środa, 3 czerwca 2015

3 czerwca 2015



1. Rano była konferencja Citroëna. Na Stadionie Narodowym. Bożena porzuciła mnie pod bramą od strony rzeki, która od czasu, kiedy dyrektor Ołdakowski wziął mnie na łódkę jest dla mnie zupełnie inna niż wcześniej. Pan przy bramie kazał Stadion obejść by znaleźć główną recepcję. Jakoś nie mogłem mu uwierzyć, bo pamiętałem, że recepcja jest od strony Wisły. Ale obszedłem stadion. W koło, bo niepotrzebnie wysoko. I to była zła informacja, bo musiałem się cofnąć. A już się zaczynał upał.

2. Konferencja była o tym, że Citroëny potaniały. O dwadzieścia przeszło procent. I że teraz nie będzie rabatów, tylko ceny z cennika. Tylko niższe.
I nie chodzi o to, że jeżeli najtańszy w cenniku model kosztował x, to teraz będzie kosztował x-20%. Ten najtańszy to pewnie nie istnieje, bo nie ma lakieru, siedzeń i ma dziurę w miejscu radia. Sprawdzili jak wygląda najczęściej kupowana wersja, sprawdzili ile kosztuje, i obniżyli tę właśnie cenę.
Wystąpił też pan z Eurotaksu. Eurotax mi się źle kojarzy, więc go nie słuchałem.
Na koniec konferencji okazało się, że jeżeli pan z Eurotaksu będzie chciał kupić sobie citroëna, to dostanie rabat. Ergo – rabaty jednak dalej będą, więc cała konferencja– jak mawia pewien mój pracujący w państwowej instytucji kulturalnej kolega – psu w dupę. I to jest zła informacja.
Spotkałem kilku dawno nie widzianych znajomych. Zostałem podrzucony na plac Trzech Krzyży Passatem, którym jechałem do Krakowa zagłosować w drugiej turze.


Z placu Trzech Krzyży udałem się na Mokotowską, gdzie Mój Ulubiony Wydawca doglądał sesji fotograficznej dokonywanej na mistrzu krawieckim Ossolińskim.
Mistrz krawiecki Ossoliński zawsze mi się będzie kojarzył z sytuacją pierwszego mojego z nim spotkania. W Tel Avivie. Naprzeciw Beirutu. Rozmawialiśmy w większej grupie o marności sesji modowych w „Twoim Stylu”. No i zeszło na wnioski, że gusta psieją, że ludzie nie potrafią odróżniać rzeczy ładnych od brzydkich, że kiedyś to ci, którzy się nie znali, to się wstydzili, a dziś są dumni etc. No i wtedy mistrz krawiecki Ossoliński powiedział, że za to wszystko odpowiada telewizja. A zwłaszcza… tu zawiesił. I wtedy ja dopowiedziałem: Edward. No i wtedy mistrz krawiecki Ossoliński się ucieszył, że ktoś go rozumie. I tym kimś byłem ja.
Cóż, upłynął czas jakiś i mistrz krawiecki Ossoliński zaczął występować w telewizji u Edwarda. Ale mam nadzieje, że stara się tam robić coś pozytywistycznego. Nie tyle mam nadzieję, co wierzę. I profilaktycznie – nie oglądam.

Poszliśmy z Moim Ulubionym Wydawcą do „Pracowni Czasu”. Zapomniałem ich tam poprosić o komentarz do wyroku drugiej instancji w sprawie sprzedanego przez nich zegarka. I to jest zła informacja, bo nie powinienem o takich rzeczach zapominać.

3. Spędziłem bardzo przyjemne popołudnie w ogródku Krakeno-Beirutu. Niestety w Polsce nie ma zwyczaju sprzedawania naprawdę lekkich piw. I to jest zła informacja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz