niedziela, 12 kwietnia 2015

12 kwietnia 2015


1. Wstałem, przeczytałem raz jeszcze tekst o Kandydacie, który (nie wiedzieć czemu – bo inne nie) wyświetlił mi się w całości w ramach bezpłatnego limitu tekstów ze strony Gazety.
Artykuł generalnie poprawił mi humor. Muszę przetrenować kilka rozwiązań formalnych zastosowanych przez autorów.

Coraz gorzej mi idzie lektura „Nocy żywych Żydów”. Do tego przyśniło mi się, że pod pseudonimem Znienacek ukrywa się właśnie Ostachowicz. I to jest zła informacja. Nienawidzę mieć realistyczne sny związane z polską polityką. W tym Ostachowicz, zresztą zupełnie do siebie nie podobny tłumaczył mi, że tak go denerwowali debile z otoczenia Premiera, że postanowił za pomocą Twittera odreagować.

Wieść gminna niesie, że rzeczony Ostachowicz cierpi obserwując jak właśnie rozwalany jest „Projekt” w który tyle energii zainwestował społecznie próbuje prowadzić kampanię PBK dzwoniąc do różnych redaktorów i namawiając do różnych publikacji.

2. Przyszedł do nas w odwiedziny Karol, syn sąsiada Tomka. Karol zaraz będzie miał z sześć lat, a od pewnego czasu jest moim ulubionym recenzentem testowych aut, którymi przyjeżdżam na wieś. Karol spał u dziadków. Dzień wcześniej przywiozłem go z Ołoboku, gdzie z kolei przywiozłem rower, żeby sąsiad Tomek mi zespawał.
W ciągu kilu ostatnich lat sąsiad Tomek ze spawacza pełniącego funkcje wiejskiego kowala rozwinął się tak, że teraz jest właścicielem firmy z siedmiocyfrowymi obrotami. A ja się jakoś do tego nie mogę przyzwyczaić i wciąż miewam do niego kowalsko-spawalnicze prośby.
Młodszy syn sąsiada Tomka – Bartek jest w szpitalu. I to jest zła informacja. Razem z mamą. Ma coś z płucami. Szpital w Świebodzinie nie ma oddziału dziecięcego. Szpital sprywatyzowany. Właściciel stwierdził, że się taki oddział nie opłaca. Jedno skrzydło stoi puste. Więc Bartek jest w oddalonym o 40 kilometrów Międzyrzeczu. W pierwszych słowach Karol stwierdził, że teraz tato go wychowuje. Jeździ z tatą do pracy.
Sąsiad Tomek jakoś sobie radzi, ale wyobrażam sobie jak by to było, gdyby nie mieli kasy, samochodu. Transport publiczny właściwie nie działa. Tory rozebrano już paręnaście lat temu. Czterdziestu kilometrów na rowerze się raczej nie przejedzie.
Razem z Karolem paliliśmy liście. Wiał ostry wiatr, więc paliły się szybko. Wygląda na to, że odzyskałem kolejnych kilkanaście metrów kwadratowych parku.

3. Pojechaliśmy do Tesco, żeby kupić chleb i totolotka. Gdybym był nowoczesnym artystą stworzyłbym dzieło. Mnóstwo kuponów lotto przyklejonych do dykty. Dzieło bym zatytułował „Utracone nadzieje”. Gdybym był nowoczesnym artystą, to pewnie bym to dzieło wystawił w Muzeum Sztuki Nowoczesnej (w budowie). Choć istnieje poważna obawa, że by mi tam któryś z kuratorów ukradł pomysł. 
Reklama baru w Tesco sugeruje, że Bobek Makłowicz tam gotuje. Chciałbym to zobaczyć.

Wieczorem kontynuowałem palenie liści, gałęzi i innych palnych reczy pochodzenia biologicznego. Przyszedł sąsiad Gienek. Teść sąsiada Tomka, dziadek Karola. Rozmawialiśmy o kołach dwumasowych. Lat temu z pięć kupił volvo V50. Miałem w tym swój udział, bo znalazłem to volvo na Allegro. Było tańsze niż średnia i do tego dwadzieścia kilometrów od Rokitnicy. Gienek kupił, okazało się, że koło dwunasowe jest do roboty. Dlatego auto było tańsze. Gienek zrobiłswoim volvo prawie 200 tys. kilometrów. Koło dwumasowe wciąż jest do roboty. W serwisie wymiana kosztuje z pięć tysięcy. I to jest zła informacja.  

2 komentarze:

  1. Ciekawe, że reklama pod tekstem wyświetliła mi się po węgiersku.

    OdpowiedzUsuń
  2. 5000 zł za naprawę czegoś tam?! Gdzie sens, gdzie logika? Najlepszym rozwiązaniem samochodowym w PRL jest Opel Astra. Można kupić już za 1000zł, części zapasowe dostępne na każdym złomowisku. Gdy koszt naprawy przekracza wartość auta, kupuje się nowy, w sensie kolejny. Tanio i udanio.

    OdpowiedzUsuń