wtorek, 19 maja 2020

18 maja 2020



1. 7:30. Da się wytrzymać.
Borys Budka u Mazurka, w związku z setną rocznicą urodzin Ojca Świętego wspominał jego wadowickie kazanie o kremówkach. Od dobrych piętnastu minut próbuję to jakoś błyskotliwie skomentować, ale chyba nic z tego nie będzie. I to jest zła informacja.

2. Ruszyłem do Warszawy, co samo z siebie jest złą informacją. Jechałem przez Sulechów, Kargową, Kopanicę – czyli od południa. Droga niby ładna, ale jedzie się powoli. Za Wolsztynem zboczyłem do wulkanizatora. Wyważyć koła. Przejeździły sezon, przeleżały zimę, no i miałem wrażenie, że przy prędkości między 80 a 100 trochę wibrują. Do tego wulkanizator miał maszynkę do serwisowania klimatyzacji. No i jeszcze od paru miesięcy woziłem w bagażniku komplet czujników ciśnienia, które wożone w bagażniku nie działały tak, jak by działały zamontowane w kołach.
Człowiek nazywany przez pracowników młodym szefem (w odróżnieniu od szefa, który był najwyraźniej młodego szefa ojcem) najpierw dwoma urządzeniami sprawdził czujniki i stwierdził, że się do niczego nie nadają, co jest złą informacją, bo na Allegro wydałem na nie trzy stówy. Młody szef wyjaśnił mi, jak takie czujniki działają – jest w nich bateria, która po paru latach zdycha i nie da jej się wymienić, więc kupowanie używanych wiąże się z ryzykiem. No i, że nowe kosztują 150 za sztukę. Więc gdybym nie kombinował, miałbym już dwa. Ale nic by mi to nie dało, bo trzeba cztery. Albo pięć. Bo rezerwa też powinna mieć. Później wyważono mi koła. No i niestety okazało się, że nie przypadkiem nie miały napisane na bokach Continental (miały być continentalami, tylko tańszymi bo sprzedawanymi pod inną nazwą). Pan wyważacz powiedział zmartwiony, że mają bicie i nic więcej z tym nie zrobi. Że będzie lepiej, ale lepiej będzie kupować porządne opony.
Później inny pan miał się zająć klimatyzacją. Zdziwił się, że poprzedni raz serwisowałem ją rok temu, bo klienci zwykle przyjeżdżają kiedy przestaje działać. Czyli więcej niż po roku. Niestety się okazało, że nie ma odpowiedniej przejściówki.
I że porozmawia z młodym szefem, żeby taką przejściówkę zamówił. Kiedy będę przejeżdżał następnym razem – wpadnę sprawdzić. Generalnie w zakładzie było miło, czysto i profesjonalnie. Słowem – Wielkopolska.
Dojechałem do S5 z S5 skręciłem na 92 i przez Wrześnię, Słupcę i Władysławów wjechałem na A2. W Słupcy zatankowałem gaz i umyłem auto. Kiedy wyjeżdżałem z myjni zaczęło padać. I dobrze, bo myjnia niespecjalnie samochód domyła.

3. W Warszawie padało bardziej. Obowiązki zawodowe wyciągnęły mnie na Wał Miedzeszyński. Wracałem tym Wałem do domu. Zmęczony właściwie bardzo. Nagle przed nosem ktoś mi zmienił światło z zielonego na czerwone. Chwilę zajęło, nim do mnie dotarł sens tej zmiany. W końcu ostro zahamowałem. Zmieściłem się jakoś tak, jak miałem się zmieścić. Światło zmieniło się na zielone. Ruszając rzuciłem okiem w lusterko i zobaczyłem saaba, który – nie żeby stał w poprzek ulicy, ale pod kontem circa 45 stopni. Albo miał gorsze hamulce, albo zagapił się jeszcze bardziej niż ja.

Zanim dojechałem do domu, stanąłem pod Krakenem, żeby zobaczyć, jak wygląda w wersji poluzowano-pandemicznej. Było sporo gości. Większość rozkosznie pijana. Częściowo alkoholem, częściowo radością, że znowu będą mogli spędzać wieczory w tym samym miejscu, co zwykle przed pandemią.

Netflix udostępnił kolejny sezon „South Parku”. Kiedy skończyłem pisać zrobiło się tak późno, że nie udało mi się obejrzeć nawet jednego odcinka. I to jest zła informacja, bo „South Park” pełni ważną rolę w moim życiu.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza