wtorek, 2 czerwca 2026

2 czerwca 2026




1. Przez ostatnie miesiące byłem tak zajęty, że czasem nie było jak taczki załadować. Nie wygląda na to, żeby się sytuacja miała jakoś w najbliższym czasie zmienić. Niestety, kiedy przestaję pisać, zanika u mnie umiejętność wypowiadania składnych zdań, co z kolei utrudnia mi pracę.


Jesteśmy z pieskiem nad morzem. Bałtyckim. Mieszkamy w swego rodzaju faweli. Ośrodku – czy jak nazwać biznes polegający na wynajmowaniu domków i apartamentów. W prawdziwej faweli prawdopodobnie śmierdzi, tutaj nie, ale do sąsiadów mamy jakieś siedemdziesiąt centymetrów. Z każdej strony. Znaczy, nie tyle mamy co mielibyśmy. Gdyż jest przed sezonem. Domek ma prawdziwy widok na morze. Nie na krzaki, nie na wydmę, tylko na morze. Właśnie przepłynął piracki statek. Dość daleko od brzegu, ale łomot Diesla słychać było całkiem nieźle. Zjedliśmy rybę z frytkami z sąsiedniej knajpy, której należą się podziękowania za to, że muzyka nie – nie bójmy się tego słowa – napierdala. Ale jest przed sezonem. W sezonie pewnie będzie inaczej. Sam pobyt w faweli nie jest najtańszy. To cena czterogwiazdkowego hotelu w centrum Krakowa. Ale w sezonie pewnie jest drożej. Ryba z frytkami taniej niż w Londynie. I z tego się należy cieszyć. 
Jutro wyjeżdżamy. Pojutrze fawela się wypełni na okoliczność długiego weekendu. 

2. If you don’t know where you are going, any road will get you there – napisał na Twitterze profesor Michta. Anglojęzyczna dyskusja ekspercka o strategii jest na nieco wyższym poziomie niż nasza. Zacząłem czytać książkę Dębskiego i Andrzejczaka. Całkiem nieźle się zapowiada. Niestety, jak wszystkie druki Kanału Zero, jest dla mnie obraźliwa edytorsko. I nie chodzi o mocno dyskusyjną okładkę, tylko o mnóstwo drobnych błędów, które usunąć potrafi sam InDesign, jeżeli się o to ten program poprosi, zaznaczając odpowiednie opcje w preferencjach.

Profesor Michta komentował tym powiedzonkiem stan amerykańskiej myśli strategicznej. Do mnie jakiś czas temu dotarło, że jest ze mną jak z Rzeckim. Tyle że nie w kwestii Napoleona, tylko Donalda Trumpa. Będę ostatnim jego wielbicielem w okolicy. Taki mam plan. 

3. Na horyzoncie widać Norwega. Konkretnie Link Aurorę, która płynie ze Szczecina do Kłajpedy. MarineTraffic jest podobnie wciągającą aplikacją, jak Flightradar.

Cały polski komentariat zajmuje się wojną ukraińsko-polską na symbole. Wymyśliła mi się teoria, której nikt inny chyba jeszcze nie suflował. Im więcej teorii, tym więcej dyskusji. Im więcej dyskusji, tym więcej odsłon. Im więcej odsłon, tym większa monetyzacja. A przecież o to chodzi. 
Otóż teoria brzmi tak: Ukraińcom często się zdarza robić coś z sensem. To, że Ruskie nie rozwiązały ukraińskiego problemu w ciągu dwóch tygodni, brało się – poza bohaterstwem żołnierzy – z tego, że przez lata Ukraina się do wojny przygotowywała. Przygotowywała się na różne scenariusze. U nas nie jest to w modzie, więc często takich działań nie widzimy. 
Teoria brzmi tak: Ukraińcy przygotowują się do sytuacji powojennej. Odbudowa wymaga pieniędzy. Te jakoś pozyskają. Wymaga też ludzi. I z tym jest problem. Mrowie Ukraińców wybrało Polskę, gdyż jest im tu łatwiej niż w takich Niemczech czy Wielkiej Brytanii. Łatwiej językowo i łatwiej kulturowo. Zakorzenili się w Polsce, pracują na polski PKB. I wcale się nie palą, żeby wracać. Władze Ukrainy nie mają za bardzo narzędzi do tego, by ich zachęcić do powrotu. Postanowiły więc spróbować ich z Polski wypchnąć. Polskimi rękami. W prosty sposób. Rozkręcając w Polsce nastroje antyukraińskie. Prawdopodobne, nieprawdopodobne. Bez znaczenia. Zapraszam do dyskusji. 

Smutna prawda (prawda z tych najprawdziwszych) jest taka, że skuteczne prowadzenie polskiej polityki w sprawie Ukrainy zakończyło się w dniu, kiedy Jakub Kumoch odszedł z Pałacu. Skończył się wtedy ten krótki czas, kiedy Ukraińcy nie mieli nas za niepoważnych ludzi. Zwykle mają nas za niepoważnych. Poniekąd słusznie nas mają. Nie chce mi się dziś pisać na ten temat, ale może kiedyś…

W Krakowie zaklejają na plakatach nazwisko Aleksandra Miszalskiego. Chwilę to potrwa, bo kiedy się okazało, że istnieje ryzyko zebrania podpisów, zarezerwowano mnóstwo tzw. nośników. Oczywiście nie robił tego magistrat, tylko różne miejskie spółki i instytucje. Dlatego Komitet skrócił zbieranie podpisów. Konkretnie: żeby referendum odbyło się wcześniej. Odbyło się. A właśnie ruszają kampanie o wspaniałości pana Aleksandra. 

Jeżeli wziąć za dobrą monetę rozwiązanie małopolskich struktur KO – znaczy – uwierzyć, że Donald Tusk nie zdawał sobie sprawy z tego, co się tu odtegowuje, a jak sobie zdał, to struktury rozwiązał, należy zbierać podpisy w innych miastach. Istnieje szansa, że Donald Tusk zda sobie sprawę z tego, co się na przykład dzieje na Dolnym Śląsku. 

Nie, to się raczej nie wydarzy. 

1 komentarz: