poniedziałek, 27 lipca 2015

26 lipca 2015


1. Wstałem za późno, ale w parę minut dojechałem na Wołoską. Nie wziąłem sobie żadnej dodatkowej lektury, więc kiedy skończyłem bardzo zły kryminał, zacząłem go czytać od nowa. No i się okazało, że autor zapomniał, że nie wyjaśnił kim był człowiek, do którego strzelał milicjant. Ale może ta wiedza nikomu do niczego jednak nie jest potrzebna. Ciekawe ilu ludzi przez 44 lata od ukazania się książki zauważyła to przeoczenie. Pewnie niezbyt. I to jest zła informacja.

2. Wróciłem do domu, zjadłem śniadanie i zacząłem rozbierać BMW, wychodząc z założenia, że uda się mi coś naprawić. Było gorąco, w znienawidzonej przeze mnie „Warce” ludzi siedzieli w ogródku. Ja miałem delikatny opór przed hałasowaniem motorem. Opór mi przeszedł, kiedy sobie przypomniałem, że obsługa rzeczonej „Warki” nie próbuje nawet ogarniać gości, którzy potrafią do świtu – excusez le mot – drzeć ryja w warkowym ogródku.
Udało mi się rozebrać kawałek auta, postukać ze dwa razy w potencjometr i wszystko zaczęło działać. Złożyłem do kupy, przestało. Rozłożyłem – nie zaczęło. I to jest zła informacja.

3. Postanowiłem kupić sobie coś do picia i sprawdzić, czy auto się nie naprawi od stania. Przy okazji kupiłem „Plus Minus”, żeby przeczytać wywiad red. Mazurka z niegdysiejszym artystą estradowym, dziś działaczem (może radnym). A skoro już byłem po wschodniej stronie Marszałkowskiej, to wpadłem do Fastrer Doga, w którym miejsca nie zagrzałem, bo się szybko zamykali. Było miło. Pawełek zrobił w Berlinie zdjęcie panu na stacji. Zdjęcie wrzucił na fejsa i – nie wiedzieć czemu – choć właściwie wiedzieć – zobaczyło to zdjęcie zylion ludzi. Pawełek trochę narzekał, że nie podpisał się na zdjęciu, bo wtedy ten zylion ludzi by wiedział, że ono Pawełkowe. Następnym razem pewnie to zrobi.

Wróciłem do auta. No i się nie naprawiło. No i to jest zła informacja. Pojechałem do Makro, kupiłem pomidory i zatankowałem. Kupiłem też nowy kabelek do telewizora. Nie pomógł. Po HDMI nie przechodzi dźwięk.

Wieczorem spotkaliśmy się z dawno niewiedzianym kolegą Grzegorzem. Naświetlał kulisy kampanii wyborczej tzw. drugiej strony. Nie wiem, czy świadomie – udowodnił, że inwestowanie w celebrytów nie ma sensu. Taka sytuacja.

Miło było widzieć kolegę Grzegorza w zdrowiu, choć noga go bolała.
Spotkaliśmy też niewidzianego od chyba dekady kolegę Beniamina. Ale tylko przez chwilę. Może jeszcze będzie okazja, bo po powrocie z zagranicy postanowił zamieszkać w Warszawie.

No i z tego wszystkiego gdzieś posiałem „Plus Minus”. Nieprzeczytany. I to jest zła informacja.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza