poniedziałek, 4 stycznia 2016

3 stycznia 2015


1. Poranne programy publicystyczne pominę, bo nabijanie się z Daniela Passenta nie jest po gitowsku.
Przyjechali panowie po Suburbana. Wyszedłem przed dom. W szlafroku. Od razu wróciłem. Przypomniała mi się historia Borysa Wajnszelbauma. Rodzice jego, niemieccy żydzi, członkowie partii komunistycznej, wysłani zostali w prezencie Stalinowi. Hitler zapakował i wysłał. Kiedy się jeszcze lubili. Ojciec zrobił w ZSRR karierę. Choć większym sukcesem było to, że przeżył wszystkie czystki. Boria, jako syn wysoko postawionego funkcjonariusza partyjnego prowadził złote życie – nie pamiętam jak po rosyjsku nazywano bananową młodzież. Było świetnie, tylko trochę przesadzał z гашишем. Właściwie nie tyle trochę, co bardzo. Bardzo bardzo. Tak bardzo, że aż jego ojciec, wysoko postawiony funkcjonariusz partyjny postanowił zrobić z tym porządek. Użył w tym celu Armii Radzieckiej, znaczy doprowadził do wcielenia w jej szeregi Borysa. Niezbyt przytomny Boria dał się wsadzić do pociągu. Jechał, jechał, jechał, jechał. W końcu pociąg dojechał. Gdzieś na Syberii otwarto drzwi wagonu nazywanego u nas „bydlęcym”, ktoś krzyknął, żeby wysiadać. Boria wysiadł, wciągnął do płuc mroźne, świeże powietrze i obudził się po dwóch tygodniach w szpitalu. Powietrze miało temperaturę -40 stopni Celsjusza. Borys oskrzela miał poważnie nadwyrężone przez гашиш. Muszę zapytać jakiegoś doktora, czy można dostać zapalenia płuc podczas jednego wdechu.
Borys Wajnszelbaum wrócił do kraju przodków i ma w Hanowerze antykwariat. Decyzję o powrocie do Faterlandu podjął w Zgorzelcu, gdzie pił z jakimś oficerem radzieckiego lotnictwa. Głowę miał nieco mocniejszą. Kiedy lotnik padł, Borys wziął jego szynel i czapkę i przeszedł granicę z NRD. Znaczy właściwie już ze zjednoczonymi Niemcami. Nikt wtedy nie pytał pijanych radzieckich oficerów o dokumenty. Reszty historii nie chce mi się pisać. I to jest zła informacja, bo właściwie jest ona interesująca.

2. Panowie przywiązali Suburbana do volkswagena Transportera i pojechali do Boryszyna. Suburban stał już tam przez parę miesięcy ze dwa lata temu, kiedy wyprowadziła się skrzynia rozdzielcza. Ale to zupełnie inna historia.
Skoro się już ubrałem we wszystko, co było pod ręką dokończyłem porządkowanie garażu. [porządkowanie w znaczeniu robienie miejsca na samochód].
Później wjechałem do środka 750. Jakim geniuszem musiał być budowniczy, skoro tak zaprojektował chlewik, by siedemdziesiąt lat później można było z niego zrobić garaż, do którego na styk wchodzi wyprodukowane 15 lat później auto.
Złą informacją jest, że nie mam w garażu prądu. Akumulator będę ładował z użyciem serii przedłużaczy.

3. Mieliśmy jechać po południu. Zasadniczo się udało. Wyjechaliśmy koło 21. Po drodze musiałem dwa razy wysiadać z samochodu. I to było trudne. A wydawało mi się, że lubię zimę.

W Warszawie się okazało, że termostat w kaloryferze w sypialni nie działa. Znaczy – robi tak, że zawór nie puszcza. I to jest zła informacja, bo jeszcze nie wiem, jak go naprawić.  

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza