1. Wizyta w Gminie nie była wcale taka dotkliwa. Śmietnik jedyne: 120 złotych. Mógłbym takie palić częściej niż raz na pięćdziesiąt trzy lata.
W budynku czuć napięcie związane z nadchodzącym systemem do faktur. Tym rządowym, co to ma nie działać.
Zawsze mi się ten pomysł podobał. W znaczeniu: podoba mi się, że Państwo pracuje nad tym, żeby uniemożliwić kręcenie wałków. Nawet takich drobnych. Niestety, patrząc na ministra finansów i jego sukcesy, obawiam się, że system się, excusez le mot, wypierdoli, po czym jego wprowadzenie zostanie przesunięte ad calendas Graecas.
2. Cała chyba Koalicja wrzuca posty, w których wyraża pretensje do prezydenta Nawrockiego, że nie dowiózł Mercosur. Nie jest to jakoś specjalnie mądre. Polityka europejska nie jest polityką zagraniczną i – jak postanowił dawno temu TK – jest w gestii premiera. Więc jeżeli posłowie Koalicji opowiadają, że coś nie zostało dowiezione – realnie oskarżają szefa rządu.
Inna sprawa, że koledzy z Pałacu mogli wcześniej w sprawie Mercosur komunikować używając nieco innej formy.
Kupiłem żeliwne drzwiczki do pieca. Będę je wmurowywał w wyczystkę, którą z kolei odkułem parę dni temu. Komin, jak na dwadzieścia lat używania – całkiem czysty.
Wyczystka poniemiecka, więc standardowe drzwiczki wyczystkowe nie pasują. Pan w budowlanej hurtowni powiedział, że szamotowa zaprawa jakoś te drzwi zwiąże. Nie wiem, ale się przekonam.
Od dwóch dni nawiedzam wulkanizatora i ciągle się okazuje, że jest zajęty. Ludzie są na etapie wymiany opon wielosezonowych na zimowe. Ja sobie moje wielosezonowe na rynek australijski chwalę. Choć jeżdżę z prędkością załadowanej furmanki. Ale czy ja się muszę gdzieś spieszyć?
3. Tym razem obejrzeliśmy film niemiecki. Wojenny. „Czołg”, w oryginale „Der Tiger”. Kinematografii niemieckiej należy unikać z tych samych powodów, co kinematografii polskiej.
Nie bardzo wiedziałem, o czym ten film jest. Wyglądał na hołd składany niemieckiemu przemysłowi wojennemu. Pociski z T-34 odbijają się od Tygrysa, jak groch od ściany, zaś te z Tygrysa, wręcz przeciwnie. W środku czołgu pełno miejsca, nie tak jak w Rudym 102. No i najważniejsza ciekawostka. Nie wiedziałem, że Tygrys był na początku przystosowany do przekraczania przeszkód wodnych po dnie. Myślałem, że to późniejszy pomysł radzieckich inżynierów.
Mieliśmy potem dobrych czołgistów z Wehrmachtu i złe SS. Dobry czołgista z Wehrmachtu uronił nawet łzę, gdy złe SS paliło mieszkańców ukraińskiej wsi w cerkwi.
Na koniec się okazało, że dobrzy czołgiści są jednak źli i spotka ich za to kara.
Nie było za to mordujących żydów polskich partyzantów. Może dlatego, że wszystko dzieje się nad szeroko rozumianym Dnieprem.
Jutro, do śniadania, będziemy oglądać film o Wilhelmie Tellu. Może będzie lepszy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz