Pokazywanie postów oznaczonych etykietą S3. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą S3. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 października 2021

28 października 2021


1. Rudzia z matki wyrodnej, stała się matką wzorową. Złą informacją jest, że Piekarnik tego nie doczekał. „Piekarnik”, bo Misiek próbował go rozgrzewać jak w nowelce u Bolesława Prusa. Może niezupełnie tak samo, bo z pełną kontrolą temperatury. 

2. W Brodach drogowskaz próbował odwieść mnie od jazdy na prom. Nie udało się mu. Przepłynąłem. Za Czerwieńskiem zauważyłem, że mi się samochód grzeje. Znaczy, temperatura się stabilizuje. Tyle, że za wysoko. Zaparkowałem w Castoramie. Kupiłem roztwór glikolu. Dolałem. Weszło całe pięć litrów. Problem przegrzewania zniknął jak ręką odjął. 
Pięć litrów z trzynastu. Złą informacją jest, że nie wiem którędy mi ten płyn znika. 

3. Obejrzałem kolejny odcinek Mazurka ze Stanowskim. No i jest to niestety nudne. Pozostaje mieć nadzieję, że to z czasem się poprawią. 
Wracałem S3. W Sulechowie, na Orlenie gaz po 3,31. By ktoś w wreszcie mógł zaktualizować stawkę za delegacyjny kilometr. 


 

czwartek, 21 października 2021

21 października 2021


 

1. Wieje. Wieje. No wieje i rozwiewa mnie.
Wiatr obudził mnie o piątej. Przez godzinę prawię z nim walczyłem, udając że mi wcale w spaniu nie przeszkadza. Poległem. Wstałem. I to jest zła informacja, bo koło dziewiątej znów mi się spać zachciało. 

2. Wiało. Na tyle wiało, że zabrali prąd. Z rok temu kupiłem wielkiego UPS-a. Takiego, który jest w stanie pociągnąć lodówkę. Niestety, uruchomiony strasznie hałasuje. Gdy zabiorą prąd, podłączam do niego lodówkę. Wtedy ważniejsze jest, że lodówka chłodzi, niż to, że UPS hałasuje. Pół roku temu wymyśliłem, że UPS zniosę do piwnicy, i przeprowadzę jakoś do kuchni przewód. Wtedy UPS będzie mógł działać ciągle. Złą informacją jest, że wymyśliłem to pół roku temu i nic z tym nie zrobiłem. 

3. Jechałem najpierw do Świebodzina. Po drodze, o mały włos nie wpadłem w leżący na drodze kawałek drzewa. Nałożyły się: zabrudzona szyba, deszcz i chęć wyłączenia bluetootha, bo się zawiesza, kiedy po raz pierwszy się podłączy. O mały włos nie wpadłem, trochę mnie poślizgnęło na liściach. 
Przy drodze z Ołoboku do Lubogóry leżało parę powalonych drzew. 
W Świebodzinie bardzo interesujące spotkanie. 
Do Zielonej S3. Wiało. Prawie trzy tony Lawiny miotało po drodze, jak nie napiszę kogo po pustym sklepie. 
W Zielonej stanąłem pod poniemieckim kasztanem. Kasztan stanął na wysokości zadania. 
Wracałem przez Kije i Skępe. Przed Skąpem położyło kilka drzew.

Profesor Żerko zniknął z Twittera. I to jest zła informacja. 

poniedziałek, 20 września 2021

20 września 2021


1. Andrzej Zybertowicz porównał Mazurka do Moniki Olejnik. I to było nawet śmieszne. Mógł jeszcze przerwać przerywającemu mu Mazurkowi i powiedzieć, że mu daje minutę na to, żeby się wygadał. Złą informacją jest, że nie zapamiętałem z tej rozmowy niczego poza przegadywankami. 

2. Znalazłem kolejną drogę do Zielonej. Najpierw. Normalnie do Sulechowa. Później, przez Mrozów i Laskowo do Pomorska. Wody w Odrze wciąż dużo. Parkometry z Zielonej – przynajmniej te, w okolicach redakcji – nie są zainteresowane elektronicznymi płatnościami. Przez dłuższą chwilę walczyłem z aplikacją, którą powinienem móc za parkowanie zapłacić. Nieskutecznie. Bo się okazało, że do płatności nie da się podpiąć nic rozsądnego. Że trzeba przedpłacić zwykłym przelewem. Nie udało mi się więc zapłacić za parkowanie i to jest zła informacja, bo ostatnio wolę rachunki płacić. 
Kolega Olszański stwierdził, że Zielona jest trudna w deszczu. Może i coś w tym jest.

Z Moim Nowym Szefem pojechaliśmy do Gorzowa. Po drodze zboczyłem do Międzyrzecza, żeby oddać paleciak sąsiada Tomka. Pożyczyłem na tydzień pół roku prawie temu. 
Na wjeździe do Gorzowa korek, Jakiś tytan intelektu postanowił w godzinach szczytu frezować asfalt na południowym węźle. 

3. Wracałem starą trójką. Na S3 wjechałem za Skwierzyną. Zjechałem za Chrystusem. Wpadłem do likwidowanego Tesco. Będzie mi tego Tesco brakowało. 

Kocię: po pierwsze urosło, po drugie się ucywilizowało. Czyli potrafi usiedzieć na klanach. Rudzia cały dzień była w terenie. Wróciła chwilę po tym, jak w teren poszedł Kocio. No i jak poszedł – tyle go widzieli. I to jest zła informacja, bo nie wiem, czy iść spać, czy na niego czekać. 



 

czwartek, 26 sierpnia 2021

26 sierpnia 2021


 

1. Rudzia z Kocięciem nocowała w domu, Kocio krążył. Razem rano przyszli zjeść. Kocię je wszystko. Rudzia zaczęła wybrzydzać. Kocio niby nie je, ale kiedy reszta je, on też zaczyna. Złą informacją jest, że trzeba będzie Rudzię z Kocięciem do weterynarza zawieźć. A nie bardzo wiadomo, jak to zrobić.  

2. Dzień – excusez le mot – się posrał, gdy próbowaliśmy skręcić z drogi nr 277, czyli tej przez Kije ze Skąpego na starą trójkę. Otóż był korek. I do skrętu, i na starej trójce. Byliśmy spóźnieni. Już wcześniej byliśmy spóźnieni. Zanim wjechaliśmy na S3 byliśmy spóźnieni jeszcze bardziej. I to się do Zielonej nie zmieniło. Z Zielonej z Moim Nowy Szefem pojechaliśmy do Gorzowa. W Gorzowie nawiedziliśmy Szpital. Później pojechaliśmy oglądać jak prezes Kurski wbija łopatę. 
Doświadczenie interesujące, gdyż po raz pierwszy nie pamiętam od kiedy prezes Kurski na imprezę się nie spóźnił. Że się Kura zawsze na wszystko spóźnia to secret de Polichinelle. Ostatnio obserwowałem to 1 sierpnia przy Gloria Victis
Najbardziej widowiskowe spóźnienie Kury uniemożliwił wtedy chyba jeszcze BOR-owik z Czasówek. Miało to miejsce na Jasnej Górze. Otóż Franciszek (papież) zaczął odprawiać mszę na wałach. No i ta msza już chwilę trwała. Pod wałami ludzi tysięcy setki, transmisja pewnie nie tylko do polskich telewizorów. Wpada Kura. No i zamierza przejść między Franciszkiem a światem. Widzi to BOR-owik z Czasówek. Nie wierzy własnym oczom. W ostatniej chwili szczupakiem się rzuca i blokuje Kurę, mówiąc, że może jednak przejdzie inną drogą. 
W każdym razie wystąpiłem w telewizji. Jako tło przebitki do przemówienia Kury. Złą informacją jest, że byłem niezbyt ostry. Zauważył mnie waszyngtoński Stańczyk.

3. Po powrocie do Zielonej, dzień – 
excusez le mot – posrał się do imentu. I to jest zła informacja, bo zakładałem, że się – excusez le mot – posra tylko trochę. Skończyło się na tym, żeśmy spóźnili Gazetę o dwie godziny. I na takie spóźnienie korporacja już raczej nie miała procedur. Pikanterii dodaje fakt, że spóźniliśmy Gazetę pojutrzejszą. 

A w jutrzejszej: O referendum w sprawie odwołania lekarza w gminie Zabór, o oświetleniu gorzowskiego żużlowego stadionu, o wypadku na S3, przez który się spóźniliśmy do Zielonej i o tym, że się remontują kolejowe dworce. 


sobota, 30 maja 2020

29 maja 2020


Tym razem będzie w odwrotnej kolejności.
3. Dobre trzy godziny zajęło mi pisanie „Negatywów”. Napisałem słowo. Zasypiałem. Budziłem się. Czytałem, co napisałem. Przypominałem sobie o co mi chodziło. Dopisywałem słowo. Zasypiałem. Budziłem się. Czytałem, co napisałem. Przypominałem sobie o co mi chodziło. Dopisywałem słowo. Zasypiałem. Budziłem się. Czytałem, co napisałem. Przypominałem sobie o co mi chodziło. Dopisywałem słowo. Zasypiałem. Budziłem się. Czytałem, co napisałem. Przypominałem sobie o co mi chodziło. Dopisywałem słowo. Zasypiałem. W połowie dotarło do mnie, że jeżeli nie skoczę szybko to nie skończę nigdy, więc zacząłem się skracać. Złą informacją jest, że chodzi mi po głowie, żeby czasem skracać jeszcze bardziej. Do trzech zdań.

2. Ponad 300 kilometrów. Wszystko między Kinicami w zachodniopomorskiem a Zieloną Górą. W Kinicach na kościele mieszka bociania rodzina. W Zielonej Górze – nie. Przynajmniej na kościołach, które widziałem. Na polu, między Świebodzinem a Ługowem przeprowadzany był wywiad. Rano było ładnie, później się zachmurzyło. Zaczęło padać. Już myśleliśmy, że trzeba będzie stawiać namiot i całą koncepcję wywiadu na polu szlag trafi ale w ostatniej chwili padać przestało. Podczas wywiadu zaczęło się nawet przejaśniać. Ale nie było tak ładnie, jak w piątek. I to jest zła informacja.
Zauważyłem, że nie zauważyłem kiedy oddano most na S3 nad Odrą.

1. Wstałem za wcześnie. Boniek u Mazurka był nudny. Nie mogłem zjeść śniadania, bo ciągle ktoś dzwonił. Dzień jak co dzień. I to jest zła informacja. 

piątek, 29 maja 2020

28 maja 2020


1. Bladym świtem do pracy. I to jest zła informacja. Zawsze, gdy muszę użyć budzika śpię słabo, czekając aż zadzwoni. A ten nie dzwoni. W końcu decyduję się wstać na pół godziny przed tą nastawioną. Wstaję, wykonuję mnóstwo nikomu niepotrzebnych ruchów i ledwo zdążam.

2. W pracy się okazało, że muszę alarmowo jechać w lubuskie, co samo z siebie nie jest złą informacją. Złą jest, że najpierw nie mogłem wyjechać z Warszawy, później problemem był ruch przed Strykowem.

3. Kiedy dojechałem okazało się, że muszę dalej jeździć. Zaliczyłem obie stolice województwa. Do tego jeszcze dwa inne miasta. Choć w jednym z przypadków to bardziej były przedmieścia. Dwieście pięćdziesiąt kilometrów. Czyli w sumie prawie siedemset. Złą informacją jest, że nikt jeszcze nie spopularyzował sposobu na bezpieczne czytanie mejli w czasie prowadzenia samochodu. 

czwartek, 2 stycznia 2020

2 stycznia 2020


1. Trzeba było wcześnie wstać, gdyż wcześnie wyjeżdżali goście. I to jest zła informacja, gdyż wolę wstawać później niż wcześniej.
Przyszedł mróz. Niezbyt wielki, ale jednak jakiś. Goście przed wyjazdem skrobali szyby.

2. Gdy tylko pojechali zrobiliśmy to, czego przez ostatnie dni nam nieco brakowało. Zasiedliśmy przed telewizorem. Na pierwszy ogień poszły „Narodziny gwiazdy”. Wstyd się przyznać – nie jestem w stanie połączyć Lady Gagi z żadnym z kojarzonych przeze mnie utworów muzycznych, od lat wpisywanych na plejlisty polskich rozgłośni radiowych. Najwyraźniej jestem już starym dziadem i to jest zła informacja. Zasadniczo mógłbym kolejny raz przypomnieć historię o tym, jak nie spotkałem Lady Gagi w Londynie na imprezie HTC, ale tego nie zrobię. Staram się sprawdzać, ile razy już jakąś historię opisałem, bo wolałbym się jednak nie powtarzać. Przynajmniej zanim nie będzie mi już wszystko jedno.
W każdym razie „Narodziny gwiazdy” to film żaden, choć miejscami wzruszający.

Goście meldowali, że dojechali jedni do Torunia, drudzy do Krakowa. Ci, jadący do Krakowa zafascynowali byli zmianami, jakie nastąpiły na S3 od ich poprzedniej jazdy.
2019 był drugim w historii, jeśli idzie o liczby oddanych kilometrów austostrad i ekspresówek. Puściłem dalej tweeta z tą informacją. Natychmiast się na mnie z zębami rzuciła grupa ludzi, którym nie pasowała ona do wizji rzeczywistości, w której funkcjonują.

Później był najnowszy odcinek zmierzającego do finału „Raya Donovana”.
I kilka odcinków „Wikingów”. Bez specjalnej satysfakcji.
Wieczorem, na Kulturze puścili Felliniego „Wałkoni”. I to było jakoś interesujące.

Od „Wałkoni” oderwał nas sąsiad Tomek. Wypiliśmy po dwa piwa, porozmawialiśmy, obejrzał album i poszedł.

3. Na koniec puściłem netkliksowego „Mesjasza”. Który mnie na tyle wciągnął, że nie wiem kiedy się położę spać. I to jest zła informacja.