Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Wire. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Wire. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 października 2014

29 października 2014



1. Monika Olejnik wrzuciła na fejsa swoje zdjęcie z Romanem Polańskim zrobione podczas otwarcia Muzeum Żydów Polskich. Mam wrażenie, że kiedy rozmowy o panu Romanie były modne, czyli kiedy siedział w szwajcarskim areszcie pani Monika nie miała o nim jednoznacznie pozytywnego zdania. Ale oczywiście mogę się mylić.

Szczerze mówiąc wolałbym, żeby pan Roman do Polski nie przyjeżdżał. Jeszcze bardziej bym wolał, że gdyby przyjechał, to na lotnisku zostałby zatrzymany i dość szybko przekazany Amerykanom.

To właściwie fascynujące, że rządzi nami partia, która chciała kastrować chemicznie pedofilów, a jej przedstawiciele nie mają problemu w spotykaniu się z gościem, który trzynastolatkę upił, poprawił dragami a na koniec zerżnął analnie. Też by tak chcieli?

Zazdroszczę Amerykanom systemowego uporu w wymierzaniu sprawiedliwości. U nas tego nie ma. I to jest zła informacja.

2. Skończyło się paliwo do piły z Tesko i dmuchawy Husqvarny. Wziąłem więc okno (do szklarza) i pojechałem do Świebodzina. Szklarz mieści się przy parkingu sklepu Netto. W ramach przyzwoitości zawsze kiedy odwiedzam szklarza wchodzę do Netto. To jest taka Biedronka, tylko żółta.
Na wypatrzyłem chemiczne ogrzewacze do rąk. Dawno, dawno temu. Czyli ze trzydzieści lat (ale jestem stary), w kaponierze fortu Grębałów, znaleźliśmy strasznie dużo chemicznych ogrzewaczy do rąk. Leżały tam od wojny. Czyli od czasu, kiedy fort używany był przez Wehrmacht jako magazyn. Tamte, żeby działać potrzebowały wody (śniegu) tym z Netto wystarczy powietrze.
Sam fort ciekawej konstrukcji. Zaprojektowany przez Maurycego von Brunnera. Różniący się od typowych konstrukcji Emila Gołogórskiego. Bardziej wpisany w krajobraz z tradytorem i grodzową kaponierą.
Za niecały miesiąc będzie setna rocznica Pierwszej Bitwy o Kraków. Fort brał w niej udział.

Z Netto pojechałem do Lidla. Dziewczyny zażyczyły sobie truskawkowy kisiel, którego nie znalazłem w pierwszym sklepie. Do kasy stałem za gimnazjalistą, który kupił kolę i czipsy. Dołożył do tego paczkę prezerwatyw, którą dyskretnie przyłożył czipsami – żeby nie widzieli czekający na niego koledzy. Minąłem ich później. Wsiadali do autobusu – wyglądało, że jadą na szkolną wycieczkę.

Zatankowałem piłę i dmuchawę. Pociąłem ściętego dzień wcześniej klona. Dziewczyny zdmuchiwały liście. Dmuchawa jest zbyt mocna, żeby można ją używać do rozdmuchiwania ogniska. I to jest zła informacja. Bo liście zamiast się spalić tliły się całą noc.

3. Piłem piwo u sąsiadów, kiedy zadzwoniła Józka, że właśnie wsiada do pociągu i będzie ją trzeba odebrać ze Świebodzina. Akurat rozmawialiśmy o tym, że 0,2 promila jest bez sensu. Im bardziej na wschód tym niższy poziom dopuszczalny. Że w Niemczech, że w Holandii, że we Francji etc.
Przyjechał pan Zgirski z synem. Pan Zgirski to rolnik. Nie ma ich u nas na wsi zbyt wielu. Rozmawialiśmy cenach samochodów i maszyn.
Sąsiad Tomek mówił, że strasznie dużo w tym roku zainwestował w sprzęt. No to mu powiedziałem, że mógłby te pieniądze wydać na porządne auto.
Pan Zgirski na to: że samochód się kupuje na końcu, że on ma traktor za 300 tys. i samochód za 100 tys.
Powiedziałem, że to i tak najdroższy we wsi samochód, więc się trochę zawstydził.
Żeby mu przykro nie było, przypomniałem, że ja co jakiś czas zawyżam średnią Rozmowa zeszła na Gelendę. Pan Zgirski powiedział, że takie pieniądze nie robią na nim wrażenia, bo zna kogoś, kto ma trzy siewniki, każdy po milion złotych. No ale ma tysiąc hektarów.
Zapytałem ile z tego jest dopłat. Wyszło, że rocznie koło miliona. Czyli siewnik.


Piwa nie dopiłem. Wróciłem do domu. Dziewczyny zrobiły częściowo obiad. Z drugą częścią postanowiły zaczekać na Józkę.
Na dworcu przy drugim peronie stał pociąg pełen volkswagenów. Pewnie z fabryki, w której – jak mówił nam jego ekscelencja Rüdiger Freiherr von Fritsch – występuje najmniej w całym Koncernie pracowniczych absencji. Kiedy wszedłem na peron od strony Niemiec wjechał pociąg bez volkswagenów. Później przez megafony ogłoszono, że wyjątkowo Berlin-Warszawa-Express wjedzie na peron trzeci. Peron drugi wszakże zajęty był przez volkswageny.

Wieczorem próbowałem obejrzeć kolejny odcinek „The Wire”, ale nie dałem rady za bardzo mi się spać chciało. I to jest zła informacja.  

wtorek, 14 października 2014

14 października 2014



1. Postanowiłem spać do oporu, bo do drugiej oglądałem trzecią serię „The Wire”. Dlatego pewnie wstałem chwilę po siódmej. Panowie przyjechali w okrojonym składzie. Bez wywrotki marki Scania i jej kierowcy. Wywrotka o ładowności ponoć 15 ton woziła ponoć ton dwadzieścia parę.
Miała niestety problemy z trakcją. Ze dwa razy ledwo się wykopała, rozwalając przy okazji koszony przeze mnie od dobrych ośmiu lat trawnik.
Bez wywrotki pan Janek, wirtuoz koparki musiał sypać obok. Więc zasypywał tym, co wykopał, a że kopał w gruzie – będę musiał kupić nowe noże do kosiarki.

Scania przyjechała. Panowie kierowcę scanii mobingują. Tak naprawdę. Kierowca ponoć całe życie jeździł TIR-ami. Jazda TIR-em generalnie polega na tym, że przyczepiają ci naczepę, a ty jedziesz. Do przodu. Raczej nie cofasz. Wywrotką na budowie wciąż się musi manewrować. Kierowca scanii robi to zbyt wolno. Więc wkurwia całą ekipę, która daje to po sobie poznać. Kierowca scanii ma post TIR-owskie zwyczaje. Poważnie podchodzi do tego okrągłego czegoś, co jest w liczniku prędkości i pisze z jaką prędkością się jechało. No i mówi, że nie może ruszyć, bo ma jeszcze siedem minut przerwy.
Panowie rozpoczęli więc proces minimalizowania szkód, które poczynili. Nawozić ziemię, ubijać, rozsypywać. Wcześniej jednak przekopali się do sąsiadów. Pod murem. I u sąsiadów posadowili ostatnią studzienkę.
Pan Janek, wirtuoz koparki westchnął, że kiedyś to by była wiecha. Kiedyś był dzień budowlańca. A teraz to człowiek ma się cieszyć, że ma pracę.

Później panowie pojechali, żeby coś robić z drogą i się okazało, że porządkami się zajmą dopiero za parę dni. I to jest nie jest dobra informacja, bo przed domem wygląda strasznie.

2. Wziąłem dmuchawę Husqvarny, żeby trochę na betonie posprzątać. Dmuchawa przydała się wcześniej przy wykopaliskach. Wydmuchiwała piasek więc zostawały tylko skorupy.
Z dużym zaangażowaniem zacząłem zdmuchiwać piasek, który nawiozły maszyny. Po chwili okazało się, że zdmuchnięty pył nie opada. I robi się z niego mgła, którą wiatr delikatnie przesuwa w stronę lasu. Wyglądało to pięknie. Minus taki, że trochę pyłu osiadło na Kadetcie Jolki. I wypada, żebym go umył.

Wylazłem na piętro, żeby sfotografować Althamera (strasznie brzydki tryptyk) (choć nazywanie tego tryptykiem jest pewnym nadużyciem, bo to jest jeden obrazek, tylko namalowany na trzech płytach). Usłyszałem, że ktoś jest w pokoju obok. A nikogo tam być nie powinno, bo od paru dni byłem sam w domu.
Okazało się, że to sikorka. Otworzyłem jedno okno – nic, drugie, trzecie. W końcu jakoś wyleciała. To druga sikorka w takiej sytuacji. Poprzednia była dziesięć dni temu. W każdym razie, gdyby nie Althamer Sikorka by pewnie padła z głodu.

3. Gienek podwiózł mnie na stację. Razem czekaliśmy na pociąg. Opowiadał, jak z wojska jeździł do domu. O 19 wsiadał do pociągu w (chyba) Zabrzu. O drugiej w nocy był w Zielonej Górze. Szedł na stopa. W Świebodzinie czekał na autobus, który o piątej wiózł go domu. Gorzej miał, kiedy trafił do Orzysza. Gorzej nie tylko dlatego, że była to kompania karna, ale również, że podróż wtedy trwała 24 godziny. –Najgorsze było, że człowiek zupełnie nie miał pieniędzy. Oszczędzało się, żeby mieć na bułkę. A wtedy w pociągach chodzili ludzie i sprzedawali piwo. A człowiekowi się w środku aż skręcało.

Pociąg spóźnił się dziesięć minut. Kiedy wsiadłem natychmiast pognałem do Warsu i kupiłem sobie dwa żywce.

Jechałem w ostatnim bezprzedziałowym wagonie. Ciekaw jestem co pił człowiek, który nadawał numery miejscom. To musiało być coś więcej niż dwa małe piwa.

Nad moim siedzeniem była naklejka – „Okno bezpieczeństwa” Kilka osób próbowało ją już oderwać. Z marnym skutkiem.

Opóźnienie pociągu uległo zmianie. Wzrosło do dwudziestu minut. Kiedy dotarłem do domu okazało się, ze rozbiłem 30% wiezionych jajek. I to nie jest dobra informacja.
Dobrze, że nie mieszkam z Jarosławem Kuźniarem., bo on ma na jajka jakieś uczulenie.
Choć raczej: dobrze, że nie mieszkam z Jarosławem Kuźniarem, bo ja mam na niego uczulenie.  

poniedziałek, 13 października 2014

13 października 2014



1. Śniło mi się, że zostałem obstrzelany z Grada. Duża willa na leśnym wzgórzu. Dużo ludzi czekających na to, aż Ruskie przyjdą. Czekający, żeby dać im łupnia. Bardzo miła atmosfera. 
No i wtedy zaczęło wybuchać. 
I ja się zastanawiałem, czy uciekać do piwnicy, czy okopy kopać. Bo nikt wcześniej się okopów nie kopał. Wszyscy za to mieli wolę walki.
No i się obudziłem, bo wiedziałem już, że z kopania okopów nici, bo jest niedziela, a panowie w niedzielę kanalizacji kopać nie będą. 

Rzadko mi się zdarza, że tak dobrze pamiętam sen. I myślę, że to znak, żeby się zawczasu okopać.
I to jest zła informacja, bo nam tu jakoś niespecjalnie wychodzi okopywanie się zawczasu.

2. Gienek wrócił z ryb. Postanowiłem go namówić na ścięcie jednej z akacji.
Akacje lecą na dom leśniczego. Znaczy nie tyle lecą, co mogą polecieć. Leśniczy niby mówił, że się nie przejmuje, bo dom jest Lasów a nie jego, ale chyba trochę kozaczy.
Problem nie urodził się wczoraj. Jeździliśmy do gminy, by dostać zgodę na wycięcie. Gmina miała z tym problem, bo park jest zabytkowy. Czas płynął, akacje schły coraz bardziej. Aż za którąś wizytą w Gminie, pani urzędniczka sprawdziła coś na mapce i jej wyszło, że na mapce park nie jest działką budowlaną, tylko lasem. Więc to nie gmina wydaje zgodę na wycięcie, tylko Powiat. Pojechaliśmy do Powiatu, gdzie wyszło na to, jakby Powiat nie prowadził ewidencji zabytków, więc przyjęli podanie, przyjechał leśniczy (powiatowy) zaznaczył farbą drzewa, które zagrażają życiu i zdrowiu i te, które już uschły. Później przyszła decyzja, że można ciąć, ale dopiero po okresie lęgowym.
Zaczęliśmy szukać kogoś, kto te drzewa wytnie. Pierwszy okoliczny fachowiec zażądał trzech tysięcy złotych. Więc zaczęliśmy szukać innych sposobów. Kilka osób na wsi zasugerowało przywiązanie drzew do traktora i ciągnięcie podczas cięcia.
Jedną z tych osób był Gienek.
Projekt „ściąć drzewo” rozpoczął się od poszukiwań odpowiedniej liny. Ta Gienka źle zniosła długotrwały, miejscowy kontakt z wodą. Od Józka, ojca Tomka (nie będę pisał, że Tomek to Zięć Gienka, bo już tyle razy to pisałem, że mnie ta maniera zaczęła nużyć) wziąłem łańcuch, linę stalową, pas parciany. Z Renaty (samochodu Tomka) wyciągnąłem dwa pasy.
Wylazłem na drabinę – co ponoć jest wyczynem, bo normalni ludzie powinni unikać wysokości – łańcuchem obwiązałem drzewo, do łańcucha przymocowałem linę stalową, do niej dwa związane pasy. Na końcu przyczepiłem chevroleta, któremu wcześniej zapiąłem reduktor.
Zacząłem ciągnąć. Gienek zaczął ciąć. Akacja padła. Może niezupełnie w tym kierunku, co myślałem, ale bez szkód w ludziach i majątku. Padając pękła na trzy kawałki. Z których pierwszy zaciągnąłem bliżej domu i spróbowałem pociąć na tzw. metry.
No i nie wiem z czego się robi akację, bo chyba nie z drewna. Drewno piłą spalinową tnie się szybko. Akację nie.
Gienek powiedział, że w niedzielę to słaba jest robota (chyba powiedział to dosadniej, ale nie jestem pewien, więc nie będę dosadniej pisał). Postanowiłem więc dać sobie spokój do poniedziałku. Posiedzieliśmy sobie przy żywcu. I wyszło nam, że tą metodą nie będziemy więcej akacji ciąć, bo ryzyko jest zbyt duże. I to nie jest dobra informacja. Choć gorsza jest taka, że za namową Józka związałem dwa pasy. Mówił, żeby wiązać, bo jeżeli je będę łączył inaczej to się będą rozczepiać. Związałem. No i teraz nie idzie ich rozwiązać.

3. Obejrzałem do końca drugą serię „The Wire”. Zapłakałem po Franku Sobotce. W ogóle depresyjny ten koniec był. I nie tyle chodzi o to, że zło triumfuje, tylko, że za dobrymi intencjami, jeżeli złe metody idą, to się może skończyć jeszcze gorzej.
Czyli, że nie można być trochę złym. I to jest zła informacja. Muszę namówić kolegę mojęgo Grzegorza, żeby serial ten obejrzał. Ciekawe jakie będzie miał wnioski.