1. Przyszła odwilż. I to nie jest dobra informacja, bo jest mokro i brzydko. Do tego, w związku z tym, że wciąż nie odetkałem odpływów z szyberdachu, mam w aucie mokro. Niby kupiłem chińską przetykaczkę do szyberdachowych odpływów, niestety sobie z zatorem nie dała rady. Za to świetnie sprawdziła się w audi.
Udało mi się w końcu załatać oponę. Powietrze schodziło z niej na tyle powoli, że potrzeba jej naprawy pojawiła się dopiero, gdy przestał działać kompresor. Właściciel zakładu wulkanizacyjnego wyraził wątpliwość co do komfortu zimowej jazdy na moich wielosezonowych oponach przeznaczonych na rynek australijski. Zgodził się, gdy powiedziałem, że do wszystkiego idzie przywyknąć.
Przez pogodę, wizytę u wulkanizatora, oraz niepotrzebne odwiedziny Lidla, spacerowaliśmy z pieskiem po nocy. Po nocy, po polach. Po kostki w pośniegowym błocie. Myślałem, że piesek będzie z tego powodu niezadowolony, bo w przeciwieństwie do mnie nie miał kaloszków, jadnak wlókł mnie przez te pola z normalnym dla siebie zaangażowaniem. Był też zdziwiony, gdy zasugerowałem powrót w stronę samochodu.
2. Pan Kożuszek w kolejnym odcinku „Burzy” użył Balonika Jedności Zachodu. Tym razem by zilustrować opowieść o Franku-Walterze Steinmeierze.
Z perspektywy kilkunastu godzin dociera do mnie, że pan Kożuszek może przeżywać kryzys. Zbyt dotyka go wszechogarniająca głupota. Boję się, że jeżeli Balonik Jedności Zachodu nie pomoże, w znaczeniu: do publiczności nie dotrze, że rzeczona jedność Zachodu została zredefiniowana do znaczenia: Niemcy robią co chcą, na przykład interesy z Rosją i nikt nie śmie mieć do nich o to pretensji, to coś w panu Kożuszku pęknie. I nie będę miał co oglądać do śniadania.
3. Oglądałem przez chwilę rozmowę Roberta Mazurka z Marianem Banasiem.
Jednym z bardziej przykrych doświadczeń, jakim zaowocowało oglądanie z bliska tzw. wielkiej polityki, było świadkowanie sytuacji, w których ludziom pełniącym najważniejsze państwowe funkcje z dużą prędkością odjeżdżał peron. Dawno temu, kiedy władców koronowano, można było wierzyć, a przynajmniej mieć nadzieję, że podczas sakramentu namaszczenia spływa na nich Duch Święty, który jakoś pilnuje, żeby władcy nie odbiło. Dziś, w demokracji, nic na władców nie spływa. I to jest zła informacja.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz