czwartek, 2 stycznia 2020

2 stycznia 2020


1. Trzeba było wcześnie wstać, gdyż wcześnie wyjeżdżali goście. I to jest zła informacja, gdyż wolę wstawać później niż wcześniej.
Przyszedł mróz. Niezbyt wielki, ale jednak jakiś. Goście przed wyjazdem skrobali szyby.

2. Gdy tylko pojechali zrobiliśmy to, czego przez ostatnie dni nam nieco brakowało. Zasiedliśmy przed telewizorem. Na pierwszy ogień poszły „Narodziny gwiazdy”. Wstyd się przyznać – nie jestem w stanie połączyć Lady Gagi z żadnym z kojarzonych przeze mnie utworów muzycznych, od lat wpisywanych na plejlisty polskich rozgłośni radiowych. Najwyraźniej jestem już starym dziadem i to jest zła informacja. Zasadniczo mógłbym kolejny raz przypomnieć historię o tym, jak nie spotkałem Lady Gagi w Londynie na imprezie HTC, ale tego nie zrobię. Staram się sprawdzać, ile razy już jakąś historię opisałem, bo wolałbym się jednak nie powtarzać. Przynajmniej zanim nie będzie mi już wszystko jedno.
W każdym razie „Narodziny gwiazdy” to film żaden, choć miejscami wzruszający.

Goście meldowali, że dojechali jedni do Torunia, drudzy do Krakowa. Ci, jadący do Krakowa zafascynowali byli zmianami, jakie nastąpiły na S3 od ich poprzedniej jazdy.
2019 był drugim w historii, jeśli idzie o liczby oddanych kilometrów austostrad i ekspresówek. Puściłem dalej tweeta z tą informacją. Natychmiast się na mnie z zębami rzuciła grupa ludzi, którym nie pasowała ona do wizji rzeczywistości, w której funkcjonują.

Później był najnowszy odcinek zmierzającego do finału „Raya Donovana”.
I kilka odcinków „Wikingów”. Bez specjalnej satysfakcji.
Wieczorem, na Kulturze puścili Felliniego „Wałkoni”. I to było jakoś interesujące.

Od „Wałkoni” oderwał nas sąsiad Tomek. Wypiliśmy po dwa piwa, porozmawialiśmy, obejrzał album i poszedł.

3. Na koniec puściłem netkliksowego „Mesjasza”. Który mnie na tyle wciągnął, że nie wiem kiedy się położę spać. I to jest zła informacja.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza