wtorek, 8 sierpnia 2017

8 sierpnia 2017




1. Przyśniło mi się, że Bóg mnie pokarze za to, że nie notuję tego, co się wokół mnie dzieje. Nie notuję i zapominam. Powie do mnie grubym głosem: nie po to zmajstrowano tyle zbiegów okoliczności, które doprowadziły cię, Marcinku tu, gdzie jesteś, żeby zostało po tym tak mało śladów. Stać nas, co prawda na marnowanie naszej nieskończonej energii, jesteśmy również miłosierni, ale żeby nie było, że jest nam wszystko jedno, co się dzieje z rozdawanymi przez nas talentami postanawiamy, że po wieczność (lub póki się nam nie odwidzi) będziesz redagował teksty praktykantów z natemat.pl i gazeta.pl. A żebyś Marcinku od czytania tych arcydzieł zbytnio nam się nie sprawicowił, na małym ekraniku będą ci puszczane wykwity intelektów pana Michalkiewicza, dr. Targalskiego i Witka Gadowskiego. Z youtuba, poprzedzane reklamami specyfików paramedycznych.

Że Bóg mnie pokarze. W wyżej wymienionym portalu napisano by „pokaże”. Autokorekta w Wordzie tego nie podkreśla. I to jest zła informacja.

2. Redaktor Mazurek wrócił z Afryki. Chyba. Ja tam, po śniadaniu postanowiłem się zabrać za koszenie. Nie chcąc przeszkadzać Bożenie, która zajęła naprawioną przez siebie z użyciem pozostałości po wiele lat temu zwianym przez wichurę ogrodowego namiotu huśtawkę – zacząłem kosić park Mam wrażenie, że w poprzednim zdaniu powinno być więcej przecinków. Ale nie będę się tym zajmował. Przecinków, bądź innych znaków przestankowych.
No więc jeździłem kosiarką po parku z narastającym przekonaniem, że bez kosy [spalinowej] się nie obejdzie. Udało mi się wykosić wkoło Miśki [pochowaliśmy ją sadząc nad nią sosenkę]. Nie znalazłem resztek po kaczych jajkach – w chyba kwietniu dziewczyny spłoszyły kaczkę, która jajka wysiadywała. Kolega Zegarek – rzeczoznawca od ptactwa, do którego zadzwoniłem powiedział, by się nie przejmować. Parę tygodni później zauważyłem kaczkę kosząc. Kątem oka zobaczyłem jak się skrada, by wystartować w bezpiecznej od gniazda odległości.
No więc kosiłem. Kosiłem, aż na jakimś kamieniu szlag trafił piastę środkowego noża. I tyle było z kosiarkowania. Wyciągnąłem kosę [spalinową]. Przez dobre pół godziny nie udało mi się jej odpalić.
Postanowiłem odwrócić karmę. Wsiadłem na rower by pojechać do Radoszyna, gdzie od pół roku stoi mocna beemka, której zła rdza zżarła przewody hamulcowe, paliwowe i ciśnieniowe od zawieszenia. Wsiadłem na rower, który w ramach przełamywania kryzysu wieku średniego kupiłem, gdy skończyłem lat czterdzieści. Kupiłem, przejechałem się nim ze trzy razy i wstawiłem do piwnicy. Był tam lat z pięć. Kiedy odzyskałem Suburbana, wyciągnąłem rower z piwnicy i zawiozłem na wieś. Wsiadłem i jadę. Po chyba kilometrze dotarło do mnie, że przerzutka przednia [ta przy pedałach] nie przerzuca na bieg najwyższy. Więc muszę kręcić bardziej niż gdyby rzeczonej przerzutki nie było. Do tego zainstalowałem sobie Endomondo. Zapomniałem, że w słuchawkach co kilometr będę słyszał ile czasu zajęło mi tego kilometra przejechanie. Wyniki były deprymujące. Przejechałem przez Skąpe, w którym otwarto market Dino. Przez moment chciałem się nawet zatrzymać, by się nawodnić jakimś napojem, którego nazwę zapomniałem. Hydro-coś tam. Zrezygnowałem. Rower nie wiózł żadnego zapięcia, a brat mój Michał powiedział, że ma bardzo porządną ramę. I koła. Choć osprzęt raczej słaby, skoro się zepsuł.
Dojechałem do Radoszyna. Mechanik emablował dziewczę w Transporterze. Czekałem w dyskretnej odległości. Czekałem. Endomondo zmniejszało średnią prędkość. W końcu się mną zainteresował i przerwał emablację. Wręczyłem mu zaliczkę w zamian otrzymując zapewnienie, że za dwa tygodnie auto będzie gotowe. Na pobliskiej stacji benzynowej wypiłem jabłkowo-miętowy Tymbark. Wciąż lubię, choć coraz mniej mi smakuje. Wsiadłem na rower i wróciłem do domu. Ledwo wróciłem. A to byłe raptem szesnaście kilometrów. I to jest zła informacja.

3. Brat mój Michał odpalił kosę [spalinową] od prawie pierwszego razu. Skosiłem nieco rosnącej w miejscu tarasu zieleni no i skończyła się żyłka. Nawinąłem nową. Kosy [spalinowej] nie udało się już odpalić.

Wieczorem oglądaliśmy „Grę o tron”. Odcinek ze smokami. Odcinek, który ponoć wcześniej wypłynął. Mała strata. I to jest zła informacja.  

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza