czwartek, 25 grudnia 2014

25 grudnia 2014


1. Nazwisko Niewiadomski będzie się mi teraz wyłącznie dobrze kojarzyć. Panowie kopacze z firmy Niewiadomski posprzątali po sobie. 
Do tego wywieźli tzw. górkę. 
Obsypane ziemią zwałowisko gruzu w środku parku. 
W założeniu miało być to miejsce do zjeżdżania na sankach dla dzieci. Jednej zimy nawet jeździliśmy. Ale nie tyle na sankach, co na niczym.
Dzieci są zdążyły urosnąć. Górka nie tyle urosła, co zrobiła się bardziej rozległa.
A teraz jej nie ma.
Za to jest miejsce, na które będę mógł wjechać kosiarką.
Łażąc po parku zabłociłem buty. I to jest zła informacja, bo zamiast w gumofilcach chodziłem w tzw. porządnych butach.

2. Pojechaliśmy do Świebodzina. Najpierw na targ. Było chwilę po dwunastej, wszystko powoli zamierało. Za sklepem ogrodniczym zobaczyliśmy kilka choinek. Panie nie chciały nam ich sprzedać, bo już zrobiły raport kasowy. Udało nam się je przekonać, że przeżyjemy bez paragonu. Kiedy się okazało, że chcemy kupić najbrzydszą dostaliśmy jeszcze zniżkę.
Wczoraj do Trójki zadzwonił słuchacz i opowiedział, że kiedyś poszedł z synem kupić choinkę. Syn wybrał najbrzydszą tłumacząc, że takie też muszą znaleźć swój dom. Od tego czasu wybierają te brzydkie.
Wyszło na to, że my w tym roku mamy podobnie. Dwie, kupione w Lidlu wyglądają jak Flip i Flap. Ta kupiona z targu przypomina żyrafę. Jest jeszcze jedna, którą kupiłem pod Makro. Ta wygląda nieźle, choć bardziej niż choinką jest wyrośniętą sadzonką.

Z targu pojechaliśmy do Mrówki. Po węgiel w workach. Z Mrówki do Lidla. W Lidlu można kupić Glenlivet. Dwunastkę. Za rozsądne pieniądze. Z Lidla pojechaliśmy do Tesco. W Tesco zewsząd łypał na nas Bobek Makłowicz. Na pół godziny przed zamknięciem sklepu przy w kolejkach do kas było sporo panów, którzy w koszykach mieli 0,7 i dwulitrową colę. W saloniku prasowym promowali regionalny tabloid. „Nie żyje, bo uspokajał sąsiada” brzmi trochę jak „nie śpi, bo trzyma kredens”. Kupiliśmy „Vivę”. Pani chciała zaproponowała nam „gazetę »Twój Styl«”, ale się nie zdecydowaliśmy.

Podjechaliśmy do stolarza. Rzemieślnik starej daty powinien w wigilię pić w warsztacie. My odebralibyśmy thoneta. Stolarz najwyraźniej strarej daty nie jest. I to jest zła informacją, bo nie wiem, kiedy odbierzemy fotel.

Wracając wpadliśmy do domu, który wynajął sąsiad Tomek. Wyprowadził się jakiś czas temu od teściów. Nie będę się zagłębiał w powodach, bo znam tylko wersję jednej strony. W każdym razie od połowy stycznia będzie z rodziną mieszkał w Ołoboku. Do czasu, aż wybudują dom.

Poszedłem do Tomkowego ojca po jajka. Zastałem go na dachu stodoły. Zszedł. Poczęstował mnie własnej roboty destylatem. Bardzo dobrym. Używa węglowych filtrów do wody. Też będę musiał tego spróbować.

3. Zepsuł się pilot do telewizora. To bardzo komplikuje życie.  

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza