sobota, 17 stycznia 2026

16 stycznia 2026



1. Wracając do historii o anomalii pogodowej wokół Skierniewic: można by wysnuć teorię, że Niemcy w związku z nią premierę zastosowania bojowego gazu wystawili właśnie w tej okolicy.

Obejrzeliśmy z pieskiem piąty z okolicznych Panzerwerków. Numer 625. Usadowiony nad skrzyżowaniem drogi Skąpe–Międzylesie, z tą prowadzącą do nas. Panzerwerk z pięknie zachowanym garażem dla działa ppanc. W 1936 roku nasi kawalerzyści, gdyby go zaatakowali, mieliby się z pyszna.
Człowiek ogląda te bunkry, przeciwczołgowe kanały, rolkowe mosty i myśli o tym, jakiegoż pietra musieli ci Niemcy mieć na myśl o polskim ataku, skoro tyle pieniędzy wydali na fortyfikowanie granicy z Rzeczpospolitą. Wydawali te bimbaliony reichsmarek nim na dobre nie wyszli jeszcze z kryzysu. W 1935 chyba roku, Hitler ogłosił, że będzie te fortyfikacje budował do pięćdziesiątego któregoś roku. Jeżeli planowali atak na Polskę, wydawanie tych pieniędzy zamiast inwestycji w czołgi, czy samoloty nie miało raczej sensu. Czy więc to znaczy, że tego nie planowali? Dlaczego więc zmienili decyzję?
Łażę po tych bunkrach i czuję się jak podmiot liryczny utworu „Stonehenge” zespołu Ylvis. Z tą różnicą, że nie mam hondy Civic. I nie chodzi o ułożone wkoło jebitne kamienie, tylko linię betonowych bunkrów.

2. „Trzej Panowie K.” Mój ulubiony pan Kożuszek opowiedział dwie rzeczy interesujące w kontekście Grenlandii. Po pierwsze, że nie jest powiedziane, iż Grenlandia nie postanowi się wybić na niepodległość. Jest to bądź co bądź ostatnia europejska kolonia w Ameryce Północnej. A kiedy się Grenlandia wybije na tę niepodległość, to nie jest powiedziane, że nie postanowi bliżej się zaprzyjaźnić z Chińczykami. Parę lat temu była taka sytuacja, że Chińczycy chcieli Grenlandczykom zbudować lotnisko i Grenlandczykom bardzo się ten pomysł podobał. Zablokował to rząd w Kopenhadze. I to się Grenlandczykom nie podobało.
I że być może awantura rozpętana przez Trumpa służy uzmysłowieniu Grenlandczykom, że nawet gdyby się na tę niepodległość wybili, to Amerykanie się nie pozwolą im przyjaźnić z Chińczykami.
I koncepcja druga, awantura Trumpa ma zmotywować Europejczyków do większego zaangażowania w obronę Grenlandii, która to Grenlandia ma dla bezpieczeństwa NATO duże znaczenie. Dwie pierwsze literki w skrócie nazwy sojuszu do czegoś zobowiązują.
Swoją drogą, wciąż nie mogę uwierzyć, że po dekadzie obcowania z Trumpem wciąż przeważa zwyczaj traktowania dosłownie wszystkiego, co mówi. Głupie to jest jak kilo gwoździ. Doświadczenie mówi, że ważniejsze jest to, co robi, a to zazwyczaj z tym, co mówi nie ma zbyt wiele wspólnego.
Wenezuela sprzedała właśnie ponoć pierwszy tankowiec nieobłożonej sankcjami ropy. Ma to zdecydowanie większy wpływ na sytuację Rosjan niż tekst, że wojna trwa przez Zełenskiego.

3. Rozmawiałem z moim amerykańskim kolegą, który był ostatnio w Minneapolis. Uważa, że z jednej strony ta nieszczęsna kobieta nie powinna zostać zastrzelona, z drugiej presja, jakiej poddani są federalni funkcjonariusze, jest nie do wytrzymania. Że są otoczeni przez bojówki, których członkowie z zegarkiem w ręku, co kilka minut urządzają jakieś prowokacje.
Powiedział też, że w Stanach każde dziecko wie, że należy słuchać poleceń funkcjonariuszy, bo jeżeli się tego nie robi, to się może fatalnie (w amerykańskim znaczeniu tego słowa) skończyć.

W 2019 roku nowojorski policjant, nie pamiętam, czy z Dębicy, czy z Nowej Dęby, tłumaczył, że demokratyczny pomysł na osłabianie policji będzie miał fatalne skutki. Opowieść była rasistowska, ale nie wymagajmy zbyt dużo od dzielącego się swoim doświadczeniem człowieka z Podkarpacia.
W starych czasach młodzi Afroamerykanie, na widok patrolu wyciągali ręce z kieszeni i stali potulnie. Teraz, gdy władze miejskie wyżej niż bezpieczeństwo stawiają równouprawnienie, nie stoją potulnie. A dla policjanta grupka czarnoskórej młodzieży w dresach to zagrożenie. Trzymają ręce w kieszeniach, a on nie wie, czy w tych rękach mają paczki papierosów, noże czy pistolety.
Czujący zagrożenie policjant, na widok agresywnie wobec niego się zachowującej grupki młodzieży może spanikować. I skończy się to tragedią. Policjanci muszą się na co dzień czuć bezpiecznie, bo jak nie, to się może źle skończyć. No i parę miesięcy później był Floyd. Nie w Nowym Jorku, ale w Minneapolis.
Swoją drogą, jak zauważył powracający z Minneapolis kolega, gdyby tamta kobieta była czarnoskóra, miasto by spłonęło. Nie była.


 

1 komentarz: