wtorek, 7 kwietnia 2015

7 kwietnia 2015


1. Przyśnił mi się dyrektor Ołdakowski. Z tym, że jako świeżo mianowany szef Instytutu Pamięci Narodowej. Knuliśmy więc. W coraz więcej osób, bo ciągle ktoś przychodził. W końcu przyszła jakaś pani z IPN-u i powiedziała, że się trzeba czymś zająć. No i padło na mnie. Ale już nie zapamiętałem o co chodziło. O jakieś ekshumacje chyba. Tak, czy inaczej dla IPN nie popracowałem, bo się obudziłem.
Policja zaczęła ogłaszać świąteczne statystyki. Ludzie zaczęli więc załamywać ręce nad staropolskim zwyczajem jeżdżenia po pijaku. Ciekawym ilu z ujawnionych nietrzeźwych kierujących to tacy na początki kaca, z 0,28 promila.
Wciąż mnie fascynuje jak to się dzieje, że im bardziej barbarzyński kraj tym mniejszy dopuszczalny poziom alkoholu we krwi.
Mam wrażenie, że polska Policja koncentruje się na – niech mi Jacek Kotarbiński wybaczy to uproszenie – marketingu. I to jest zła informacja. Że wynajęto firmę, która zbadała jakie tematy są najbardziej nośne społecznie. Że wyszli pijani kierowcy i piraci drogowi. Więc rozpoczęto przeciw nim krucjatę, która sprowadza się do walki o wskaźniki. Dzięki temu oszczędza się fundusze, bo taniej zrobić blokadę drogi i kazać dmuchać wszystkim przejeżdżającym. Niż patrolować ulice w poszukiwaniu naprawdę niebezpiecznych. A wiadomo, że się zawsze trafi jakiegoś, który już zapomniał, że pił przed snem. Co prawda w większości krajów zachodniej Europy mógłby normalnie jechać to nic, bo w statystyce ktoś, kto przekracza bardzo skądinąd niski limit o setne promila wygląda w statystykach jak ktoś, kto z czterema promilami wbija się w przystanek.
Ciekawe czy kiedyś w akcji „trzeźwy poranek” udało się zatrzymać kogoś naprawdę pijanego.
Podobnie jest z walką z piractwem. Łatwiej z krzaków łapać kogoś, kto na końcu zabudowanego ma 70 niż ścigać naprawdę niebezpiecznych kolesi.

2. „Noc żywych Żydów” niespecjalnie mnie wciąga. Ale walczę.
Wpadł sąsiad Tomek ze swoim warszawskim szwagrem. Wypili piwo. Tomek postanowił, że zrobi wolny wtorek. Zacząl obdzwaniać pracowników, żeby mieli jeszcze w poniedziałek jakiś z wolnego wtorku pożytek.
Przyjechała po Tomka żona z młodszym synem, który najpierw się mnie przestraszył, później łypał, na koniec zasnął. Po doświadczeniu z wynajętym w Ołoboku mieszkaniem zmienili zdanie – będą budować parterowy dom. Ale nie wiadomo jeszcze kiedy. I to jest zła informacja.

3. Wieczorem grzebiąc w sieci przeczytałem, że fejsbukowe „Co na to Bronek” jest oficjalnie finansowane przez Komitet Wyborczy. „Hosmówki z Hanną” przynajmniej przez jakiś czas udawały inicjatywę obywatelską. No i były o niebo lepsze niż ten nowy fanpejdż.
Mam narastające wrażenie, że w tej kampanii padnie rekord zmarnowanych pieniędzy. I to jest zła informacja.

Od pięciu numerów „Newsweeka” liczę ile razy w edytorialu red. Lisa pojawia się nazwisko Duda. Liczba się stabilizuje.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz