poniedziałek, 13 października 2014

13 października 2014



1. Śniło mi się, że zostałem obstrzelany z Grada. Duża willa na leśnym wzgórzu. Dużo ludzi czekających na to, aż Ruskie przyjdą. Czekający, żeby dać im łupnia. Bardzo miła atmosfera. 
No i wtedy zaczęło wybuchać. 
I ja się zastanawiałem, czy uciekać do piwnicy, czy okopy kopać. Bo nikt wcześniej się okopów nie kopał. Wszyscy za to mieli wolę walki.
No i się obudziłem, bo wiedziałem już, że z kopania okopów nici, bo jest niedziela, a panowie w niedzielę kanalizacji kopać nie będą. 

Rzadko mi się zdarza, że tak dobrze pamiętam sen. I myślę, że to znak, żeby się zawczasu okopać.
I to jest zła informacja, bo nam tu jakoś niespecjalnie wychodzi okopywanie się zawczasu.

2. Gienek wrócił z ryb. Postanowiłem go namówić na ścięcie jednej z akacji.
Akacje lecą na dom leśniczego. Znaczy nie tyle lecą, co mogą polecieć. Leśniczy niby mówił, że się nie przejmuje, bo dom jest Lasów a nie jego, ale chyba trochę kozaczy.
Problem nie urodził się wczoraj. Jeździliśmy do gminy, by dostać zgodę na wycięcie. Gmina miała z tym problem, bo park jest zabytkowy. Czas płynął, akacje schły coraz bardziej. Aż za którąś wizytą w Gminie, pani urzędniczka sprawdziła coś na mapce i jej wyszło, że na mapce park nie jest działką budowlaną, tylko lasem. Więc to nie gmina wydaje zgodę na wycięcie, tylko Powiat. Pojechaliśmy do Powiatu, gdzie wyszło na to, jakby Powiat nie prowadził ewidencji zabytków, więc przyjęli podanie, przyjechał leśniczy (powiatowy) zaznaczył farbą drzewa, które zagrażają życiu i zdrowiu i te, które już uschły. Później przyszła decyzja, że można ciąć, ale dopiero po okresie lęgowym.
Zaczęliśmy szukać kogoś, kto te drzewa wytnie. Pierwszy okoliczny fachowiec zażądał trzech tysięcy złotych. Więc zaczęliśmy szukać innych sposobów. Kilka osób na wsi zasugerowało przywiązanie drzew do traktora i ciągnięcie podczas cięcia.
Jedną z tych osób był Gienek.
Projekt „ściąć drzewo” rozpoczął się od poszukiwań odpowiedniej liny. Ta Gienka źle zniosła długotrwały, miejscowy kontakt z wodą. Od Józka, ojca Tomka (nie będę pisał, że Tomek to Zięć Gienka, bo już tyle razy to pisałem, że mnie ta maniera zaczęła nużyć) wziąłem łańcuch, linę stalową, pas parciany. Z Renaty (samochodu Tomka) wyciągnąłem dwa pasy.
Wylazłem na drabinę – co ponoć jest wyczynem, bo normalni ludzie powinni unikać wysokości – łańcuchem obwiązałem drzewo, do łańcucha przymocowałem linę stalową, do niej dwa związane pasy. Na końcu przyczepiłem chevroleta, któremu wcześniej zapiąłem reduktor.
Zacząłem ciągnąć. Gienek zaczął ciąć. Akacja padła. Może niezupełnie w tym kierunku, co myślałem, ale bez szkód w ludziach i majątku. Padając pękła na trzy kawałki. Z których pierwszy zaciągnąłem bliżej domu i spróbowałem pociąć na tzw. metry.
No i nie wiem z czego się robi akację, bo chyba nie z drewna. Drewno piłą spalinową tnie się szybko. Akację nie.
Gienek powiedział, że w niedzielę to słaba jest robota (chyba powiedział to dosadniej, ale nie jestem pewien, więc nie będę dosadniej pisał). Postanowiłem więc dać sobie spokój do poniedziałku. Posiedzieliśmy sobie przy żywcu. I wyszło nam, że tą metodą nie będziemy więcej akacji ciąć, bo ryzyko jest zbyt duże. I to nie jest dobra informacja. Choć gorsza jest taka, że za namową Józka związałem dwa pasy. Mówił, żeby wiązać, bo jeżeli je będę łączył inaczej to się będą rozczepiać. Związałem. No i teraz nie idzie ich rozwiązać.

3. Obejrzałem do końca drugą serię „The Wire”. Zapłakałem po Franku Sobotce. W ogóle depresyjny ten koniec był. I nie tyle chodzi o to, że zło triumfuje, tylko, że za dobrymi intencjami, jeżeli złe metody idą, to się może skończyć jeszcze gorzej.
Czyli, że nie można być trochę złym. I to jest zła informacja. Muszę namówić kolegę mojęgo Grzegorza, żeby serial ten obejrzał. Ciekawe jakie będzie miał wnioski.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz