czwartek, 10 sierpnia 2017

10 sierpnia 2017


1. W nocy padało, choć się wieczorem wcale na to nie zanosiło. Nie wiem, co mnie obudziło. Czy ból głowy, czy młot rozbijający stodołę sąsiadów z naprzeciwka. Za mojej świadomości, we wsi znikły trzy stodoły. Wszystkie z powodów podatkowych. Ludzie, którzy nie mają odpowiedniego areału muszą płacić podatek od budynków gospodarczych. Na przykład czterysta złotych rocznie. W związku z tym, że nie są rolnikami [nie uprawiają ziemi], nie mają pomysłu do czego te stodoły wykorzystać. Czują się więc niesprawiedliwie dotknięci podatkiem. Więc, żeby nie płacić czterystu złotych rocznie burzą stuletnie, poniemieckie zabudowania gospodarcze, których wybudowanie kosztowałoby dziś pewnie równowartość podatku płaconego przez lat dwieście. Armia Radziecka paląca w ogniskach parkietowe klepki zostawiła jednak u nas niezatarty ślad. I to jest zła informacja.

2. W prasówce wyskoczyło mi czasopismo „Myśl Polska”. Ciekawe doświadczenie. Rozpiętość poglądów jak na stadionie Cracovii podczas derbów. Piszę – Cracovii, bo mi bliżej. Na stadionie Wisły podczas derbów – identycznie. Ciekawe doświadczenie, bo dziś człowiek zdążył się przyzwyczaić do tego, że poglądy redakcji związane są z interesami wydawcy. Tu tzw. gwiazdka z objaśnieniem: nie dotyczy Piotra Zaremby.
Przyszła brakująca część do kosiska. Trochę pokosiłem, ale jakoś bez przyjemności. Przyszedł młynek do gałęzi zwany rozdrabniaczem. Zgodnie z założeniem zżera gałęzie wraz z liśćmi. W zimie namówił mnie na ten zakup kolega Fajala. Opowiedział, jak mieli, suszy i później, to co wysuszone i zmielone – pali. Namówił mnie również, bym wyczyścił moje czarnoprochowce. Influencer, że tak powiem.

Z braku trzeźwego kierowcy zawiozłem dziewczyny nad jezioro w Łąkiem nazywanym przez miejscowych Łąkami. Łąkie [za Niemca – Lanken] to wieś od średniowiecza ułożona w kółko. Od średniowiecza do niedawna, bo dziś, prawdopodobnie przez jezioro i fajną plażę zaczyna obrastać letniskowymi domkami. Więc średniowieczny układ traci. I to jest zła informacja. Jechaliśmy dziwną leśną, pożarową drogą. Drogą, jaką z niewiadomych powodów Lasy Państwowe postanowiły wysypać szutrem, ubić, wzmocnić pobocza, gdzieniegdzie wzmocnić jej odwodnienie.
Kiedy las się kończył, droga z równej szutrówki zmieniała się w od 1945 roku niszczony niemiecki bruk. Bogu dzięki, że było go tylko kilkaset metrów.
Plaża czysta, pusta z ładnym widokiem. Dziewczyny zaczęły się moczyć, ja – na Twitterze – wszedłem w dyskusję z jednym z tuzów naszego medialno-politycznego rynku. Oj, dużo ludzi postanowiło napisać, co o mnie sądzi.
Parę dni temu Witek Gadowski postanowił zapisać mnie do grupy byłych pracowników Gazety Wyborczej. Powinien uważać, bo jeżeli wejdzie w życie ustawa o fejkniusach posła Tarczyńskiego – może mieś problemy z wypłacalnością.
Mnie, cała sytuacje przypomniała rasistowski [rzecz jasna] dowcip o tym, jak Icek chciał księgowym w Hucie Lenina zostać. Liczył świetnie, ale jako niepiśmienny się nie nadawał. Ćwierć wieku później u Tifanny'ego ten sam Icek za dwa miliony dolarów kupował kolię. Przyszło do płacenia. Icek wyciąga walizkę z gotówką. Sprzedawca pyta – a dlaczego pan czeku nie wypisze? Na co Icek: – Ech, gdybym ja pisać umiał, to bym 25 lat u Hilmana świetna posada dostał.

3. Wieczorem połączone siły młodego pokolenia zażądały seansu „Władca pierścienia”. Przed laty, przy każdym pobycie na wsi „Władca” był grany.
Pomiętam, jak dziesięć lat temu, po analizie postaci Aragorna doszedłem do wniosku, że ludzie powinni żyć dłużej, bo z wiekiem mądrzeją. Dziś, po ostatnich obserwacjach zmieniłem zdanie. Można mieć 69 lat i zachowywać się jak trzynastolatek. I to jest zła informacja.  

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza