poniedziałek, 17 sierpnia 2015

16 sierpnia 2015



1. 15 sierpnia. Wstałem rano. Pojechałem do Belwederu. Pierwszy raz byłem w środku. Pierwszy raz na pod płotem byłem dwadzieścia parę lat temu, kiedy fotografowałem palenie kukły Bolka.
Belweder jest w porządku. Nie ma zadęcia Pałacu. Jest polsko-dworkowy. Ważne by zapomnieć o dziedzińcu, który jest zbyt duży. I to jest zła informacja.

2. Defilada robiła wrażenie. Zdjęcia psuł jakiś obwieś, który pomagał operatorowi steadicama. Niekompletnie ubrany. Ciągle w kadrze.
Ciekawe, czy jego szef zdaje sobie z tego sprawę. Pewnie nie. I to jest zła informacja.

3. Postanowiłem pojechać na wieś. Ze strony PKP wynikało, że do Świebodzina nie ma już połączenia. Sprawdziłem pociągi do Berlina (myślałem, że wysiądę gdzieś w okolicy) – okazało się, że jest. I staje w Świebodzinie. Na wszelki wypadek zadzwoniłem na infolinię. Pan najpierw powiedział, że pociągu nie ma. Później, że jest. Ale nie ma miejsc. I, że się nie da kupić biletów u konduktora. Jak się wsiądzie bez biletu – płaci się 600 zł kary.
Poszedłem na Centralny. Próbowałem kupić bilet w kasie. Najpierw usłyszałem, że pociągu nie ma. Później, że jest. Ale, że nie można kupić biletu do stacji w Polsce. Chciałem więc kupić do Frankfurtu. No i się nie udało. Usłyszałem, że pociąg w Świebodzinie nie staje. Pan sprzedał mi bilet do Poznania na inny pociąg i kazał biec na peron. Na peronie się okazało, że pociąg odjechał jeszcze nim ten bilet kupiłem. Trafiłem do punktu obsługi podróżnych. Tam usłyszałem, że biletu się kupić w kasie nie da, ale da się kupić u konduktora. Jeżeli są miejsca. No i żebym poszedł do kasy, w której kupiłem bilet do Poznania i zażądał zwrotu pieniędzy. Bo gdzie indziej nie mogę biletu zwrócić, bo napisane na nim było, że płatność kartą, a zapłaciłem gotówką, więc nie mam kwitu z terminala, a bez tego nie da się zrobić zwrotu. Poszedłem, zwróciłem. Usłyszałem raz jeszcze, że pociąg „Kiepura” (tak się nazywa, choć nie ma nic wspólnego z Krynicą) w Świebodzinie nie staje.

Poszwendałem się chwilę po podziemiach. Nie udało mi się nigdzie znaleźć „Plusa-Minusa”. Ani niczego, co by wyglądało na nadające się do jedzenia. Przyjechał pociąg. Zapytałem konduktora, czy sprzeda mi bilet do Świebodzina. Powiedział, że oczywiście, tylko nie może gwarantować miejsca siedzącego. Wsiadłem. Miejsce było.
Pociąg spóźnił się prawie godzinę. I to jest zła informacja.
Choć gorsze jest to, że nie udało mi się opisać całej sytuacji w sposób oddający emocje, które mną targały.

Ciekawe kto przeklął polskie koleje. I jak to przekleństwo można zdjąć.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza