wtorek, 11 listopada 2014

11 listopada 2014


1. Paulina Chorążewska dostała list od prezydenta Obamy. Pochwaliła się tym na fejsie. Właściwie nic dziwnego, że dostała, bo robi dla Stanów Zjednoczonych kawał naprawdę dobrej roboty. Gdybym był EmeSZetem, to bym natychmiast próbował podkupić Paulinę Departamentowi Stanu.
Nie jestem. Choć właściwie byłbym idealnym kandydatem – języków nie znam, polityka zagraniczna mnie nie interesuje, lubię wypić i zjeść za cudze. Ale nie to jest złą informacją.
Prezydent Obama nie miał problemu w przestawieniu klawiatury w komputerze i poprawnie zapisał „ą” i „ż” w nazwisku Pauliny.
Gdyby ten list pisał minister Boni, z polskimi znakami mógłby być problem. No i złą informacją jest, że zajmuje się on Bóg jeden wie jak ważnymi sprawami w tej Brukseli. I pewnie o tych sprawach też ma podobnie ograniczone pojęcie jak o obsłudze iPada.

2. Pojechaliśmy do Gminy by profilaktycznie poskarżyć się na panów kopaczy, którzy znikli zostawiając syf. Gmina nie przedłużyła sobie weekendu. Czuć wyborczy tydzień.
Kiedy parkowałem samochód w okno zastukał mi pan i wręczył gazetę wyborczą PiS-u i własną ulotkę. Startuje do rady świebodzińskiego powiatu. Gazeta wyborcza PiS-u okazała się dużo lepsza niż myślałem.
Mój ulubiony pan od inwestycji, budownictwa i innych spraw uświadomił nam dwie sprawy. Informacja była zła i dobra. Pierwsza – zła, że wbrew temu, co mówili panowie kopacze nie kończą wcale wiosną. Więc obietnica ich, że wszystko, czego nie zdążą teraz, zrobią później zasadniczo była pobożnym życzeniem. Druga – dobra: wykonawca dostanie pieniądze dopiero, kiedy przedstawi oświadczenia wszystkich właścicieli posesji o tym, że usunął wszelkie szkody, które powstały podczas budowy.
Więc mamy ich w garści, bo tak naprawdę oni sami nie wiedzą co zepsuli.
Pieniądze, które od tego zależą to czterdzieści procent wartości inwestycji.
A tak naprawdę złą informacją jest to jak wielką satysfakcję czuję myśląc jak będę mówił – o, tu krawężnik się ukruszył. Bo tak naprawdę nie będę tego mówił.

3. Przed budynkiem Gminy wpadliśmy na pana Wójta, który walnął nam pogadankę wyborczą. Zaczął od pochwalenia skody. Później mówił jak dobrych urzędników ma Gmina. Oświadczył, że zarabia najmniej ile może. Jako, że rozpoznał we mnie PiS-owca opowiedział o dość idiotycznej historyjce, którą opowiedział w Świebodzinie na spotkaniu Jarosław Kaczyński [o okręgach jednomandatowych, że i tak partia decyduje], później ponadawał na Platformę. Ale tak naprawdę chodziło o to, że teraz, kiedy wygra (a wygra), będzie wójtem czwartą kadencję. I że to nic złego.
Argumenty, których używał były – delikatnie mówiąc – dyskusyjne. Ale i tak go jakoś lubię.
To nie jest jego wina, że ten system nie działa. Samo ograniczenie maksymalnej liczby kadencji nic nie zmieni. Przez 25 lat ludzie nie nauczyli się do czego służy lokalny samorząd. Zresztą w znakomitej części służy do niczego. I to jest zła informacja.
Przydałaby się nowa konstytucja.

Wieczorem przypadkiem trafiliśmy na rozmowę prezydenta Komorowskiego z redaktorem Lisem. Na fragment o ograniczaniu liczby kadencji. Bóg mi świadkiem, że nie wiem, co pan prezydent mówił na ten temat. Redaktor Lis ciągle mu przerywał. Ale to nie ważne.
Bożena zauważyła, że Bronisław Komorowski to groźny polityk. Nie wolno go nie doceniać.

Męskie Blogerki Modowe zauważyły, że na spotkanie z redaktorem Lisem prezydent Komorowski nie założył obrączki. Wybrał sygnet.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza