wtorek, 19 stycznia 2021

19 stycznia 2021


 

1. Śniło mi się, że się obudziłem. Podszedłem do okna i zobaczyłem, że rozpoczął się remont drogi. Była w tym jakaś logika, bo jakiś czas temu do słupa koło przystanku przymocowano tablicę z napisem objazd, co może świadczyć o tym, że jakiś remont drogi rozpocznie się w bliższym, choć trudnym do określenia czasie.
No więc patrzę przez okno i widzę rozpoczęty remont. Ale zauważam również kolumnę. I to nie naszą, tylko amerykańską. Czarne Suburbany, Bestia. Dociera do mnie, że na otwarcie remontu drogi przyjechał do nas Donald Trump. Postanowiłem, że pobiegnę szybko i zrobię sobie z nim zdjęcie. Nie mogę znaleźć telefonu, łapię więc starego Samsunga. Schodzę na parter – salon zrobił się dużo większy. Na tyle większy, że w rogu stanął kiosk Ruchu. No i w tym kiosku siedzi Donald Trump. Z jedną panią z Secret Service. Pani na mój widok łapię za broń. Ja tłumaczę, że chcę selfie zrobić. Donald Trump mówi, że nie ma sprawy. Włączam Samsunga, próbuję znaleźć aparat, nie mogę. To trwa. Trump jest coraz bardziej zniecierpliwiony. Potem już mi się śniło coś innego. Złą informacją jest, że nie mam zdjęcia z Donaldem Trumpem. Miałem mieć. Gdybym miał, to bym wrzucał je co jakiś czas na Fejsa doprowadzając do szewskiej pasji część moich znajomych. Większą część jak sądzę.

2. Pojechaliśmy do Łodzi. Przedpołudniowa jazda, to ciągłe spotkania z wyprzedającymi się TIR-ami. Mżawka, do tego woda spod kół samochodów i wycieraczki, które dostały w kość, kiedy nie chciało mi się drapać szyb przed poprzednią jazdą z Warszawy. Taka sobie przygoda.
Mijaliśmy ciężarówkę, która na tyle miała duże zdjęcie pana przed taką ciężarówką z napisem I'm proud to be a truck driver. Nie udało mi się sprawdzić, czy ten pan ze zdjęcia kierował. I to jest zła informacja. 

3. W Łodzi poddawałem się badaniom, by zyskać zaświadczenie. Przyjechałem przed drugą, wyszedłem przed siódmą. Najpierw pani psycholog spóźniła się godzinę, bo pracuje w Wojsku i jest nabór. I przychodzi bardzo dużo wspaniałych młodych ludzi. Zmotywowanych. A pan Macierewicz był dobrym ministrem i żołnierze go lubią. Zanim pani psycholog mnie przyjęła obrabiała grupę kierowców, którzy zasadniczo mieli uprawnienia, ale w związku z tym, że im się spółki łączyły i zmieniał pracodawca – musieli zrobić badania raz jeszcze. Wcześniej po raz pierwszy w życiu miałem problem z tablicą z literkami u okulisty. Psychiatra mnie zapytał, cz chciałbym mieć moździerz. Chyba odpowiedziałem dobrze. Powiedziałem, że tak, ale nie jest to takie proste. No i jeszcze musiałem szukać bankomatu. A najważniejsze, że się system sypał. Wprowadzono przepis, że poradnie muszą mieć system komputerowy. System komputerowy sprzedaje tylko jedna firma. Za pięć tysięcy złotych. System nie bardzo działa. I to, co zwykle trwało dwie godziny, dziś trwa pięć. W każdym razie mam zaświadczenie. 
Przez to wszystko cały misterny plan się zawalił. I to jest zła informacja. Musieliśmy więc podjechać do Warszawy. Z mżawki zrobił się śnieg. W Warszawie zima zaskoczyła drogowców. Pożytek taki, że sobie zakręty robiłem bokami. Najładniej mi wyszedł skręt z Hożej w Marszałkowską. 
Kiedyś, by żeby zobaczyć nieodśnieżoną w zimie drogę, trzeba było jechać w głębokie lubuskie. Dziś trzeba do Warszawy. Nowe czasy.


1 komentarz:

  1. Proszę o kontakt. zastrzezynski.pawel@gmail.com
    Temat dotyczy Marianny Rowińskiej. Pozdrawiam, Paweł Zastrzeżyński

    OdpowiedzUsuń