poniedziałek, 2 marca 2015

2 marca 2015


1. Nie pamiętam, kiedy ostatnio w niedzielę wstałem tak wcześnie. Na wszelki wypadek poszedłem się zdrzemnąć do wanny. Ale jak już do wanny wszedłem, to mi się spać odechciało. Korzystając z okazji postanowiłem posłuchać programu red. Olejnik. Chwilę mi zajęło zainstalowanie aplikacji Radia Zet, bo przez przeglądarkę nie szło. Zainstalowałem. Ruszyło akurat kiedy sekretarz Gawkowski mówił red. Olejnik, że w 1989 roku miał 9 lat. Grubianin.

Wrzaski pani Moniki obudziły Bożenę, musiałem więc wyjść z wanny. Włączyłem TVP Info, ale jakoś mnie nie wciągnęło. Później, w „Kawie na ławę” poseł Kłopotek przyznał, że był jednym z tych pięćdziesięciu biznesmenów, których prezydent Komorowski zabrał ze sobą do Japonii.
Z panem Prezydentem w Japonii była też pani prezydent Łodzi. Ciekawe, czy też jako biznesmen.
Poseł Kłopotek później mówił coś o DNA gęsi, ale nie bardzo zrozumiałem o co mu chodziło.
Powiedział też, że pan Prezydent jest znany z „takiego chłopskiego zachowania”
Poseł Mastalerek przestał za to powtarzać swoje dowcipy. I to jest dobra informacja. Powtórzył za to dowcip pana Czarzastego i to jest zła informacja. Ale nie aż tak. To właściwie niesamowite jak szybko się zmienia. Jak tak dalej pójdzie, to PiS-owcy powinni postawić Hofmanowi pomnik. Za wyrzucenie Hofmana z partii. Gdyby nie Hofman nikt by Hofmana z PiS-u nie wyrzucił.

Sąsiedzi z naprzeciwka wywiesili flagę. Zawsze na nich można liczyć.

2. Po „Loży Prasowej” ruszyliśmy na zachód. Parę dni temu się zastanawiałem, czy to, że Vito nie chce ruszać z dwójki to efekt momentu silnika i skrzyni biegów, czy raczej mojego kaca. I wyszło, że jednak kaca, bo to nie z dwójki nie chce ruszać, tylko z czwórki.
Od kiedy pamiętam zawsze wśród znajomych miałem kogoś, kto miał busa. I to był albo ojciec dużej rodziny, albo właściciel psów, albo biznesmen. Albo ktoś, kto lubił wozić dużo rzeczy w samochodzie. Właściciel busa zawsze był w stanie wytłumaczyć sens posiadania busa. Na ogół logicznie. Dziś się trochę pozmieniało, bo firmy motoryzacyjne wprowadziły odmiany samochodów, które są zaprojektowane specjalnie dla ojców dużych rodzin, specjalnie dla posiadaczy psów. Oni raczej Vito nie kupią. Vito jest samochodem dla biznesu.
Porównując zasadniczo nieporównywalne (kto mi zabroni). Porównam Vito z XC70. Jest połowę tańsze. Mniej pali. Ma wygodniejsze fotele. Jest za to głośne. Ale da się wytrzymać. Nawet 14 godzin z przerwą. Niezbyt długą.

Omijaliśmy kulczykowe bramki. We Wrześni skręciłem bardziej w stronę Rynku, żeby pokazać Bożenie pomnik Wrzesińskich Dzieci, który oglądałem we czwartek podróżując Dudabusem. Przy okazji zauważyliśmy, że we Wrześni jest sporo naprawdę ładnych budynków.

Do Rokitnicy dojechaliśmy chwilę przed zmrokiem. Zdążyłem zauważyć, że Jeżyk – czwarta z choinek (po Żyrafie, Flipie i Flapie) ma się dobrze. Z pomocą sąsiada Gienka rozładowaliśmy samochód i ruszyliśmy dalej. Na drodze do Węgrzynic przed autem przeleciały dwie sarenki. W dość bezpieczny sposób. Ale i tak zacząłem się zastanawiać, co by było, gdybym tę drugą trafił.
W Nevadzie w Poźrzadle też nie było Jarzębiaku. Wcześniej nie było go w Makro. Wcześniej w pięciu sklepach monopolowych. Gdyby ktoś gdzieś zobaczył Jarzębiak – proszę o informację. Od Poźrzadła prowadziła Bożena. Ja się zabrałem za pisanie Negatywów. Nie szło mi najlepiej, bo jednak 10-calowy tablet z dziwnie działającą klawiaturą dawał ograniczony komfort pracy.
Kiedy dojechaliśmy do Berlina z nieba leciało coś, co było rzęsistym deszczem o temperaturze deszczu ze śniegiem. I to była zła informacja.
Odkryłem nowy sposób wjeżdżania do Berlina. Przed lotniskiem skręca się w prawo. I jedzie strasznie szeroką drogą, po której prawie nic nie jeździ, bo wszyscy wolą nową autostradę. Jedzie się i jedzie, aż się dojedzie do parku, który trzeba objechać wkoło. Platanową aleją. Później się jedzie wzdłuż rzeki, koło wielkiej O2 World, i jakoś się dojeżdża na Alexanderplatz. Muszę przyznać, że rzygałem wewnętrznym Ringiem. Choć z drugiej strony na Tempelhof zawsze przyjemnie jest popatrzeć. Paliwo w Berlinie wciąż jest tańsze niż na stacjach przy A2.

3. Bożena z wielkim poświęceniem bohatersko prowadziła (nie lubi jeździć w nocy). Ja pisałem Negatywy. Napisałem. Opublikowałem. Profesor Żerko i tak narzekał, że późno.

Profesor Żerko napisał parę dni temu, że właśnie się odbywa wygaszanie Instytutu Zachodniego. I to jest bardzo zła informacja. Póki nie podejmiemy decyzji o podzieleniu Polski na landy i włączeniu ich do Republiki Federalnej powinniśmy dbać o takie jak Instytut Zachodni instytucje, a raczej się nie zanosi, żebyśmy taką decyzję szybko mieli podejmować.
Gdyby osoba odpowiedzialna za sytuację Instytutu była Czechem – mógłbym jakoś zrozumieć jej do Instytutu stosunek.

Moja ciotka. Dokładniej córka siostry mojej babci jest numizmatykiem. Opowiadała kiedyś dykteryjkę, jak na jakimś sympozjum jakiś gość z Czech usłyszał nazwę Instytutu. Zdziwił się bardzo i powiedział, że u nich od takich spraw instytutu nie ma. Jeżeli nie wiecie o co chodzi sprawdźcie, co po czesku znaczy záchod. Mój Boże zacząłem powtarzać dowcipy.

Do Warszawy dojechaliśmy po czwartej. I to jest zła informacja.


2 komentarze:

  1. Pić jarzębiak w XXI w?? Toż to anachronizm. Żubrówka jest nieśmiertelna, ale jarzębiak? Może ratafia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie dla mnie, to dla berlińskiej Chinki.

      Usuń