wtorek, 3 marca 2015

3 marca 2015


1. Zdarzało mi się tu pisać różne rzeczy. Niekiedy nawet sensacyjne. Ale nigdy nie było tak, żebym
już od piątej rano był dopytywany przez utytułowanych dziennikarzy różnych poważnych mediów.
Od 5:29. Dopytywanie często zmieniało się poszukiwanie potwierdzenia znanych wersji.
Ile się przez cały dzień nasłuchałem o koledze Mężyku, to moje. Teraz powinienem to wszystko spisać, wysłać prośbę o komentarz, odczekać z pięć minut i opublikować.
Ale tego na wszelki wypadek nie zrobię. Licho nie śpi.

Przy okazji usłyszałem (od trzech osób), że od pewnego czasu dzieje się u nas jakieś podsłuchowe wariactwo. I to jest generalnie zła informacja, bo jeżeli dotyczy to wszystkich ważnych ludzi w kraju, a okaże się, że mnie – nie. Będzie mi przykro.

2. Oddałem mercedesa. Muszę się spróbować umówić na test Sprintera. Takiego przedłużanego. Zawsze mnie fascynowali kierowcy, którzy autostradą zasuwają takimi autami z prędkością 180 km/godz.
Pojechałem na azjatycką stronę Wisły odebrać z naprawy amortyzatory do Suburbana. Pogawędziliśmy sobie przez chwilę z panem, który się uparł, żeby mi wystawić fakturę. Powiedział, że jak nie chcę podać swoich danych, to mogę kogoś innego. Na przykład sąsiada.
Udzielił mi rady, którą przekazuję dalej: jeżeli się ma amortyzatory Bilsteina i cokolwiek się z nimi niepokojącego zaczyna dziać – należy je jak najszybciej wyjąć i dać do serwisu. Bo naprawa będzie tańsza. W tym momencie dotarło do mnie, że większość czytelników nie doceni tej wiadomości. I to jest zła informacja.
Od pana od Bilsteinów pojechałem mechanika Jacka. Obwodnicą. Najpierw jednak zobaczyłem błyskawicę, która walnęła w tę dziwną elektrownię przy Modlińskiej. Skoro są burze, znaczy zaraz będzie wiosna.
Mechanik Jacek zajmował się zdejmowaniem głowic w jakimś amerykańskim vanie. Chyba amerykańskim, bo się nie przyjrzałem. Czterocylindrowy silnik. Cztery głowice. Jedna uszczelka. Bez sensu.
Pracownicy mechanika Jacka wyciągali na zewnątrz w deszczu skrzynię biegów z RAV4. Jak tylko wyciągnęli, to przestało padać i wyszło słońce. W warsztacie stała wybebeszona Supra MkIII. Na pierwszy rzut oka nie rozpoznałem modelu. Przyjechała z malowania. Mechanik Jacek się krzywił, że komora silnika – po japońsku – powinna być pomalowana matowo. Chciałbym, żeby mnie kiedyś było stać na tak dokładny remont jakiegoś samochodu. Zostawiłem części do Suburbana, które Józka przywiozła ze Stanów. Przyczepił się do niej niemiecki celnik, ale że nie miała faktury, ani właściwie nie wiedziała nawet ile były warte – udało się jej go przekonać, żeby ją puścił. Powiedziała mu, że nie znosi tego auta. Następnym razem poproszę ją, żeby przywiozła katalizator. Ciekawe, czy łykną argumenty ekologiczne.

Nim wróciłem do domu wpadłem na chwilę do Faster Doga. Wpadłem na chwilę, wyszedłem po chyba godzinie, po poważnej dyskusji o strategiach marketingowych. Gdyby polski Esquire nie był tak przeraźliwie przewidywalnym magazynem, to ktoś z redakcji powinien przyjść i porozmawiać z Pawełkiem o dżinsach. Albo o koszulach. Wełnianych. Albo o butach. W Polsce o ubraniach mówią tylko geje. W gejowski sposób. Pawełek mówi inaczej. W normalnym kraju już by go dorwały telewizje śniadaniowe. Kryptohomofob opowiadający o ciuchach – coś w sam raz dla TVN Turbo.

3. W TVN24 wystąpił sekretarz Gawkowski. Rozumiem ciepłe uczucia do Rosji u starych komuchów. Tyle wódki zdążyli wypić z radzieckimi towarzyszami, że poczyniło to trwałe szkody w ich układzie nerwowym. Ale skąd rusofilizm u lewicowego trzydziestoparolatka? Gdyby Rosja była wciąż Republiką Rad, to można by znaleźć jakieś ideologiczne uzasadnienie. Ale dziś?
Czasem mam wrażenie, że spora część polskich polityków zachowuje się tak, jakby walczyła o SMS-y w „Tańcu z gwiazdami”.

Poniedziałek, więc u red. Olejnik wystąpił poseł-kandydat Palikot. Tym razem dał się poznać jako zwolennik zaangażowania się Polski na Ukrainie. Red. Olejnik – wygląda na to – dopuszcza drugą turę. Chyba raczej posła-kandydtata w niej nie widzi.
Oglądałem przez chwilę galę „Polskie Orły”. I to jest zła informacja. To było chyba najbardziej żenujące doświadczenie w tym roku. Skoro polskie filmy zaczęły już dostawać normalne nagrody, to może by te Orły z szacunku dla dobrego smaku zlikwidować?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza