wtorek, 4 stycznia 2022

4 stycznia 2021

 


1. Mały kot pozbawił mnie literki „g” na macbooku. W perfidny sposób. Wyrwany klawisz łatwo się zakłada na nowo. Kot drapnął ten sylikonowy dzyndzel, więc klawisz nie ma na co naciskać.
Klawiaturę zamówiłem. Nie kosztuje. Ale jak już będę rozkręcał, to może bym tak wymienił baterię? Niby jest ok. Ale zaliczyła już 944 cykle. Do tego zrobiło mi się przebarwienie na ekranie. Nie przeszkadza mi w pracy.
Bateria 160 złotych. Matryca droższa. Zła informacją jest, że do wymiany klawiatury trzeba wyjąc wszystkie bebechy. I odkręcić zylion śrubek.

2. Wtorek, dzień zebrań. W sumie siedmiu. Ech, gdybym miał taką podzielność uwagi, jak kiedyś, to bym może mógł coś konkretnego zrobić. Nie mam. I to jest zła informacja.

3. Zreformowałem piecyk, którym ogrzewam mój gabinet. Zmniejszyłem palenisko poprzez nawpychanie szamotowych płytek. Namówił mnie na youtubie jakiś amerykański pan. Tłumaczył, że mniejsze palenisko łatwiej rozgrzać, a im cieplejsze, tym sprawniej się pali. Pan ten zbudował też specjalną instalację do odzysku ciepła z komina. Ale to, na razie, przekracza moje możliwości. 
Na razie piecyk działa wyraźnie lepiej. Dłużej się zdecydowanie pali. Muszę przetestować jeszcze jeden wynalazek. Stojący na piecu garnek z woskiem. Ponoć lepiej magazynuje ciepło niż woda. Garnek mam. Nie wiem tylko skąd wziąć parę kilo wosku. I to jest zła informacja. 

Obejrzeliśmy na Netfliksie odcinek „Stay close”. Nie polecam. Netflix kupił chyba hurtem całą twórczość Harlama Cobena. I ekranizuje. A, że wszystkie są na jedno kopyto, to i ekranizacje nie są za bardzo. 
Choć jeden żart był niezły. Kamera monitoringu łapie zaginionego młodzieńca w Imprezie. Policjant się zastanawia skąd u dwudziestolatka takie auto. –Przedwczesny kryzys wieku średniego – odpowiada detektyw. 

Obejrzeliśmy potem „Death to 2021”. Lepsze chyba niż „Death to 2020”. Chyba, bo poprzedniego, chyba nie pamiętam.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz