piątek, 16 stycznia 2026

15 stycznia 2025


1. Odwilż trwa dalej. Z ubitego śniegu przed domem zrobiło się złej jakości lodowisko.
Jest generalnie brzydko. Pożytek jest taki, że śnieg spłynął z paneli i wreszcie, po ponad dwóch tygodniach, zaczęły robić prąd. W ilościach co prawda w homeopatycznych, ale lepsze to niż nic.

Pojechałem do stolarza po wieszak. W połowie drogi się okazało, że pojechał na obiad. Pojechałem więc z pieskiem na spacer zupełnie gdzie indziej. W okolicach Boryszyna łaziliśmy po śladach infrastruktury służącej budowie baterii pancernej nr 5. Nadmiar śladów zwierzyny leśnej doprowadził pieska do nadmiernej ekscytacji. Wlókł mnie więc przez nasypy i wykopy z wyjątkowym zaangażowaniem.

Jechaliśmy później zalodzonym brukiem przez las z Lubrzy do Rusinowa. Droga gminna. Stoją znaki, drogowskazy. W pewnym momencie znikła z nawigacji. Ważne, że po paru kilometrach pojawiła się znowu.

Stolarz dał się namówić na malowanie okien, choć wcześniej mówił, że nie znosi malować, a zwłaszcza okien.

2. Bożena wracała z Warszawy. Na wysokości Łowicza audi się zagotowało. Zjechała z autostrady. Najpierw ratowali ją jacyś TiR-owcy. Później wydzwoniłem jakiegoś lokalnego mechanika, który przyjął ją po godzinach. Rozszczelniła się chłodnica. Nowa będzie jutro. Bożena śpi w Skierniewicach, do których zawiózł ją kolega Piotr, z którym pracowałem w „Malemenie”, a który teraz jest potentatem w produkcji odzieży chrześcijańskiej. Otworzył ostatnio sklep w Watykanie.
Przy tak dotkliwym pechu (chłodnica stosunkowo nowa, gdyż wymieniałem ją parę lat temu), liczba pomocnych ludzi przywraca wiarę.
Kolega Piotr opowiedział dlaczego Skierniewice stały się stolicą polskiego sadownictwa. Otóż wzięło się to z anomalii pogodowej polegającej na tym, że Skierniewice i ich okolice omijane są przez burze i wichury.
Opowiedział też inną historię: jak jego kolega z podstawówki skasował badania nad pomidorem jego ojca, żeby zrobić miejsce na „Wolfensteina”. Odzyskanie badań trwało rok, efektem ich jest jakaś odmiana pomidora, którą się je na całym świecie.

3. Jarek Papis, porządny polski Żyd, napisał, że Paweł Łysak, dyrektor łódzkiego teatru im. Jaracza, ogłosił, że teatr nie będzie brał udziału w corocznych obchodach łódzkich dni pamięci ofiar holokaustu, bo Izrael morduje Palestyńczyków. Jest w tym jakaś logika. Gdyby łódzcy żydzi nie dali się zamordować Niemcom, tylko wyemigrowali masowo do Palestyny, dzisiejszy Izrael pewnie by wyglądał inaczej, ergo to przez nich giną mieszkańcy strefy Gazy.
Niesamowity jest ten sojusz – excusez le mot – pierdolniętych. Z jednej strony Kamraci, Braun czy koledzy z „Od Rzeczy”, z drugiej młoda lewica, z trzeciej wyzwoleni artyści, jak rzeczony Łysak. I o ile tych pierwszych dotyka codzienne potępienie – jak można być antysemitą w trzeciej dekadzie XXI wieku? – to takiego Łysaka publiczność szanuje za wrażliwość i odwagę.
To nie jest kraj dla starych ludzi.

Odwinąłem sobie debatę Zero. Strata czasu. I nie jest to wina Kanału Zero, tylko poziomu naszych politycznych elit. Zobaczymy jak Stanowski z tego wybrnie.


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz