1. Bożena kupiła raki. Mocowane do butów. Rozwiązało to problem lodowiska, które pokryło wszystkie wybetonowane przestrzenie w obejściu. W czasach, kiedy były zimy, ludzkość wymyśliła kilka niezłych patentów, by sobie z zimami radzić.
Na lodowisko spadł wczoraj śnieg, później, wieczorem, na ten śnieg, marznący deszcz. Śnieg był więc pokryty pękającą cienką warstwą lodu. Pękającą z dźwiękiem przypominającym chrupanie kornflejksów. Zrobiło się cieplej. Znaczy, mniej mroźnie. Minus pięć było wręcz wiosenne.
Samochody były pokryte prawie centymetrową warstwą lodu. Nie było tego jak drapać.
Odpaliłem Audi, licząc na to, że jak się Audi rozgrzeje, to lód się rozpuści. Prawie się udało. Lód się rozpuścił od strony samochodu. Więc można go było płatami ściągać.
Listonosz przyniósł paczkę z Ameryki z grzałką do silnika Lawiny. Montaż wymaga spuszczenia płynu z bloku, co niezbyt mi się podoba. Ale jak się ją wkręci, to będzie można odpalać rozgrzany silnik.
Mechanik, u którego stoi Suburban, przestał odbierać telefony. Jak przewidywałem. Uda mi się pewnie do niego dodzwonić za jakieś dwa miesiące. Powie wtedy: jutro się za niego zabieram. Zabierze się po tygodniu. I będzie robił do pierwszego większego problemu.
2. Byłem w Lidlu. Oddałem wór plastikowych butelek. Dostałem za to kupon na złotych 5,30. Wlokąc ten wór, zastanawiałem się, co zrobię, gdy maszyna nie będzie działać. Nie wpadłem na żaden specjalny pomysł.
Lidl przestał pytać, czy jestem pewien, że nie chcę wpłacić na WOŚP.
Mój ojciec uparł się, że musi w Hiszpanii oglądać polską siatkówkę. Musiałem więc pójść do salonu Plusa/Polsatu i kupić internetowy dekoder. Zapłaciłem cztery stówki. Wróciłem do domu. Właściwie miałem nie rozpakowywać i wysłać od razu do Hiszpanii, ale coś mnie tknęło. Podłączyłem. Włączyłem. Nie działa. Coś tam jest aktywne, coś tam nie jest. Myślałem, że musi aktywacja chwilę potrwa. Po sześciu godzinach dalej nie działa. Mam nadzieję, że ich infolinia działa lepiej niż ta od Profilu Zaufanego.
Obejrzeliśmy „Rybkę zwaną Wandą”. Było warto, gdyż dotarło do mnie, że Hugh Laurie gra całe życie Johnem Cleesem.
3. Wypieram wojnę polsko-amerykańską. Jest tak idiotyczna, że wolę udawać, że jej nie widzę. Rozszerzając nieco tezę pana Kożuszka, tę, że Roman Giertych zachowuje się, jakby był trzecim bratem-kamratem – mam wrażenie, że cała Lewica i spora część psychofanów Platformy obstalowała czarne furażerki. I zaraz zacznie śpiewać chórki Jaszczurowi.
Zajmujący się badaniami społecznymi kolega podzielił się ze mną konstatacją, że kiedy zaczynał tę działalność kilkanaście lat temu, wierzył, że Polacy są wyjątkowi. Przez lata, im bardziej badał, tym bardziej mu wychodziło, że nie są. A nawet bardziej, że są, tylko w sposób nie taki, jak wcześniej wierzył, jak wcześniej mu się wydawało.
Patrząc na te internetowe dyskusje, na drugą osobę w państwie, na to, co pan premier wypisuje. Obserwując kadry niemiłościwie panującej nam władzy, ale też i na niektóre orły strony opozycyjnej, można odnieść wrażenie, że zbliża się jakieś przesilenie. Że – excusez le mot – pierdolnie w nas zaraz jakiś meteoryt, albo najadą nas dzicy. Zjedzą wilcy, albo nie wiem co.
Coś się musi wydarzyć, bo tak wielki poziom głupoty nie może być bezkarny.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz