wtorek, 30 grudnia 2014

31 grudnia 2014


1. Skończyły się świąteczne śledzie. W barszczu też widać dno, choć zasadniczo i jedno i drugie winno starczyć do Nowego Roku.
Włożyłem akumulator z kosiarki do BMW. Auto Bożeny miało w bagażniku drugi, mały akumulator, który zastał się po telefonie, jakiego już nie ma. Wymyśliłem, że lepiej tej baterii będzie spędzić zimę w samochodzie, gdzie będzie wciąż ładowany, niż w stojącej w zimnej stołówce kosiarce.

Później zabraliśmy się za rodzinne rżnięcie i mielenie. Ja z Józką rżnęliśmy na pile stolikowej zwanej z niemiecka krajzegą. Tośka pocięte kawałki układała w domu, Milena mieliła gałęzie w urządzeniu znanym niektórym z filmu „Fargo”. Zrobiliśmy kawał roboty.
Misterna konstrukcja Tośki w pewnym momencie runęła. I to jest zła informacja. Choć nie tak zła, bo jak sama Tośka zauważyła, drewno ułożone po raz drugi było czystsze, bo brud został na podłodze.

2. Przesłuchałem konferencję prasową Porozumienia Zielonogórskiego. To właściwie zabawne, że jednym z jego negocjatorów jest były wiceminister zdrowia z czasów, kiedy ministrem była Ewa Kopacz. Po ministrze, który wyglądał, mówił i się zachowywał trochę – tu będzie hermetycznie – jak pewien dziennikarz motoryzacyjny z miasta Łodzi, który występuje czasem w serwisach internetowych jako ginekolog, panowie doktorzy ze swoim zadziwieniem i logiką wypowiedzi wyglądali jak lekarze. Tacy prawdziwi.
Pan były wiceminister opowiedział, że jakiś czas temu NFZ z list ubezpieczonych wykreślił młodzież, która osiągnęła wiek lat osiemnastu, a której rodzice – nie mając świadomości, że muszą coś takiego zrobić – nie podłączyli w NFZ do swoich ubezpieczeń. Więc ta młodzież ubezpieczona nie jest i jeżeli nie daj Boże złamie sobie nogę na stoku, albo atak wyrostka ją dopadnie – będzie kłopot, bo w EWUŚ zapali się na czerwono.
Pan były wiceminister otwartym tekstem powiedział, że konstytucyjny minister Arłukowicz kłamie. I wyjaśnił w jaki sposób. Generalnie nie brzmi to dobrze.
Boję się, że scenariusz będzie teraz wyglądał tak: pani Premier zdymisjonuje Arłukowicza, bo nie potrafił rozwiązać konfliktu, dosypie lekarzom kolejne miliardy, lekarze podpiszą umowy. I zasadniczo nic się nie zmieni. Bo przecież nie będzie reformować systemu. Bo przecież będzie spokój do następnego podpisywania umów. I to jest zła informacja. Ważne, że można się leczyć za granicą, a NFZ musi za to oddać pieniądze.

3. Sąsiad Gienek miał imieniny. Wziąłem więc flaszkę i poszedłem złożyć życzenia. Gienek z Jolą byli w Tesco, więc wróciłem i poszedłem jeszcze raz.
Gienek – jak się okazało – zapomniał wcześniej, że ma imieniny, więc zawczasu nie zwolnił się następnego dnia z pracy. Czyli, że rano miał jechać, więc nie mógł pić. I to jest zła informacja. Posiedzieliśmy przy piwie, którego normalnie w zimie Gienek nie pije.
Jola narzekała na Wójta, który nie doprowadził do naprawy drogi. Trochę jak w Warszawie. Po wyborach, więc druga linia metra otwarta będzie Bóg wie kiedy.

Za to wymienione będą pompy w przepompowni ścieków. Bo zanim na dobra nie zaczęła działać, to już się okazało, że są za słabe. Tak sytuacja.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz