czwartek, 9 października 2014

9 października 2014



1. Tym razem obudziły mnie dźwięki maszyn. Najbardziej dotkliwe jest pikanie cofającej ładowarki, połączone z dźwiękiem jej pracującego na wysokich obrotach silnika.
Koło płotu stoi skrzynia ze światłowodem. Obok skrzyni jest studzienka z tymże. Studzienka była niebezpiecznie blisko miejsca, przez które miała iść rura ściekowa.
Ale wcześniej szła rura z wodą. Rura z wodą i studzienka kablowa nie pozwalały na postawienie szalunku. I to była zła informacja, bo co panowie kopali, to im się osypywało. 

Studzienkę kablową zabezpieczały łańcuchy. Znaczy najpierw łańcuchy były na wszelki wypadek, później, kiedy osypała się ziemia studzienka na tych łańcuchach wisiała. Znaczy łańcuchy były przyczepione do łyżki ładowarki, która co chwilę musiała mieć uruchamiany silnik, żeby było ciśnienie w hydraulice. 

Do tego w pewnym momencie w koparce jebła jazda. Znaczy nie dało się nią ruszyć. Pan Janek – wirtuoz koparki, naprawił jakąś cewkę wpychając w nią drewienko i koparka zaczęła znowu jeździć. 

Wykop miał ponad cztery metry. Panowie pracowali łopatami, nad nimi na łańcuchach wisiała studzienka, ziemia się osypywała. Panowie pracowali łopatami, nad nimi na łańcuchach wisiała studzienka, ziemia się osypywała. Panowie pracowali łopatami, nad nimi na łańcuchach wisiała studzienka, ziemia się osypywała. Aż pan Janek, wirtuoz koparki, przypomniał, że kiedyś używało się faszyny. I od słowa, do słowa z dwóch łomów, rurki i kilku desek wykombinowano mini szalunek. Ale to wszystko zajęło większość dnia.

2. Porozmawiałem sobie z panem Kierownikiem, który zdementował informację, że jest kierownikiem, bo jest brygadzistą. Kierownikiem budowy jest pani Ala, którą nazywają Mietła, bo się na niczym nie zna i nie ma z niej pożytku.
Pan Kierownik, który się okazał brygadzistą pracował przez wiele lat w Niemczech, i w Szczańcu wystawił sobie naprawdę superchatę. Niestety jego syn wyniósł się do Anglii, gdzie kupił dom. I jak kiedyś był na chrzcinach, to komuś z rodziny powiedział, że jakby miał tu wraca, to chyba tylko po to, żeby ten dom sprzedać.
Syn pana Kierownika, który się okazał brygadzistą studiował informatykę. I zrobił wiele komputerowych kursów. Ale pojechał do Anglii, gdzie najpierw mył naczynia, później został kierownikiem budowy. I ostatnio nawet dostał nagrodę od burmistrza Londynu za to, że jakąś szkołę 
wyremontował na czas.
Pan Kierownik, który się okazał brygadzistą w Niemczech nauczył się zupełnie innych standardów pracy. Jest sympatyczny, profesjonalny i ma rzadką u ludzi pracujących na polskich budowach potrzebę poszukiwania porządku i logiki. Przyjemnie jest na to patrzeć. Choć jakoś żal, kiedy się widzi, jak mu ręce opadają, kiedy któryś z pracowników zrobi coś idiotycznego.
Bo z pracownikami to jest problem. Mądrzejsi – wyjechali. Zostali dziwni. I to jest zła informacja.

3. Pan Janek – wirtuoz koparki, kopiąc, rozwalił kanał burzowy. To nawet dobrze, bo można było postawić szalunek. A kiedy ten przestanie być potrzebny, panowie jakoś te dwie rury połączą.
Niestety, przy okazji się okazało, że kanał jest mocno zamulony. I to nie jest dobra informacja.


Przez cały dzień żartowaliśmy o wykopywaniu skarbu. No i prawie się udało. Pan Janek wykopał łyżeczkę. Nie była srebrna. Tylko stalowa, nierdzewna. Firmy „Gerlach”. Z wybitą ósemką. To pewnie jakiś znak.
Ósemka, jeżeli ją przekręcić, wygląda jak nieskończoność. Miejmy nadzieję, że nie chodzi o czas do końca robót.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza