sobota, 7 lutego 2026

6 lutego 2026



1. Infolinia Polsatu działa. Po dwóch telefonach i czterech godzinach udało się dekoder aktywować. Kiedy tylko sprawdziłem, że Polsat Sport pokazuje mecz siatkówki, zapakowałem dekoder wraz z chyba ostatnią partią darmowych leków. Ostatnią, gdyż – jak słyszę – dwudziestej gospodarki świata nie stać na darmowe leki dla seniorów. Pozostała mi podróż do paczkomatu.

Przyjechał brykiet. Przyjechał za dużym autem. Na tyle za dużym, że pan kierowca nie odważył się wjechać przez bramę na lodowisko przed domem. Przerzuciliśmy brykiet na Lawinę. Wcześniej, cofając, o windę rozwaliłem klosz tylnej lampy. Tyle dobrze, że ten sam, który rozwaliłem cztery lata temu i którego następca czeka od czterech lat w stołówce.

Viribus unitis udało się nam rozrzucić tonę brykietu po domu. Część na schodach do piwnicy, część na piętrze. Poeta Filas zauważył, że przerzuciliśmy w sumie trzy tony. Najpierw tonę na Lawinę, później tonę z Lawiny do domu, na koniec tonę po domu. Jest w tym jakaś logika.

Lubię, muszę przyznać, ten moment, kiedy w domu jest dużo opału. Nie trwa on zbyt długo, gdyż palę wtedy nadmiarowo. Swoją drogą, w przyszłym roku powinienem zabezpieczyć trzy tony brykietu. Chyba, że faktycznie idzie zlodowacenie. Wtedy lepiej by było zabezpieczyć więcej.


2. Nie udało mi się ominąć dyskusji o ekscelencji Rose. Większość naszych neo-suwerenistów dumna by była, gdyby polscy dyplomaci zachowywali się w podobny sposób.
W moim słynnym w pewnych kręgach teście o Marku Brzezinskim pisałem, że Amerykanie mają nas za – excusez le mot – zjebów. Nie zdecydowałem się wtedy na użycie tego określenia, gdyż redakcja „Wszystko co najważniejsze” krzywo patrzy na nazywanie rzeczy po imieniu, kiedy to imię nie jest mile widziane.
Otóż obecne antyamerykańskie wzmożenie wpisuje się w cały zespół zachowań, przez które Towarzysze Amerykańscy myślą o nas to, co myślą.
Nie mamy zaufania do Stanów Zjednoczonych, nie jesteśmy przekonani, że Stany Zjednoczone wywiążą się z sojuszniczych zobowiązań, bo prezydent Trump mówi, że nie ma zamiaru stawać w obronie krajów, które nie wywiązują się z własnych zobowiązań. Czyli nasz brak zaufania bierze się z tego, co mówi prezydent Trump. Jednocześnie, za każdym razem, prezydent Trump powtarza, że Stany Zjednoczone staną w obronie Polski, gdyż Polska należy do niewielu krajów, które się ze zobowiązań wywiązują. Podaje nas za przykład. Ale te słowa nas najwyraźniej nie przekonują. Towarzysze Amerykańscy pytają: o co wam chodzi, przecież prezydent Trump mówi, że staniemy w waszej obronie? My plączemy się w zeznaniach. Część naszych elit wali czym może w Trumpa, robi to bardziej, niż ktokolwiek z poważnych graczy w Europie. Towarzysze Amerykańscy zaczynają się zastanawiać, gdzie tu logika. Dlaczego władze kraju tak zależnego od naszych gwarancji bezpieczeństwa robią takie rzeczy. I myślą: to po prostu są zjeby.

Dobry odcinek „Trzech panów K.” Pan Kożuszek miał urodziny. Czterdzieste czwarte. Ja czterdzieste czwarte urodziny spędziłem w Kanadzie. Widziałem tego dnia na przykład Niagarę. Myślę, że można żyć bez tego doświadczenia.
W „Trzech panach K.” jakoś rozczulająca była samokrytyka Kacpra Kity. Na długo zostanie ze mną obraz dr. Deutschlanda robiącego Paddingtona. No i wkurw (dziś mam dzień na używanie wyrazów) pana Kożuszka. Wkurw człowieka, który rozumie, co się może stać, jeżeli ludzie zmądrzeją, a ludzie mądrzeć jakoś nie zamierzają.


3. Jacek Prusinowski, skądinąd porządny człowiek, podjął skazaną na porażkę próbę obrony nakręconego w Kaliningradzie materiału Marii Wiernikowskiej. Dwadzieścia parę lat temu miałem traumatyczne doświadczenie współpracy z nią, kiedy „Przekrój”, w którym wtedy pracowałem, postanowił wysłać ją do Iraku. Uważam, że każdy, kto rozważa oglądanie jej materiałów powinien obejrzeć wcześniej rozmowę, którą w „Zero” przeprowadził z nią Mazurek.









 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz