

27 lipca 2021


1. Się nie wyspałem. Śniły mi się jakieś słabe rzeczy. Bogu dzięki nie pamiętam już co. Stojąca od wczorajszego wieczoru pod lipą Lawina wygląda, jakby ktoś porzucił ją ze dwa miesiące temu. Lipy rządzą.
Przyjechał po mnie Mój Nowy Szef i udaliśmy się do tej drugiej stolicy naszego województwa. Ta druga stolice z innego punktu widzenia jest tą pierwszą i jest to drażliwa sprawa. W Gorzowie dotychczas znałem szpital, Castoramę i Urząd Wojewódzki. Teraz doszła jeszcze katedra. I redakcja Lubuskiej w centrum handlowym bez parkingu. Kiedyś takie budowano. Zobaczyłem dwie milczące ofiary COVID-u – na pieprz zasuszone rośliny doniczkowe. Centrum Handlowe zamknięte, to nie było komu podlewać. I uschły. 

2. Wracając podjechaliśmy do Głębokiego. Od paru dni na redakcyjnym kolegium mowa była o wysychającym jeziorze. Nad Głębokim byłem w 1987 roku. I potem w 1988. Pamiętam Kiszczaka w telewizorze. Mówił o czymś, co się pół roku później objawiło jako Okrągły Stół. W każdym razie było wtedy jezioro. No i jezioro jest i dziś. Tylko jakby go było mniej. Pomost nad plażą wygląda dość abstrakcyjnie. 

Zacząłem sobie dziś przypominać jak to super jest robić w dzienniku. Na lotnisku w Przylepie (ze trzydzieści ode mnie kilometrów) CBŚ zatrzymało dwóch facetów, którzy specjalnie kupionym do tego celu samolotem przemycali trawkę. 73 kilo.
A myślałem, że tu się będzie człowiek zajmował wyłącznie liczeniem dziur w drogach.

3. Z braku telewizji wróciliśmy do „Lupina”. Jakież to jest nudne. Niby francuski film, a A3 ściga BMW 3. Peugeotem jeździ policja. Porządnym busem jest mercedes. Drugi „Rojst” jest naprawdę o wiele lepszy. 






 

poniedziałek, 26 lipca 2021

26 lipca 2021


1. Jakaś pani doktor z Torunia mówiła rano w TVN24, że ważniejszym symptomem istnienia demokracji jest koncesja dla TVN niż przeprowadzanie wyborów, bo na Białorusi też są wybory. I w Rosji. Jakże się cieszę, że nie studiuję Na UMK politologii.

Spóźniłem się chwilę do pracy. Nie przez korki, nie dlatego, że mi nie chciało zapalić auto, czy uciekł tramwaj. Nie chciały mi się odpalić Teamsy. 

2. W przerwie pomiędzy zadaniami, postanowiłem chwilę pokosić. No i chwilę pokosiłem. Trafiłem na jakąś niedociętą resztkę po chyba bzie. Resztka ta skutecznie zablokowała jeden z noży. Odczepiłem kosisko. Okazało się, że środkowy nóż, nie dość, że zmienił geometrię, to jeszcze zgubił gdzieś element przenoszący na niego moment obrotowy osi. Czyli nie ciął. Sprawdziłem cenę zestawu noży, razem z zestawem mocowań. Wyszło tyle, że bym mógł kosiarkę w promocji kupić. Kosiarkę pchaną. Nie traktorek. Kosiarka taka by raczej nie przeżyła sezonu. Zestaw noży przeżyje pewnie ze trzy lata. Ciężkie jest życie obszarnika. 

Rozmawiałem (telefonicznie) z Nie Powiem Kim. Nie Powiem Kto koleguje się z ludźmi z TVN24. I – podobnie jak mnie – niezdrowo fascynują go ich histeryczne reakcje na kwestie koncesji dla stacji. Już pisałem, że brak koncesji niespecjalnie powinien wpłynąć na działanie stacji. Nasi przyjaciele wydają się tego nie dostrzegać. 
Cóż, od polityków, którzy uwierzą w swoją propagandę – dziennikarze tacy są jeszcze śmieszniejsi.  
Dawno, dawno temu, kiedy Infor przejmował der Dziennik, zawezwano pracowników redakcji na rozmowy. Zaproponowano im albo należne odprawy, albo pracę u nowego pracodawcy. Większość wybrała to drugie. Na gorszych warunkach. No i sporo z nich, dość szybko zostało zwolnionych. Już bez prawa do odpraw. Ale nie wiem, dlaczego to teraz piszę. 

3. Kocio właściwie przez cały dzień prowadzał się z Rudzią. Wpadali coś zjeść. Wylegiwali się na tarasie. 

W Rzepie przeczytałem wywiad z Derekiem Cholletem. Rozbawiło mnie wyznanie, że skoro Nord Stream 2 jest prawie gotowy, to znaczy, że się nie da jego budowy zatrzymać, więc sankcje nie mają sensu, a gdyby je zastosować, to uderzałyby w Niemcy, więc mogłyby się pogorszyć relacje transatlantyckie, a na tym zależy Putinowi. Ale Nord Stream 2 jest zły. I jesteśmy przeciw jego budowie. 
Można z tego wyciągnąć jeden wniosek. Jeżeli uchwalone zostanie Lex TVN, to Stany nic nie zrobią, bo po co mają robić, skoro nie udało się tego zatrzymać, a jakiekolwiek próby zemsty mogłyby pogorszyć relacje transatlantyckie, a na tym zależy Putinowi. Ale Lex TVN jest zły. I są przeciw jego wprowadzeniu. 

Wybory prezydenckie w Stanach będą we wtorek, 5 listopada 2024 roku. Czyli za trzy lata, trzy miesiące, tydzień i dni parę. Może jakoś damy radę. 

Cały dzień mnie łeb bolał. Wieczorem przyszła burza i mi przeszło. Nie będę próbował z tego wyciągać jakichś wniosków. 

niedziela, 25 lipca 2021

25 lipca 2021


 

1. Kilka dni temu satelitarny tuner zerwał kontakty z konwerterem (anteną). Trudno mi ustalić kto na kogo się obraził. W każdym razie – nie mamy telewizji. Znaczy mamy te wszystkie netfliksy, prajmy, habeo. Normalną telewizję możemy na komputerze. Ale tylko tę, która przez komputer nadaje. Więc mam próbkę świata bez TVN-u. Głównego. Tematyczne – na komputerze. I z komputera nie można ich przerzucić na telewizor. Niby całe świadome dzieciństwo spędziłem przy telewizorze, który miał w porywach czternaście cali, ale już się odzwyczaiłem. 

2. Na telewizor z komputera udało mi się wrzucić „Śniadanie Rymanowskiego”. Mentzen, imputował Schetynie, że ten mógł samochodem pozabijać ludzi. Jadąc do Polsatu. Ale ważniejsze, iż stwierdził też, że szczepienia drastycznie ograniczają śmiertelność i hospitalizacje wśród zaszczepionych. Odważnie. 
Zybertowicz zgadzał się ze Schetyną, z Zybertowiczem zgadzała się Scheuring-Wielgus. Program Rymanowskiego jest jedyny w swoim rodzaju. 

Dooglądaliśmy na Netfliksie „Łasucha”. Scena, gdy sąsiedzi – patrząc na palący się dom z gospodarzem w środku – śpiewają „Auld Lang Syne”, jest jeszcze zabawniejsza, gdy się zna polską wersję tekstu: „Przy innym ogniu, w inną noc do zobaczenia znów”.

3. Wieczorem przyszły chmury i się zrobiło tak chłodno, jakby chłodno było przez cały dzień. 
Wrzuciłem cytat z Mentzena na Twitter. Część publiczności, próbując się ratować przed dysonansem poznawczym, zaczęła sobie tłumaczyć, że to manipulacja. Ciekawe, jak sobie będą tłumaczyć, gdy obejrzą cały program.

Kocio trzy razy przyprowadzał Rudzię. Przestała już jeść dużą puszkę naraz. No i zainteresowała się suchą karmą.