piątek, 15 stycznia 2021

14 stycznia 2020


 1. Wciąż Warszawa. Wieczorem dałem się namówić na niejechanie: śniegiem sypnęło, pełne zwierza bory i pełno zbójców na drodze. 

Tym razem wstałem za wcześnie. Mimo iż położyłem się za późno. I to jest zła informacja. Wlazłem do wanny, żeby się obudzić. Odsłuchałem Mazurka, co nie było łatwe, bo minister Kurtyka brzmiał jak z blaszanej studni. Nie wiem, czy gdziekolwiek istnieje blaszana studnia, ale gdyby istniała, to dźwięk, jaki by wydawał trzymany w niej minister Kurtyka byłby prawdopodobnie właśnie taki. Przy szerokim kadrze widać było, że w gabinecie ministra Kurtyki flagi ustawione są niezgodnie z precedencją. Gdyby ktoś nie wiedział, w jakiej kolejności ustawiać flagi – polecam się pamięci. Przez ostatnie lata Protokół Dyplomatyczny MSZ z uporem wartym lepszej sprawy tłumaczył mi to na tyle skutecznie, że zapamiętałem.

2. Odwiedził mnie dziennikarz portalu. Nie dość, że nie napiszę którego, to nie napiszę również jakiego, bo przyszedł towarzysko. Po latach odkrywam na nowo możliwość towarzyskich spotkań z dziennikarzami. Zrobiłem mu kawę. Podałem w kubku jednej z telewizji. Rozmawialiśmy. W przerwie zadzwonił do niego pan z serwisu francuskiej marki, do którego wstawił swój dwuletni samochód. Wstawił w celu apdejtowania komputera. No i dlatego, że się czekendżin świecił. Czekendżin się świecił, bo przyszła pora na przegląd. Jeżeli się przeglądu nie zrobi i czekendżin się będzie dalej świecił, to silnik przejdzie w tryb awaryjny i straci moc – mówił pan z serwisu. Nie mógł błędu skasować, bez zrobienia serwisu. Zrobienie serwisu – 2000 zł.
Jakże się cieszę, że nie mam dwuletniego francuskiego samochodu. Gdybym miał – to bym się musiał nauczyć kasować błędy komputera. Wymienić olej to już potrafię. Choć nie wiem, czy francuscy inżynierowie nie stworzyli procedury, według której do wymiany oleju trzeba samochód odwrócić do góry kołami. Bo inaczej dlaczego ma to kosztować 2000 zł?
No więc rozmawialiśmy. W końcu dziennikarz portalu poszedł. Po chwili zadzwonił z pytaniem, czy nie zostawił rękawiczek. Skórzanych. Nie zostawił. Przy okazji zauważyłem, że nie wypił też kawy. Kubek jednej z telewizji najwyraźniej zadziałał odstręczająco. 
Po sukcesie z Kartą pojazdu postanowiłem poszukać zewnętrznego napędu Superdrive do Macbooka. Ostatni raz widziałem go z siedem lat temu. Po pół godzinie brakło mi determinacji. I to jest zła informacja. 

3. Robiło się już ciemno, kiedy ruszałem. Zwykle, kiedy nie wyjadę wieczorem, by wyjechać rano – wyjeżdżam wieczorem dnia następnego. I to jest zła informacja. 
Może nie byłe jeszcze bardzo ciemno, ale jeśli się wsiada do samochodu nie odśnieżywszy go zawczasu, w środku jasno nie jest. Globalne ocieplenie wygnało z audi drapaczki, więc ruszyłem licząc, że z czasem się ten śniegolód roztopi. Za Łodzią kupiłem na Orlenie odmrażacz do szyb. Trochę pomógł. Poddałem się za Koninem. Zjechałem z autostrady zatankować i skorzystałem z myjni. I to był dobry pomysł. Wyszło na to, że wzrok jednak aż tak mi się nie popsuł. 

Wieczorem obejrzeliśmy dwa odcinki netfliksowego „Lupina”. Oj chciałbym, żeby Netflix zrobił „Krzyżaków”. Ciekawe, kto by zagrał Zawiszę Czarnego. 
Jestem dziadersem.  

2 komentarze:

  1. Świetny tekst. Jakie to szczęście, że jeżdżę Pandą. Komputer pokładowy to mój służbowy laptop.
    A murzyn nie gra Lupina. Gra jego wielkiego fana. :)

    OdpowiedzUsuń