niedziela, 29 lipca 2018

28 lipca 2018


Z życia urlopowanego urzędnika centralnej administracji.

1. Przyjechał pan z Orange pomierzyć światłowód. Wyszło mu, że nie działa. Właściwie nic dziwnego, gdyż organoleptycznie można było osiągnąć podobny wniosek bez użycia specjalnego sprzętu. W każdym razie światłowód naprawić może jedynie podwykonawca. Oznacza to tyle, że będzie działać najwcześniej w poniedziałek. A to jest zła informacja.

2. Zmarła Kora. I to jest generalnie zła informacja. Z rzeczoną kojarzy mi się kilka sytuacji. Po pierwsze, że byłem na koncercie Maanamu w 1979 roku. W Myślenicach. Na Zarabiu. A może to było w 1980? Choć to mało prawdopodobne, bo w 80. w Myślenicach byłem w trakcie moskiewskiej Olimpiady, czyli po Opolu. A po Opolu Maanam raczej by na niebiletowanym koncercie w amfiteatrze pod Krakowem raczej nie występował.
Druga sytuacja działa się w mrokach stanu wojennego. Jak powszechnie wiadomo ojciec mój był trenerem sekcji siatkówki Gwardyjskiego Towarzystwa Sportowego „Wisła”. Kora jakoś do niego dotarła. Ojciec twierdzi, że jeden z synów Kory chodził ze mną, bądź z bratem moim do klasy. Ja na ten temat mam inne zdanie. W każdym razie Kora dotarła do niego z pomysłem koncertu. Za ówczesnej komuny organizacją koncertów zajmowała się jakaś państwowa agencja. Chodzi mi po głowie nazwa „Pagart”, ale nie pamiętam, czy aby „Pagart” nie zajmował się wyłącznie koncertami zagranicznymi. No i zasada była taka, że agencja sprzedawała bilety, a artysta dostawał pieniądze zgodnie z rozdzielnikiem. Artysta klasy A – 48,75, artysta kasy C – 32,50. Niezależnie od liczby sprzedanych biletów. Strasznie niesprawiedliwie. Kora przyszła z pomysłem, że jeżeli współorganizatorem koncertu będzie milicyjny klub, to państwowa agencja się nie będzie czepiać, więc klub z Maanamem się uczciwie podzieli kasą. I Maanam zarobi uczciwe pieniądze. Pomysł nie wypalił, choć mój ojciec bardzo się starał pomóc. Wyszedłem w ten sposób na głupka, bo wcześniej zdążyłem obiecać kolegom z klasy darmowe bilety,
No i na koniec nagle się okazało, że pracuję w redakcji „Malemena” z matką wnuka Kory.

3. Karol, syn sąsiada Tomka obchodził urodziny. Wielce interesująca, wielopokoleniowa impreza. W ramach około imprezowych spacerów trafiłem po wielu latach trafiłem na przystanek autobusowy, stojący dwa metry od naszego ogrodzenia. Na ścianach ktoś czarnym pisakiem wypisał wiele głębokich myśli typu: „Pamiętaj. Mimo iż jesteśmy od siebie daleko to śpimy pod jednym niebem”. Przeszło mi przez myśl, że to kolega Kapla. Wychodził co rano niby biegać, a tak naprawdę pokrywał przystanek sentencjami. Ale to jednak nie był jego charakter pisma.
Wieczorem przyjechała służba drogowa, by zmienić organizację ruchu. Od teraz pierwszeństwo ma droga z Ołoboku. Logicznie. Zanim świadomość zmiany dotrze do wszystkich będzie kilka wypadków. I to jest zła informacja.


Imprezę urodzinową zakończyła burza, która szła znad Odry. Szła, ale w ostaniej chwili nas ominęła. Więc przestawianie samochodów nie miało sensu.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza