piątek, 6 marca 2015

6 marca 2015




1. No więc tak. Nadmiar wrażeń z poprzedniego wieczoru doprowadził do tego, że zbyt wcześnie wstałem. Nie udało mi się doprowadzić do tego, żeby w telefonie słuchać prof. Nałęcza u Konrada Piaseckiego. I to była zła informacja, bo ktoś nazwał profesora socjalnindżą.
Wysłuchałem rozmowy później. Ale to już nie było to.
Swoją drogą, kiedyś wybierało się nie iPhone, bo androidowe telefony miały radio FM. Dziś nie mają. Znaczy: nie wszystkie mają. Na przykład Samsung A5 ma. S5 nie ma. Ciekawe, czy inne telefony Samsung też będzie nazywał jak Audi modele swoich samochodów. Jeżeli tak, to zamawiam R8.

2. Pojechałem do BMW po mini. Było jak zwykle bardzo przyjemnie. Zwłaszcza, że przez chwilę w holu mogłem sobie popatrzyć ma moje ulubione zdjęcie 6 GranCoupe.
MINI pięciodrzwiowe. Cooper SD. Czyli mocny diesel. Mini jest ok. Kiedy rozmawialiśmy z Kamilem zadzwonił mechanik Jacek i powiedział, że amortyzatory, które przywiozłem do Suburbana mają pewną drobną wadę – nie są przednie. Znaczy są przednie, ale są do tyłu. I to jest zła informacja. Kamil, który słyszał rozmowę, przez chwilę się zastanawiał jak mogłem nie rozpoznać tego faktu. Tylko przez chwilę, gdyż jest miłym człowiekiem.
Z BMW przez Lidl przy Grójeckiej pojechałem do mechanika Jacka, żeby zobaczyć Suburbana na warsztacie. Suburban ma jedną zaletę, na którą nie zwróciłem wcześniej uwagi. Można naprawiać mu zawieszenie bez użycia kanału. Po zdjęciu kół wszystko jest na wierzchu. Mechanik Jacek narzekał na to, że listy, które dostaje to prawie wyłącznie rachunki. Takie czasy.
Uczeń mechanika Jacka walił młotkiem w wahacz Suburbana. Sworzeń, który miał być przykręcany okazał się nitowany. Młotek sprawiał wrażenie nieodpowiedniego kalibru.
Jednak amerykański SUV to nie to samo, co japońskie coupe.
Z Japan Sport Service obwodnicą pojechałem do Muzeum Powstania Warszawskiego. Po drodze wpadłem towarzysko do gazownika na Powązkowską. Na razie nie gazuje diesli.
Żeby teraz wjechać do Muzeum trzeba z Prostej skręcić w Przyokopową. Na Przyokopowej ciasno. Jechałem za autobusem z Radomia, który co jakiś czas stawał. Kiedy stał przez czas jakiś, gość za mną zaczynał trąbić. Później wysiadał z auta szedł wywierać presję na kierowcy autobusu. Ten ruszał. Stawał i – опять – kierowca z tyłu zaczynał trąbić. W końcu się dotoczyliśmy pod muzeum. Wtedy stanął na dobre i wysadził wycieczkę młodzieży gimnazjalnej. Gdybym nie siedział w mini i się nie fascynował zmieniającymi się kolorkami wokół wyświetlacza, to by mnie szlag trafił. Młodzież w końcu wysiadła i zaczęła jeść suchy prowiant. Autobus odjechał. Ja nie bez radości przebiłem się mini przez sam środek grupki.

3. U dyrektora Ołdakowskiego było jak zwykle inteligencko. Jego habilitowany zastępca użył słowa „topos”. Ostatni raz słyszałem to słowo z ćwierć wieku temu. Wtedy na pewno nie było to w kontekście internetowego hejtu na prezydenta Komorowskiego. Dr Gawin powiedział mniej-więcej: że otoczenie doprowadzono do tego, że powstał topos Bronka. Znaczy, że archetyp obciachowego dziada skonkretyzował się w postaci inkumbenta.
Ja tego – jak widać – za bardzo nawet nie potrafię powtórzyć. Tak się jakoś potoczyło moje życie, że jedyny doktorat na jaki mam szansę, to honoris causa.
No dobra. Wicedyrektor Habilitowany nie użył słowa „inkumbent” zastanawiał się za to czy Twitter rozumie słowo „topos”.
Poszliśmy z dyrektorem Ołdakowskim zjeść do fudtraka. Food truck ma polską nazwę – barowóz. Ale chyba jest podobnie popularna, jak słowo „topos”.

Dyrektor docenił mini. Autocenzura nie pozwala mi napisać w tym miejscu dowcipu, który na prędce wymyśliłem. I to jest zła informacja. 

1 komentarz:

  1. Czytam z zainteresowaniem również z tego powodu, że samochody budzą moje zainteresowanie jak kostki brukowe. Mam niby prawo jazdy, ale nie powożę, ponieważ nie lubię. I tak czytam, czytam i z podziwu wyjść nie mogę nad pana uwielbieniem dla aut. Człowiek jest zadziwiany całe życie.

    "...mogłem sobie popatrzyć ma moje ulubione zdjęcie 6 GranCoupe" - bardzo mnie ubawiło.

    OdpowiedzUsuń