1. Dodzwoniłem się do mechanika. Po tygodniu. Co jest jednak wielkim sukcesem. Jechał po gwintownik. Została mu do przykręcenia ostatnia śruba. Powiedział, że nienawidzi Suburbana. Odpowiedziałem, że to się dobrze składa, bo najchętniej bym pojazd od niego zabrał.
2. Pojechaliśmy z pieskiem i Poetą Filasem do Zielonej Góry. Po drodze najpierw przespacerowaliśmy pieska przez kawałek lasu, w którym jeszcze nie byłem. Była tam za to całkiem poważnie wyglądająca górka. Bliżej nas jest jednak równiej.
Poeta Filas chciał zobaczyć Cibórz, gdyż kiedyś widział szpital w Kobierzynie. Nie są podobne. Szpital w Kobierzynie od początku miał być szpitalem psychiatrycznym. Cibórz to jednak w założeniu jednostka wojskowa.
W Sulechowie, na początku obwodnicy był dziwny wypadek. Nie dało się jechać skrótem obok niegdysiejszego hotelu. Jakieś auto wyleciało z drogi. Dziwniejsze były dwie stojące na poboczu szambiarki.
W Zielonej kolega Olszański pomstował na upadek miasta, gdyż zamknięto mu knajpę i nie ma się gdzie podziać. Piesek na deptaku wzbudzał zainteresowanie mieszczan i ich latorośli.
Mamo, ten piesek jest większy ode mnie.
Przepraszam, co to za rasa?
O, ale duży pies.
Poza tym było zimno i nieprzyjemnie.
Usłyszałem, że prezydent miasta chce zwiększyć liczbę mieszkańców o osiemdziesiąt tysięcy. Nie wiadomo tylko, w jaki sposób.
Krakowski Miszalski nie jest najwyraźniej jakimś ewenementem. Platforma nie ma szczęścia do nowo wybranych prezydentów miast.
Kupiłem w Makro dużo wody mineralnej. Bez kaucji.
Przyszły płyty, które Poeta Filas znalazł w swoim rodzinnym domu. Pozostałość po lokatorze, który zajmował dom przed 1945 rokiem. InPost, niby wart miliardy euro, jednak kilka płyt uszkodził. Płyty są z szelaku, na 78 obrotów. Gramofon kręci się z taką prędkością, jednak igła na 78 nie jest taka, jak trzeba. Cośtam jednak udało się wysłuchać.
3. – To jest jeszcze gorsze niż tamten film – Poeta Filas skomentował tłumaczenia Stanowskiego na temat materiału Wiernikowskiej z Kaliningradu. To było chyba po tym, jak Stanowski przywołał „Norymbergę”. (Nikt nie miał pretensji do psychiatry, że się zaprzyjaźnił ze strasznym zbrodniarzem).
Cóż, „Kanał Zero” to najważniejsze, co się wydarzyło w polskich mediach od lat. Stworzył to Stanowski. Może więc robić tam, co chce. Również rzeczy niemądre.
Problem polega na tym, że dyskusja o nieszczęsnym materiale jest jeszcze głupsza, a to Stanowskiego utwierdza w przekonaniu, że ma rację.
To nie jest kraj dla starych ludzi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz