wtorek, 27 stycznia 2026

26 stycznia 2026


1. No i było tak, jak zapowiadało RCB. Padał deszcz i był mróz. Rano wszystkie gałęzie były w lodowych ubrankach. Później padał deszcz, ale nie było mrozu. Lód więc znikał. Było jednak niemożebnie ślisko. Ani pies, ani koty nie pchały się jakoś specjalnie na zewnątrz.

2. Ruszyliśmy z pieskiem do Krakowa. Najpierw było słabo, bo mgła. Za Zieloną Górą mgłę rozwiało, choć raczej się chyba mówi, że opadła. Nieszczęsny odcinek z Legnicy do Wrocławia przeszedł bez problemów. Swoją drogą, jak Niemcy mogli zbudować autostradę bez poboczy? Tacy niby są technicznie inteligentni. Jadący w przeciwną stronę mieli gorzej. Ktoś na kogoś wpadł i korek miał ze dwadzieścia kilometrów.
Mgła zaatakowała za Katowicami. Radykalnie zaatakowała. Przez chwilę było widać na jakieś dziesięć metrów. Ataki powtarzała kilkakrotnie. W okolicy Balic, przez chwilę naprawdę nic nie było widać.
Stanąłem przy Lidlu w Chełmie (chyba tak się to miejsce nazywa), by kupić piwo. Pan w Lidlu postanowił zażartować, że bez okazania dowodu nie odblokuje kasy. Nie wymyśliłem żadnej ciętej riposty. I to jest zła informacja.

3. Zapomniałem, że mgła może mieć zapach. Choć w tym przypadku słowo zapach nie oddaje zasadniczo sensu. Chodzi o to, że mgła w Krakowie śmierdzi w nieokreślony sposób. No i nie jest to zdecydowanie smród pochodzenia motoryzacyjnego.


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz