niedziela, 28 lutego 2016

27 lutego 2016


1. Mam osobisty stosunek do narciarstwa. Nie będę się nim dzielić. W każdym razie z obserwacji moich wynika, że narciarz ma życie trudne. Musi dojechać w góry. Wstać o świcie. Przebrać się w dziwne ubranie, wlec ze sobą narty, buty, mieć na głowie kask, stać w kolejce do wyciągu, marznąć jadąc w górę. I potem zjechać. Ale o tym ostatnim nie mam pojęcia. O to chyba jest zła informacja.

2. Góry. Najpierw Witów. Później hotel Kasprowy i stok obok. Górale.
W Kasprowym spałem chyba kilka razy. Nie pamiętam. Znaczy pamiętam, że kiedyś byłem tam na Rajdzie Żubrów. Dość żenująca sytuacja. Pracowałem w Super Expressie. Byłem fotoreporterem. Jakoś świeżo dostałem EOS-a 5. Strasznie się tym aparatem – excuse le mot – jarałem. Poszedłem na Wisłę [okolice stadionu] zrobić samochody biorące udział w rajdzie. Zrobiłem. Znaczy, jak robiłem – coś mi nie pasowało. Dopiero w domu dotarło do mnie, że nie włożyłem filmu. W te pędy do Zakopanego. Na metę. Pod Kasprowym. Zrobiłem. No i spałem wtedy w Kasprowym. Wydaje mi się, że to nie był jedyny raz. Ale jakie to ma znaczenie?

W Witowie górale pokazali mi jak się robi halny. Po słowackiej stronie zbierają się chmury. Kiedy jest ich tak dużo, że się na naszą przeleją – robi się halny. Trzeba to zobaczyć.

3. Gazeta mianowała Lecha Wałęsę autorem jego przemówienia w amerykańskim Kongresie. Taka wersja historii pasuje im dzisiaj do przekazu. Dawno temu razem z kolegą Kaplą rozmawialiśmy z prof. Lewickim. Wyszedł ciekawy wywiad, muszę całość skądeś wygrzebać, bo na pozostałościach strony Malemena już go nie ma. Jest okrojona wersja, którą dawno temu wrzuciłem na Salon24.
Profesor opowiadał jak to było z tamtym „We, the People”.
Cytowany już kiedyś przeze mnie zagraniczny korespondent powiedział, że Gazeta przestała być uczestnikiem walki politycznej, stała się jej ośrodkiem, aktywnym centrum. Z dziennikarstwem ma to mało wspólnego, ale najwyraźniej jej dzisiejszym czytelnikom to nie przeszkadza. I to jest zła informacja. Zwłaszcza dla tych, którzy pamiętają czasy kiedy było inaczej.

Pojechaliśmy na Słowację. Sypią tam na drogi drobne kamyczki, które wyrzucone w górę przez koła poprzedzającego samochodu nieźle dzwonią o szybę, dach, maskę. Zwłaszcza, gdy się jedzie w kolumnie.
Dojechaliśmy do Tatrzańskiej Łomnicy, gdzie w hotelu Praga czekał na nas Ekscelencja Generał. I to dobra informacja, gdyż lubię Ekscelencję Generała spotykać.

Udaliśmy się do Zbójnickiej Koliby, gdzie w jednej sali nasz Prezydent integrował się z prezydentem Kiską, w drugiej my, integrowaliśmy się z urzędnikami słowackimi.
Przy naszym stole dyrektor ichniego BSZ-u integrował się z dyrektorem naszego BSZ-u. Po angielsku. Rozmawiali na poważne tematy nie zważając na kapelę zaiwaniającą parę metrów od nas. Reszta stolika mówiła w językach ojczystych. Na tematy mniej poważne. Panowie dyrektorzy prezentowali nowoczesną dyplomację. My – tradycyjną. Skutecznie praktykowaną od wielu lat przez ekscelencję generała.
Po słowacku pomysł to napad.
Było bardzo miło. Generalnie, ludzie pracujących w dyplomacji są mili. Bracia nasi Słowacy są milsi niż średnia.
Po kolacji panowie Prezydenci postanowili zaśpiewać z kapelą. Muszę przyznać, że obaj dali radę. Zwłaszcza przy „Góralu, czy ci nie żal”.

Wieczór kontynuowaliśmy w towarzystwie Ekscelencji Generała. Opowiadał mnóstwo dykteryjek. Co jedna, to lepsza. Niestety – jako nieupoważniony nie zamierzam się nimi dzielić.
Podzielę się toastem: Cо всех белыx французскиx вин самим хорошим считается спирт, потому что здоровый, чистый и на вкус приятный.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza