czwartek, 5 marca 2015

5 marca 2015




 1. Dzisiaj w ramach cyklu „Początki tekstów z polskiego Esquire” coś ze strony 110: 
Jaguar XE – najlżejszy i najsztywniejszy pojazd z fabryki w West Midlands – to samograj. Mając »dr« przed nazwiskiem, wydasz się jej o 5 cm wyższy. Mając jaguara, wydasz się jej nie tylko o kilka centymetrów wyższy, ale i o 5 cm dłuższy”.
Chciałoby się zaśpiewać: Obrońmy poziomki, zabierzmy mu brzytwę.
Niestety wirus „CKM-u”, który wcześniej zakaził „Playboya”, teraz atakuje nowy magazyn.
Redakcja „Esquire” robi wszystko, żebym nie kupił następnego numeru. I to jest zła informacja.

2. Przeczytałem w „Polityce” tekst o Dudabusie. Nie było słowa o mnie. I to jest zła informacja. Przez moment cierpiałem na dysonans poznawczy. Zakończenie tekstu brzmiało mniej-więcej tak: każde przedstawienie się kończy. Duda wsiadł do Dudabusu, pomachał, Dudabus ruszył. Za rogiem stanął. Duda przesiadł się do partyjnego auta, którym szybko wrócił do Warszawy.
Dopiero za trzecim razem zauważyłem, że autorka pisze o Częstochowie, a nie o Koninie, z którego Kandydat wracał z nami. 
Cóż, gdybym to ja pisał pracując w Polityce, to bym dołożył – luksusowego. Niby to tylko nie pierwszej młodości Octavia, ale z daleka wygląda bardzo porządnie.

3. Patryk Le Nart ma własny pub. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że znajduje się na trzecim piętrze kamienicy. Chyba trzecim. Bo gdyby to było drugie piętro, to by znaczyło, że muszę się za siebie zabrać. Kamienica nie wygląda najlepiej. Niżej są biura jakiegoś miejskiego urzędu.
W każdym razie tam właśnie odbyło się spotkanie z Hernánem Parra Arango rum masterem Destileria Colombiana. – twórcą Dictadora.

Dictadora poznałem dzięki Olivierowi Janiakowi. Przyniósł kiedyś do „Malemena” historię polskiego przedsiębiorcy, któremu tak zasmakował w Cartagenie miejscowy rum, że kupił udziały w produkującej go destylarni i zaczął promować w świecie.
Później w Bukovinie, podczas pierwszych Redefinicji poznałem Marka Szołdrowskiego, który przez dobrą godzinę tłumaczył mi o co chodzi ze starzonym rumem. Człowiek z Sącza, który lepiej niż na bimbrze ze śliwek zna się na alkoholu z trzciny cukrowej – to było bardzo interesujące.
Później było tak, że na otwarcie Krakena przyniosłem cały mój domowy zapas Dictadora i przekonałem gości i gospodarzy do tego, że skoro Kraken jest rum barem, to nie może zabraknąć w nim „polskiego” rumu. No i od tego czasu jest. I parę osób go pije.

Hernán opowiadał o produkcji. Wyjaśnił różnicę pomiędzy destylacją ciągłą a alembikową. Niby wcześniej to wiedziałem, ale nie patrzyłem na to w ten sposób. Przy ciągłej otrzymujemy dużo czystszy destylat. Ale pozbawiony tych wszystkich aromatów, które są takie fajne. Taki destylat jest dużo zdrowszy – mniej dotkliwy dzień później.
Przy destylacji alembikowej – efekt jest bardzo bogaty. Dla niektórych aż za bardzo. Hernán miesza oba tak, żeby było w porządku. O metodzie Solera napiszę kiedy indziej.
Dowiedziałem się, że Hernán robi gin. Bardzo dobry. Colombian się nazywa.
W każdym razie miałem miałem problem z tym co pić – Colombian czy Dictadora. Piłem więc i to i to. I to jest zła informacja.
Umówiłem się z Hernánem na wywiad, kiedy będzie następnym razem. W sierpniu. Miejmy nadzieje, że nie będzie do tego czasu wojny.  

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza