sobota, 9 stycznia 2021

9 stycznia 2021

 


1. Śniło mi się, że czekam w kolejce do wojskowego dentysty. Jednostka była gdzieś przy Wołoskiej. Czekam razem z grupą żołnierzy i widzę, że są przerażeni. Zza drzwi słychać pisk wiertarki. Zęby mnie bolą ale coraz bardziej nie chcę tam być. Przerażenie żołnierzy powoli przechodzi na mnie. Z tego strachu tak mi ciśnienie skoczyło, że aż się obudziłem. Rano. A umówiliśmy się, że będziemy świętować sobotę przez spanie do południa. 
Muszę przyznać, że to w związku z dentystą zacząłem sobie uświadamiać własną śmiertelność. Lat temu ponad dwadzieścia usłyszałem, że człowiek nie powinien żyć dłużej niż lat czterdzieści. Tak został zaplanowany. Gdyby było inaczej – zmieniałby zęby więcej razy. Tak jak robią to gatunki planowane długowieczniej. 
Dziś ludzkość dysponuje techniką, która rozwiązuje ten problem. Niestety nie jest ona tania. Można sobie zaordynować nowy garnitur zębów, zapłacić za to kilkuletnie zarobki i zaraz po wyjściu z kliniki dostać w łeb źle umocowaną dachówką. I jedyny pożytek z tego może być taki, że o ile człowieka nie skremują – za tysiące lat jakiś archeolog stwierdzi, że ludzkość w XXI wieku potrafiła implantować sztuczne zęby. Z drugiej strony można później z nowymi zębami przeżyć pół wieku. Problemy pierwszego świata są czasem bardzo dotkliwe. I to jest zła informacja. 

2. Pan Kocio jest chory. Nie leży w łóżeczku. Kucał czterema nogami na kanapie. Kiedy wstałem, zupełnie się tym nie zainteresował. Otworzył niechętnie oko, gdy metr od niego, mocno hałaśliwym odkurzaczem czyściłem kominek. 
Bożena wywarła presję. Pojechaliśmy do Świebodzina do weterynarza. Przyjął nas świetnie mówiący po polsku Ukrainiec. Kocio ma gorączkę. Coś słychać w oskrzelach. Do tego oszczędza tylną lewą nogę. Dostał antybiotyk i niesterydowy przeciwzapalny. Doktor-Ukrainiec-Weterynarz zwracał się do Kocia per dziecko. Na koniec wyraził ubolewanie, że nie będziemy mogli go wieczorem wypuszczać. No i zaprosił w niedzielę na zastrzyk. Do Sulechowa. Na dziesiątą. I to jest zła informacja, bo miałem ambicję w końcu przestać oglądać niedzielną publicystykę z własnej nieprzymuszonej woli. A tak nie obejrzę, bo nie będę mógł. 
Zastrzyk pomógł. Kiedy wybiła jedenasta, Kocio bardzo chciał wyjść. 


3. Jedynym skutkiem obejrzenia „Greenland” jest utwierdzenie mnie w chęci budowy schronu. Postanowiłem dwa razy do roku grać w Eurojackpot. Kiedy wygram – obstaluję schron, że ho ho.

W końcu zaczęliśmy oglądać czwartą serię „The Crown”. Gillian Anderson mówi jako Margaret Thatcher z identyczną manierą, jak pani ambasador Anders. Ciekawe, czy to pani Anders stara się mówić jak pani Thatcher, czy to panienki z pewnej klasy mówiły w ten sposób. 

W końcu zacząłem czytać „Miasto noży” Wojtka Muchy. Dostałem już dawno temu książkę z dedykacją, Niestety ktoś ją sobie pożyczył i najwyraźniej analizuje literka po literce. Kupiłem więc e-booka. 
Wojtek ma pewne miejsce w mojej wonder-redakcji, która pewnie już nie powstanie, bo żadnego wydawcy by na nią nie było dziś stać.
Książka dobra, widać ile autor włożył energii w odtworzenie rzeczywistości sprzed ćwierćwiecza. Złą informacją jest to, że bardzo nie dał rady tej książki redaktor. Choć w tym zdaniu zauważą to krakowianie. Ci z Krakowa, nie z podkrakowskich osiedli: „Dzielnicowym totemem, widocznym znakiem władzy Pasów była akacja, rosnąca na rogu ulic Retoryki i Smoleńsk.”

1 komentarz: