środa, 29 kwietnia 2020

28 kwietnia 2020



1. Znowu byłem przekonany, że jest środa a nie wtorek. Mazurek vs Trzaskowski. Fragment o „Soku z buraka” nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak sama końcówka rozmowy. Nie rezygnujemy z opłat za parkowanie, bo medycy nie mieliby gdzie parkować. I ci, którzy pomagają seniorom. Obawiam się ścisku w autobusach, dlatego apeluję do rządu, żeby się zastanowił nad odmrażaniem gospodarki, żeby odmrażać w odpowiedzialny sposób. Tłok w autobusach to nie moja wina, bo wszystkie autobusy jeżdżą. Proponuję by ograniczenia były znoszone, kiedy będziemy do tego przygotowani. Żeby odmrażanie gospodarki nastąpiło, kiedy będziemy gotowi. 
Z sześć lat temu skonstatowałem, że Warszawa ma takich prezydentów, na jakich zasługuje. I to jest zła informacja.

2. Moja matka jest w Karlsruhe. Chciałaby wrócić do Polski. Kupiła w tym celu samochód. Citroen C2. Z samochodami moja matka ma zupełnie inaczej niż ja. Wybiera zawsze małe i niezbyt wygodne. Ale to nie jest akurat ta zła informacja.
Kiedy przyszło do czasowego rejestrowania usłyszała w urzędzie, że nie wydadzą jej tablic, bo nie wjedzie do Polski, bo Polska jej nie wpuści, bo Polska nie wpuszcza.
Może to chytry plan Niemiec na problem z polskimi pracownikami: skoro już są, to ich nie wypuśćmy tłumacząc, że Polska nie wpuszcza.
Niby trochę jak z 'Allo 'Allo! ale ciekawe w ilu przypadkach zadziałało.

Bożena przywiozła z Mrówki jagodę kamczacką Jolanta. Przeczytała, że do owocowania potrzebny jest drugi krzak. Pojechałem zatankować, a przy okazji wpadłem do Mrówki. Szukałem jagody kamczackiej Aleksander. Nie było. Była jagoda kamczacka Wojtek. Na wypadek niezgodności charakterów kupiłem jeszcze jagodę kamczacką Duet. Zobaczymy jakie wyjdę z tego owoce.
Kupiłem też orzech włoski. Prawie mojego wzrostu.
Z dziesięć lat temu posadziliśmy już jeden orzech. Ma z 30 centymetrów. Co prawda ze dwa razy został skoszony, ale to było już dość dawno. Mamy nadzieję, że przez ten czas orzech rósł w głąb. I tylko czekać aż wytrzeli i będzie nas obrzucać swemi owocami.

LPG po nieco ponad półtora złotego, etylina po trzy pięćdziesiąt coś. Złą informacją jest, że nie mam zakopanej cysterny, którą bym zalał tanią benzyną. Nie wiem czy prepersi magazynują paliwo w zakopanych cysternach. 

3. Nie znam się na ptakach. Potrafię odróżnić bociana. Sowę już niekoniecznie, bo zawsze może być puchaczem. Czym się różni gołąb od synogarlicy nie mam pojęcia.
Wczesnym wieczorem okazało się, że do domu wprowadziły się dwa ptaszki. Nie bociany. Nie wróble, bo jakoś inaczej brzmiały. Nie bardzo wiem, jak to zrobiły, bo musiały wlecieć drzwiami, przelecieć hol, salon i trafić do biblioteki. Dobór tytułów musiał je niezbyt satysfakcjonować, bo postanowiły wylecieć. Przez zamknięte okno. Robiły to bardzo zgrabnie, podlatywały do okna i w zawisie stukały dziobami w szybę. Miałem nadzieję, że wystarczy otworzyć tylko 1/4 okna. Jeden dał się złapać. I wypuścić. Drugi, nie miał przekonania, co do moich intencji. Musiałem otworzyć całe okno. Co nie było proste. Podobnie jak zamknięcie. Nasze okna to dzieło mistrzów stolarskich z czasów środkowego Gierka. Okucia wykonali ówcześni kowale. I to jest zła informacja, bo materiał jakiego użyli, nie za bardzo się do tego nadawał. Ten dobry poszedł pewnie na Hutę Katowice (obecnie ArcelorMittal Poland Oddział w Dąbrowie Górniczej).

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza