piątek, 26 września 2014

26 września 2014



1. Zawiozłem Bożenę do pracy jej beemką i pojechałem do gazownika, bo instalacja LPG z uporem godnym lepszej sprawy paliła bezpiecznik. Gazownik mieści się przy Burakowskiej za CeDeKiem.
Właściwego gazownika nie było, bo pojechał coś załatwić. Byli jego pracownicy. Jeden męczył się z Micrą, drugi właściwie nie wiem co robił.
Gazownik przyjechał Legacy kombi, w środku miał psa typu bokser, do którego mówił coś w stylu „Tatuś ci jedzonko przygotował”. Jakoś nie myślałem wcześniej, że może być gejem. Choć to, że jeździł dużym chopperem mogło nasuwać taki wniosek.
Nakarmił dziecko, i zajął się beemką. Znaczy zgodził się ze mną, że to pewnie któraś z cewek daje zwarcie. Przy okazji zauważył, że gniazda bezpieczników są wypalone, więc trzeba je będzie zmienić. Cewki okazały się w porządku, ale na wszelki wypadek zostały wymienione.
Zaordynowałem czyszczenie filtrów. Zajęło to chwilę. W międzyczasie Leganzą przyjechał chłopak z synem. Leganza mogłaby być ładnym autem. Ta miała niesamowity kolor szkieł w reflektorach. Szaro-żółty. Przyjechała jeszcze pani Hondą, bo jej się zapaliło check engine. Gazownik podpiął urządzenie, wyczytał, że chodziło o zbyt bogatą mieszankę. Pani się zdziwiła, bo jeździ na oparach, żeby oszczędzić na benzynie – 30 litrów jest tańsze. (Nie wiem, gdzie w tym jest logika). Gazownik wykasował błąd i skasował 50 zł. Równie dobrze mógł 150, więc zasadniczo zachował się w porządku.

W beemce niestety same z siebie nie naprawiły się wtryski, więc będę je musiał wymienić. I to nie jest dobra informacja. Choć, z drugiej strony, jeśli silnik znowu zacznie ładnie pracować, to ten wydatek się opłaci.

Od gazownika pojechałem do szewca. Dokładniej, to do cholewkarza, ale trafiłem do sąsiadującego z cholewkarzem szewca o nazwisku Cholewa. Szewc Cholewa nie chciał naprawić moich dziurawych butów, odesłał mnie do cholewkarza, który stwierdził, że może i mógłby mi wszyć w miejsce dziurawych niedziurawe kawałki skóry, ale do tego jakiś szewc musiałby buty rozebrać. Wróciłem więc do szewca Cholewy, ale on odpowiedział, że się tego nie podejmie. I żebym sobie kupił nowe buty, będzie taniej. Ale gdzie ja znajdę nowe hipsterskie buty, które wyglądają, jakby się miały zaraz rozlecieć?

2. Od szewca Cholewy pojechałem do Piaseczna, gdzie umówiłem się z kolegą Wojciechem. Razem z nim pojechaliśmy w stronę Mysiadła, gdzie kolegi Wojtka znajomy naprawiał wentylator do systemu ogrzewania powietrzem w Rokitnicy.
Okolice Mysiadła to widzialny dowód na to, że minister Sienkiewicz nie kłamał mówiąc, że Państwo nie istnieje. Takiej liczba domów bez żadnej drogowej infrastruktury. Bez chodników. Dróżki, na których z trudem mijają się dwa samochody. Systemowo – południowoamerykańskie slumsy. Ludzie, którzy kupowali tam nieruchomości, chyba nigdy nie widzieli prawdziwego miasta.

Znajomy kolegi Wojciecha nie zdążył skończyć naprawy, więc podjechaliśmy do Auchanu. Na stoisku z elektroniką były kamery endoskopowe USB. Za jedyne sto złotych można w domowym zaciszu spróbować zrobić sobie kolonoskopię. Były też kamery w brelokach i piórach. Przecenione.
Żadnej nie kupiliśmy. Zjedliśmy za to po kawałku najgorszej pizzy świata. Jedliśmy, patrząc na bezobsługowe kasy. Napisano nad nimi, że są miłe. Dlatego, że nie ma w nich kasjerek?

Lunął deszcz. Okazało się, że nowe, kupione na Allegro wycieraczki słabo zbierają. I to nie jest dobra informacja.

Znajomy kolegi Wojtka naprawił wentylator. Zrobił to bardzo porządnie, a wziął tylko 200 zł. Wydzwoniony przeze mnie serwis producenta sugerował, że naprawa się nie będzie opłacać. Nowy wentylator kosztuje z 600 zł.

3. Pojechałem po Bożenę, z którą podjechaliśmy na Żurawią, a właściwie Parkingową, gdzie była impreza Jack Danielsa. Spotkałem dawno nie widzianych znajomych, którzy mówili, że nie muszę mówić, co u mnie słychać, bo czytają 3 negatywy. To wygodne. Redaktor Jemielita powiedział, że mu się nie podoba moja broda. Jak wiadomo jestem mistrzem ciętej riposty, więc odpowiedziałem mu „Spierdalaj”. Redaktor Jemielita wyjaśnił, mi skąd się biorą dzieci – otóż biorą się stąd, że ludzie przestają uprawiać seks analny. Powiedział, że tłumaczy to swoim studentom. Redaktor Jemielita pracuje w „Playboyu” i „Automaniaku” w TVN Turbo. Na pewno można tam trafić na więcej przykładów jego poczucia humoru. Przyznał, że pracuje nad nowym potomkiem. Trzymam kciuki. Im więcej dzieci – tym lepiej.
Porozmawiałem przez chwilę z Piotrem, który wcześniej w Brown-Formanie zajmował się Jackiem, teraz awansował i ma stanowisko z nazwą, której nie jestem w stanie wymówić. Piotr jeździ na motorze. I opowiada o tym tak, że sam człowiek sam by chciał gdzieś na motorze pojechać.

Jeździ na porządnym motorze, a na imperezie prezentowane były harleye. Rozmawialiśmy ze dwa lata temu z Tomaszem Kaczmarkiem. Bardziej znanym jako Agent Tomek. Rozmawialiśmy o samochodach, których używał udając innych ludzi. Przy okazji powiedział pewną mądrość o harleyu. Otóż jest to idealny motor dla przykrywkowca. Jeżdzi powoli, robi dużo hałasu. I do tego nikt nie traktuje człowieka na harleyu poważnie.

Zrobiliśmy sobie zdjęcie na harleyu z kolegami Kaplą i Fiedlerem. Zrobiłem sobie potem sam – tyłem, ale nie wyszło zbyt korzystnie.

Na imprezie było kilku dziennikarzy motoryzacyjnych. Niektórzy – samochodami. Wychodząc zostawiali mi swoje talony do baru.

Przyszedł redaktor Modelski. Spotkania z redaktorem Modelskim zawsze są interesujące.
Redaktor Modelski uważa, że Esquire będzie ograniczonym sukcesem. Ale zasugerował, żeby się tam nie pchać. Inaczej niż pani dyrektor Wdowiak, która będzie się tam zajmować reklamą. Powiedziała, żebym do Filipa wysyłał CV. Odpowiedziałem, że nic ciekawego w moim CV nie ma. Jak mnie ktoś będzie chciał znaleźć, to mnie znajdzie.

Chyba nie mogę pracować w tym magazynie, bo gdybym pracował, to bym nie mógł narzekać, że jest słaby. A tak, to przynajmniej jeden negatyw co jakiś czas z głowy.

Uwielbiam Jacka Danielsa. Mogę go strasznie dużo wypić, czego nie można powiedzieć o szkockich single maltach, które uwielbiam z innych powodów.

Imprezy Brown-Formana mają wiele plusów. I wychodzę z nich zawsze w bardzo dobrym humorze.

Ale zanim wyszedłem, posiedziałem przez chwilę przy stole z dwiema gwiazdami czeskiego rocka. Chciałem się przysiąść do malemenowego stolika, ale jakoś nie było chemii. Teraz myślę, że gdybym zostawił im talony do baru, to by pewnie było jakoś milej. Nie zostawiłem, czyli nie jestem fajnym kolegą. I to nie jest dobra informacja.


Wracając wpadłem do Krakena, żeby odebrać paczkę z dyskiem, którą zostawił tam dla mnie kurier. Przy okazji oddałem kasę, którą winien byłem koledze ochroniarzowi za rewolwer. Wojna idzie, więc lepiej pewne rzeczy uporządkować. Niespłacony rewolwer może krzywo strzelać.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza