sobota, 13 czerwca 2015

14 czerwca 2015



1. Bożena myślała, że jest niedziela i chciała wstawać na „Kawę na ławę”. Była jednak sobota.

W telewizorze występował redaktor Meller w koszuli w kwiatki. Z obrazków wyświetlanych obok można było dedukować, że mówi o kryzysie rządowym. Mimo iż go lubię nie pogłośniłem telewizora.
Chcieliśmy obejrzeć przy śniadaniu jakiś rodzinny komediodramat (jak nazywane są filmy nadawane przez NC+). Niestety zanim się skończyła przerwa reklamowa zdążyliśmy zjeść.

Po śniadaniu przeczytałem tekst red. Orlińskiego „Wnioski z kampanii wyborczej w interniecie: Hejterami się nie wygrywa” (na gazeta.pl)
Tu zabawny cytat:
„Tylko że na początek trzeba zrozumieć, że autorytetem dla »cyfrowych tubylców« jest nie 53-letni Kuba Wojewódzki, który z niejasnych dla mnie przyczyn ciągle jest w »starych« mediach uważany za młodzieżowy autorytet, tylko np. blogerzy z serwisu »Make Life Harder«”

Dlaczego zabawny? Redaktor Orliński uchodzi za intelektualistę, znawcę „nowych” mediów. Ciekawe z jakich nieznanych dla mnie przyczyn uważa „Male Life Harder” za serwis. A niego „blogerów” za młodzieżowe autorytety, skoro „Make Life Harder” przestało być modne dobre dwa lata temu.
Może dlatego, że sam jest ze „starych” mediów?

Tu sprzedam insajderską wiedzę. Większość czytanych przeze mnie analiz prezydenckiej kampanii internetowej jest nic nie warte. I to jest zła informacja.

2. Wsiadłem w mercedesa, pojechałem na Wiejską do Pracowni Czasu pogadać o zegarkach. Tym razem o tak ważnej dla polskiej polityki marce „Ulysse Nardin”. A konkretnie o zegarach okrętowych. Tu informacja dla posłów związanych z PO – w komisie leży kilka bardzo porządnych zegarków w bezpiecznej cenie.

Później pojechałem do Miasteczka Wilanów, żeby poknuć chwilę z Tęgim Łbem. W ramach knucia zjedliśmy lody. Siedzący przy sąsiednich stolikach mieszkańcy Miasteczka łypali złowieszczo na Tęgiego Łba, w którym musieli najwyraźniej rozpoznać sprawcę ich nieszczęścia.
Później wsiedliśmy w auto i planowo zaczęliśmy błądzić na drogach i dróżkach między Wilanowem a Wisłą. Co wyknuliśmy, to nasze.
Wróciłem po Bożenę i przez rondo Radosława, nad którym majestatycznie powiewała flaga, udaliśmy się na żoliborską imprezę plenerową. Kupiliśmy tam wiele dóbr. Pasztet, obrazek, dziwnych plastikowych mangowych ludzików. I ciasta kawałki.

Z Żoliborza udaliśmy się do Lidla w alejach Jerozolimskich. Straszny jest tam bałagan w kwestii cenowo towarowej. I to jest zła informacja.

3. Wieczorem spotkałem się ze starym znajomym z Kijowa, który przyleciał z Nowego Jorku, gdzie od lat mieszka. Ustaliliśmy, że ostatnio widzieliśmy się jedenaście lat temu. I to jest zła informacja, bo strasznie czas nam zasuwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz