niedziela, 19 kwietnia 2015

19 kwietnia 2015


1. Tak jakoś wyszło, że wczesne popołudnie spędziłem zerkając na trzy telewizory, na których szło TVN24, TVP Info i Polsat News. Telewizory były wyciszone. Przez cały czas wszystkie kanały puszczały zdjęcia faceta wleczonego przez policjantów nazywanych w sensacyjnych serialach kominiarzami.
Wlekli go z wykręconymi rękami, tak, jak się powinno niebezpiecznych ledwo opanowanych bandytów. Szedłem po wodę, pogłośniłem. Usłyszałem, że to jakiś narkoman, który zatłukł swoją córeczkę. Więc niby wszystko w porządku. Zły, niech ma za swoje. Niech mu jeszcze żebra połamią, albo jeszcze lepiej – niech go zastrzelą podczas próby ucieczki. Tylko może nie przed kamerami. Bo jeżeli robią to przed kamerami – ktoś z MSW mógłby to zobaczyć i zrobić im kłopot.
Przypomniało mi się, kiedy lat temu ponad dwadzieścia i trzy, jako młody fotoreporter „Gazety Krakowskiej” robiłem reportaż o nocnej pracy policjantów ze sklepu z policją na krakowskim Rynku. Kierował tam stary milicjant. Jak tylko przyszedłem, to zaczął narzekać, że przez dziennikarzy to on ma przegwizdane, bo ktoś go opisał, że źle traktuje zatrzymanych. I teraz ani premii, ani awansu. Ponarzekał. A później pilnował, żebym nie zauważył niczego, co jest nie tak.
Przyprowadzili jakąś pijaniusieńką awanturującą się babę. Był problem z jej opanowaniem. Któryś z wprowadzających chciał ją walnąć, stary milicjant w ostatniej chwili go zablokował, wziął na siebie jej ciosy i z uśmiechem na ustach powiedział: panowie, kujcie z tyłu.
Dziś – mam wrażenie, że obecność mediów nie działa w taki sposób. I to jest zła informacja.

2. Poszedłem do sklepu Perełka, który nazywamy w domu „Przy Pięknej”, choć front ma przy Koszykowej. Rozczulił mnie gej, który robił w sklepie szoł. Z każdą ekspedientką był po imieniu. Każdej powiedział coś miłego. Jednej na ucho powiedział, że ma żydowskich przodków. Z drugą umawiał się na papierosa. Trzeciej coś szepnął o fryzurze. Cały sklep był jego. Muszę przyznać, że swoim świergotaniem poprawił mi nastrój.
Dlaczego piszę, że to był gej? Heteroseksualny mężczyzna nie byłby w stanie tak się zachowywać. Kobieta też. Jeden taki młodzieniec więcej może zrobić dla zwiększania akceptacji dla „odmienności” niż dwadzieścia marszy równości wspartych kolorową niepodległą i konwencją o zapobieganiu przemocy.
Mam wrażenie, że mało kto to rozumie. I to jest zła informacja.

3. Nagle wszyscy się dowiedzieli, że szef FBI dopisał Polskę do krajów współdziałających w Hololauście. Znakomita większość rodaków postanowiła wypowiedzieć wojnę USA.
Politycy zaczęli się licytować, kto bardziej walnie w Jamesa Comey'a. Debil, dureń, nieuk, idiota – określeń było więcej, wypowiadali je również ludzie pełniący wysokie funkcje państwowe.
Kandydat Palikot napisał list do prezydenta Obamy z żądaniem dymisji. Bogu dzięki nie prezydenta USA, ale jedynie szefa FBI.
Nie słyszałem – choć się bym nie zdziwił, gdyby takie zostały wygłoszone – żądań usunięcia amerykańskich żołnierzy z Polski. Słowem – zrobiło się ostro.
Stała się bardzo zła rzecz. Pan Comey może spróbować to naprawić. Może spróbować to naprawić amerykańska administracja. W poniedziałek pewnie pojawi się jakieś oświadczenie. Pytanie: na ile ta zła rzecz zmieniła coś w USA. Śmiem twierdzić, że miała zdecydowanie mniejszą siłę rażenia niż wyprodukowany po części za publiczne pieniądze film „Ida”.
Żyjemy w czasach, w których prawda ma mniejsze znaczenie niż narracja. Czasy te trwają już dość długo, ale dopiero teraz ludzie zaczynają sobie z tego zdawać sprawę.
Czy to, że szef FBI nie zna polskiej historii to wina amerykańskiej edukacji, czy raczej zupełnego odpuszczenia przez Polskę polityki historycznej? Czy mamy wieszać psy na ambasadorze Mullu, bez którego udziału nie pojawiłyby się w pod Warszawą Patrioty (sprawne), i (w sumie) tysiące żołnierzy i czołgami, transporterami, samolotami, śmigłowcami.
Czy raczej ktoś powinien zapytać co robi minister Omilanowska, Instytut Mickiewicza, PISF, MSZ? Co robi Ministerstwo Edukacji, bo obawiam się, że gdyby zrobić sondę wśród polskich gimnazjalistów to by się okazało, że wielu myśli jak pan Comey. Rodzice przeczytali im to w „Wyborczej”.
[A rodziny nie miały doświadczeń, jak kuzyni mojego dziadka, którzy pomagali ukrywającej się w lesie pod Lipnicą żydowskiej rodzinie. I rzecz nie skończyła się jak w „Idzie”.
Po wojnie się zrewanżowali. Kiedy jednego z kuzynów zwinęło UB, to jakiś krewny tej ukrywającej się rodziny, który był w tym UB jakimś kierownikiem, wziął mniejszą łapówkę i kuzyna udało się wyciągnąć.
Kiedyś pisał o tym red. Biedroń, który któregoś z tych kuzynów jest wnukiem.
]

Jeżeli Niemcy potrafią o nazizmie opowiadać w swoich szkołach przez historię Sophie Scholl, to nam powinno być łatwiej. U nas walczących z faszyzmem było tylu, że nie musimy po kilka szkół w jednym mieście obdarzać tym samym patronem.

Odpuściliśmy politykę historyczną. Chyba jedynym, który ją teraz rozsądnie prowadzi jest dyrektor Ołdakowski. Skromny urzędnik Stołecznego Miasta Warszawy. I to jest zła informacja.


1 komentarz:

  1. Pkt 3. Głos rozsądku jakich mało w dzisiejszych czasach....

    OdpowiedzUsuń