1. Zembaczyński u Prusinowskiego w Zero. Dotarło do mnie, skąd znam ten sposób mówienia. To profesor Niesiołowski, tylko głośniej. I szybciej.
Zapraszanie Zembaczyńskiego nie ma sensu, gdyż jego występy nie mają nic wspólnego z rozmową. Jednak najprawdopodobniej Zembaczyński będzie paradoksalnie częstym gościem Zero, bo nikt normalny z Platformy raczej się tam pchać nie będzie.
Coraz częściej nachodzi mnie smutna konstatacja, że Sejm, w którym zasiada Zembaczyński, zasługuje na Jaszczura i Ludwiczka.
Na portalu Zero wywiad z minister kultury, której nazwiska jeszcze nie zdążyłem sobie przyswoić. Dobry wywiad. Co to za czasy, że do tego by wywiad móc nazwać dobrym, wystarczy by zadano kilka oczywistych wydawać by się mogło pytań.
2. Pojechaliśmy do Ołoboku, by przespacerować się promenadą wzdłuż kanału. A później brzegiem jeziora. Zamarznięty Niesłysz o zmierzchu wyglądał zjawiskowo. Raz na jakieś trzy lata ktoś wjeżdża na jezioro autem, lód pod autem pęka i pojawiają się na ten temat materiały w mediach.
Im bardziej myślę, że w życiu bym czegoś takiego nie zrobił, rośnie we mnie obawa, iż bym jednak mógł to zrobić.
W Biedronce trzy wina w cenie dwóch plus złotówka. To zachęca do wybierania tych droższych. Stanąłem na nie do końca parkingu. Nie było tak do końca odśnieżone. Kiedy pchałem w stronę samochodu wózek, flaszki przesunęły się na jedną stronę. Wózek stracił równowagę i mało brakowało, a bym się z nim – excusez le mot – wypierdolił. Mówią, że in vino veritas. Nie mówią tylko w jakim stężeniu. W tych kilkunastu litrach trochę prawdy na pewno by było. Szkoda by miała wsiąknąć w ziemię. Prawda dziś towarem jest deficytowym.
3. Przyszedł drugi numer „GQ”. Pierwsze wrażenie, bardziej uporządkowany niż pierwszy. Niestety zacząłem czytać wywiad z Aleksandrem Kwaśniewskim. Zacytuję pytania:
Panie prezydencie, jaki był najważniejszy dzień w pana życiu?
Czyli z perspektywy czasu ocenia pan, że to rodzina jest najważniejsza?
Czterdzieści sześć lat małżeństwa oznacza, że za cztery lata prezydent Nawrocki pogratuluje wam złotych godów.
Jako młody mężczyzna nie miał pan zbyt wiele czasu dla rodziny.
Zyskał pan opinię polityka koncyliacyjnego, a małżeństwo to sztuka kompromisu. W życiu prywatnym kierował się pan tymi samymi zasadami co w polityce?
Brakuje tej mądrości dzisiaj w Polsce?
Uczestniczył pan w obradach okrągłego stołu, który jest symbolem dialogu i kompromisu. Dziś moje pokolenie żyje w świecie, gdzie kompromis to oznaka słabości. Czy taką Polskę chciał nam pan zostawić?
Co pan jako były minister ds. młodzieży doradziłby politykom?
Demografię mamy taką, że większość wyborców to ludzie po pięćdziesiątce. Czy politykom opłaca się zainteresowanie młodzieżą?
Dalej mi się nie chce. Dobra, trzy finałowe:
Czy istnieje jeszcze szansa na prezydenta wszystkich Polaków?
Skoro nie ma ucieczki przed polaryzacją, czy mamy obawiać się przemocy?
I jeszcze pytanie, czy moje pokolenie będzie musiało stanąć do walki z bronią w ręku?
Autor wywiadu, Oliwier Starczewski, ma osiemnaście lat. Redaktorzy zdecydowanie więcej.
Ale i tak trzymam kciuki za projekt „GQ”.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz