1. Zanim się położyłem spać, miałem dyskusję z pieskiem, który postanowił noc spędzać na zewnątrz. Konkretnie, na wejściowych schodach. Co do niego wychodziłem – czmychał, gdzie pieprz rośnie. Miałem wcześniej plan, by zasnąć przed trzecią. Nie wyszło. Dopiero koło czwartej przypomniałem sobie o argumencie kiełbasy drobiowej, który, odpowiednio zastosowany, rozwiązał problem.
Spałem znowu do niemalże południa. I to jest zła informacja, bo kiedy przyjdzie mi lecieć do Warszawy, będę się miał z pyszna.
2. Obudziwszy się koło niemalże południa, przeczytałem nitkę profesora Michty o amerykańskiej edukacji. Kiedy czytam nitki profesora Michty, zawsze najpierw żałuję, że nie są po polsku, o Polsce, później dociera do mnie, że gdyby pisał po polsku, o Polsce, nikogo by nie obchodziły. Generalnie u nas nie ma zwyczaju słuchania mądrych ludzi. W Ameryce ten zwyczaj jeszcze zupełnie nie zanikł. Więc jest szansa, że nitki profesora Michty będą miały jakąś szansę poprawić świat.
Odniosę się do jednej myśli z powyższej nitki:
„Ask yourself why the most ubiquitous colloquialism in American English today is the word «like»? «It’s like, you know, like, and like…» – ad infinitum. This is an untrained mind deprived of logical linearity, grappling for order and meaning, struggling with imprecision.”
Otóż opisywana sytuacja ułatwia życie ludziom o podobnie mizernej znajomości angielskiego, jak moja osoba. Bełkotliwym „It’s like, you know, like, and like…” można przykrywać braki w znajomości wysofistykowanych słówek.
– I to byłby wspaniały finał – Joanna Scheuring-Wielgus zareagowała na to, że Włodzimierz Czarzasty zacząłby pełnić funkcję prezydenta, gdyby Karolowi Nawrockiemu coś się stało.
W takich sytuacjach dociera do mnie, że gdzieś w Polsce żyją ludzie, którzy świadomie podjęli decyzję o tym, by Scheuring-Wielgus była ich przedstawicielem w władzy ustawodawczej. Chciałbym ich kiedyś zobaczyć. Ale wolałbym przez szybkę.
Poeta Filas obejrzał drugi odcinek Wiernikowskiej. Powiedział, że nie warto. Nawet to uzasadniał. W sumie bez potrzeby, bo i tak nie miałem zamiaru. Jeśli mam być szczery, a ja od dzisiaj chcę być szczery, nie obejrzałbym nawet materiału Wiernikowskiej składającego się z rozmów z wyborcami Scheuring-Wielgus.
3. Piesek na spacerze był zadziwiająco grzeczny. Nie ciągnął, nie miał własnej koncepcji na zmianę trasy, a na koniec bez pomocy władował się do samochodu. Chwycił mróz, leśne drogi pokryły się centymetrową warstwą lodu.
Wygląda na to, że wraca zima. I to jest zła informacja.
poniedziałek, 16 lutego 2026
15 lutego 2026
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

A ja polecam drugi odcinek Wiernikowskiej, szczególnie drugą połowę (ciekawa rozmowa z proputinowcami i z taksówkarzem).
OdpowiedzUsuń