Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agnieszka Pomaska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agnieszka Pomaska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 kwietnia 2021

19 kwietnia 2021

 


1. Pieski poniedziałek. Seria złych wiadomości. Ale to później.
Pomaska tłumaczyła Piaseckiemu, że wszyscy powinni wiedzieć, kiedy będą szczepieni. Piasecki dopytywał po co ta informacja, skoro wystarczy, że się posypią i trzeba będzie milionom ludzi podawać nowe terminy. Pomaska odpowiedziała, że chodzi o to, żeby ludzie mogli sobie coś planować. Platforma przyciągała specyficzny tym kobiet. 
Graffiti. Jestem coraz większym wielbicielem profesora Bodnara. Czego by nie powiedział – zawsze brzmi mądrze i przekonująco. Dopiero po chwili przychodzi refleksja. I pewnie niektórych nie przychodzi. Bo nie wszyscy są refleksyjni. 
Mazurka fascynują lekarze. Mógłby zrobić serię z nimi wywiadów o Covidzie, a z tego książkę.

2. Najpierw było ciemno i zimno. Deszcz lał. Nie dało się zrobić nic na zewnątrz. Nad domem przeleciały dwa amerykańskie Herculesy. Pół dnia przesiedziałem przy komputerze. Nic konkretnego zasadniczo nie robiąc. Twitter bombardował mnie zdjęciami z moskiewskiego prosektorium. Szczerze mówiąc – nie zrobiły na mnie szczególnie dużego wrażenia. Dlaczego? Bo pamiętam, czego dowiedzieliśmy się z ekshumacji. Swoją drogą, od pewnego momentu myślę, że sporej części protestujących przeciw ekshumacjom zależało na tym, żebyśmy się nie dowiedzieli w jakim stanie są zwłoki. Ktoś z Polski poleciał do Rosji, by dopilnować identyfikacji zwłok. Ktoś się zarzekał, że przeprowadzono badania genetyczne. Ktoś opowiadał, że przekopano metr w głąb. Ktoś wyraził zgodę na to, żeby zwłoki – lepszego słowa nie ma – sprofanować. I jest to coś ważniejszego niż zdjęcia z tatuowanym gościem w niebieskim ubranku. Ktoś powinien ponieść odpowiedzialność. Karną. I powinno się to wydarzyć już dawno temu. 

3. Najpierw dogoniła mnie rzeczywistość. Okazało się, że się szybciej muszę zebrać w sobie i wymyślić jakiś plan na życie. Później się okazało, że jutro będę bohaterem mediów. Pewnie niepozytywnym, bo raczej nikomu się nie będzie chciało czytać moich tłumaczeń. 

Wieczorem grzmiało. Na wszelki wypadek zagarażowałem Lawinę. Ale burza nie była na tyle zdecydowana, żeby uderzyć. No i wcześniej zobaczyłem pierwszą w tym roku jaszczurkę. Beznogą. Pytanie: jaka to wróżba.  


 

środa, 22 października 2014

22 października 2014


1. Śniły mi się dziwne rzeczy. Jakieś pościgi samochodowe po miasteczku studenckim (dziś chyba nazywanym kampusem). Chór uciekający przed ślizgającym się samochodem. I ryby. Na koniec sum. Tak wielki, że aż postanowiłem się obudzić i sprawdzić w senniku co tak duża ryba może znaczyć.

Poszedłem do apteki, bo skończyły mi się proszki na serce. Pani inna niż zwykle sprzedała mi je bez specjalnego proszenia.
Zawiozłem Bożenę do pracy. I pojechałem do Góry Kalwarii, żeby zabrać kolegę Wojtka, który był mi potrzebny, żeby odebrać BMW. Nie chciało mi się tankować, więc udało mi się zejść ze spalaniem do siedmiu litrów. XC60 to dziwne auto. Gdyby Staszek z Volvo przestał dawać karty paliwowe – ludzie przestaliby narzekać na spalanie.
Z kolegą Wojtkiem pojechaliśmy do mechanika Jacka. Umocował zbiornik, wyregulował zawory, ale narzekał, że przy 2500 obrotów przy zimnym silniku wypadają zapłony. Powodów może być kilka. Mniej lub bardziej poważnych. Ale generalnie jest to zła informacja.

Zostawiliśmy BMW pod Domem Volvo i pojechaliśmy odwieźć kolegę Wojtka z powrotem do Góry Kalwarii. Po drodze wpadliśmy do zakładu stolarskiego koło Baniochy. Bardzo sympatyczny pan z równie sympatycznym sympatycznym synem produkują tam detale meblowe. Robią to z wysokiej jakości drewna, którego resztki można kupić na opał. Opał w postaci kawałków drewna, bądź brykietów z trocin. Wolimy kawałki drewna, bo ładnie pachną i wyglądają.
Syn powiedział, że może zrobić blat z akacji, jeżeli się ją przetrze i wysuszy. I to jest dobra informacja.
W Górze Kalwarii poszliśmy na wietnamską zupę. I była to jedna z gorszych zup jakie w życiu jadłem. Do tego nie była tania. Góra Kalwaria jest jeszcze brzydsza niż Piaseczno, choć może się to wydawać trudne.
Mazowsze to generalnie najbrzydsza część Polski. Człowiek przebywając tu długo zaczyna się do tego brzyda przyzwyczajać. Ale Góra Kalwaria może się przyśnić. Trudno mi wierzyć, żeby ludzie, którzy mieszkają tu cale życie nie mieli zmian w mózgach.

2. Oddałem XC60 całkowicie wyleczony z wcześniejszej nienawiści do tego modelu. Kupić bym nie kupił, ale hejtować już nie będę.
No i ruszyłem Puławską w stronę miasta. Po dwóch godzinach dojechałem na Pragę.
Korki mnie nie denerwują. Bardziej rzeczy, które słyszę w radio. W Trójce występowała pani poseł Pomaska. Broniła marszałka Sikorskiego. W sposób naprawdę idiotyczny. Feministki powinny udusić Donalda Tuska. Kobiety, które promuje w swojej partii w każdym wzbudzą wątpliwości w kwestii parytetów.
Jechałem, a raczej: stałem. Zastanawiałem się jak Młode Ruchy Miejskie wyobrażają sobie życie kogoś, kto zza Piaseczna ma dojeżdżać do pracy w Śródmieściu, czy na Pradze bez samochodu. Młoda polska lewica nie widzi dalej niż tęcza na placu Zbawiciela. I to jest zła informacja, bo jakaś zmiana w mieście by się przydała.

3. Wieczorem w Beirucie spotkaliśmy się z państwem H. Rozmawialiśmy oczywiście o wojnie. Pani H. ciągle czyta na ten temat i się obawia. Pan H. udaje, że go to nie dotyczy. Udaje, bo też się przejmuje, ale stara się wypierać. A za bardzo nie może, bo żona co chwilę go w tej sprawie zaczepia. Opowiedziałem im scenariusz, który usłyszałem od dyrektora Ołdakowskiego, który usłyszał go od różnych dziwnych panów, którzy go odwiedzają. [Nie wiem, czy dokładnie tak ten scenariusz brzmiał, ale tak go zapamiętałem]
Rosjanie wkraczają od strony Królewca i z Białorusi. Dojeżdżają do Mińska Mazowieckiego. Ostrzeliwują rakietami Warszawę. Wtedy przylatuje ówczesna Merkel z ówczesnym Sarkozym i doprowadzają do pokoju – powodując ekstazę całego wolnego świata. Rosjanie wycofują się zostawiając sobie północno wschodni kawałek Polski. I zgliszcza, bo wcześniej zbombardowali na przykład magazyny gazu, petrochemie, drogi, lotniska, i – największe osiągnięcie rządów PO – Stadion Narodowy.
Jaki pretekst wjazdu? Coś tam wymyślą. Na przykład polscy żołnierze, którzy zaatakują rosyjskie wojsko z terytorium Ukrainy. Jacy polscy żołnierze? Jacyś. Ludzi mówiących po polsku w Rosji nie jest tak trudno znaleźć. Zresztą Polacy na Ukrainie walczą od samego początku. Każdy Rosjanin o tym wie. Z telewizji.

Najgorsze, że znowu się upiłem, a jak się upiję, to potem sobie obiecuję, że już nigdy nie wezmę alkoholu do ust. I wszyscy myślą, że ja żartuję. A ja obiecuję na poważnie. Później zmieniam zdanie. Jak minister Nowak.

A, no i nie widziałem konferencji marszałka Sikorskiego. Ani jednej. A były takie śmieszne.  

niedziela, 12 października 2014

12 października 2014


1. Obudziło mnie dużo za wcześnie. Pożytek z tego był taki, że obejrzałem jak w TVN24 plącze się w zeznaniach na temat Sławomira Nowaka pani poseł Pomaska.
Pani poseł przez jakiś czas zbierała bardzo wysokie noty. Prawdopodobnie brało się to z tego, że pilnowała, by dobrze deklinować jej nazwisko. 
Na próbie tłumaczenia posła Nowaka poległa. Z kretesem.
Ale trzeba mieć bardzo mały rozumek, żeby w telewizji próbować to dziś robić. Platforma generalnie nie ma ręki do kobiet.

Poszedłem na śniadanie. Hotel „Puro” okazał się jeszcze gorszy niż myślałem. Podać na śniadanie jajecznicę, która nie dość, że jest zimna, to jeszcze przypalona. Na tę jajecznicę nabrał się również pan Siwiec, który rano wyglądał zdecydowanie podobniej do siebie. Jajecznicę dzióbnął kilka razy, po czym odniósł talerz jak najdalej od swojego stolika.

Zrobiłem sobie herbatę. W znaczeniu: z wielkiej maszyny pobrałem wrzątek. Maszyna ustawiona była tak, że przypomniało mi się, co to znaczy menisk wypukły. Woda była brązowawa, ale wydawało mi się, że mi się wydaje, a jednak się nie wydawało. Maszyna robi również kawę. Więc jeżeli ktoś wcześniej nalewał kawę, to resztki tej wcześniejszej kawy są we wrzątku. I to jest zła informacja.

Po śniadaniu postanowiłem się chwilę jeszcze zdrzemnąć. Ustawiłem tabletem (nowoczesny hotel, wszystko się robi tabletem) budzik. I to był bardzo zły pomysł, bo kiedy zaczął dzwonić nie dało się go wyłączyć. Na tablecie (starym samsungu) mogłem jeszcze przeczytać korespondencję do poprzednich lokatorów. Bo ktoś, kto projektował system nie wpadł na to, żeby czyścić wiadomości po wymeldowaniu. Ja z kolei nie wpadłem na to, że wiadomości mogą być do kogoś innego.
Słowem: hotel nie wart polecenia.

2. Ruszyłem na zachód. Na jakimś – bliżej nieokreślonym poznańskim skrzyżowaniu skończyło mi się paliwo, dobrze, że miałem bańkę i lejek i parę litrów benzyny. Im było późno, tym się gorzej czułem. Rozwiązywanie problemu z niejadącym samochodem byłoby ponad moje siły.
Zatankowałem na jakimś Orlenie. Nie wyraziłem zainteresowania, ani numizmatami, ani hot-dogami, ani kawą, ani płynem do spryskiwaczy. Ruszyłem dalej. I generalnie było mi coraz gorzej. I kiedy zrobiło mi się bardzo, bardzo źle – stanąłem na parkingu, żeby się zdrzemnąć.
Drzemałem słuchając radia. Konkretnie jedynki. I chyba po raz pierwszy w życiu wysłuchałem odcinka „Matysiaków”. Jedynka to musi być jakaś PiS-owska stacja, bo w „Matysiakach” nabijano się z końca remontu ulicy Świętokrzyskiej, donic, szpar w bruku. Nazwisko HGW nie padło.
Ruszyłem. Za Pniewami wziąłem parę autostopowiczów. Chłopak gadał. Ojciec wojskowy, więc się ciągle przeprowadzali, więc wszędzie ma znajomych. A w tym miejscu, gdzie teraz mieszka, to kiedyś było tak, że wszyscy mężczyźni pojechali do Afganistanu. I zostały same żony. Co się tam wyrabiało. Ile było rozwodów później. I że za Afganistan dostawali ekstra 60 tys. zł, więc się to raczej nie opłaca. A jak pracował w Holandii, to Holender chciał go wysłać do pracy do Afryki, ale on nie pojechał, bo się trochę bał, a teraz by pojechał. Holender z Afryki do Holandii sprowadzał samochody, bo w Afryce są tańsze. I miał żonę, która jeździła TiR-em.
I tak przez jakieś 40 minut. Jechali na Gibraltar. Ciekawe czy się wydostali z Polski.

Wpadłem do Lidla. Zaczęli sprzedawać wafle nazywane andrutami. I mają całkiem niezłe ogórki kiszone w folii. Czekałem 12 minut aż skończy się piec chleb. Nie było warto, bo wyszedł słaby. I to jest zła informacja.

3. Na wsi panowie kopacze naprawili płot, zakopali studnie. I rozpoczęli proces kopania do sąsiadów. Przy okazji trafili na czegoś fundamenty, obok których był chyba śmietnik. Flaszki, porcelana. Wszystko potłuczone. Zacząłem w tym grzebać. Dowiedziałem się, że w Rokitnicy mieszkali kiedyś kulturalni ludzie. Używali kieliszków, całkiem ładnej porcelany, pili wina, piwo, napoje spirytusowe. Będę musiał poprosić pana Janka, wirtuoza koparki, żeby zdjął trochę więcej ziemi, może znajdę coś ciekawego.

Wieczorem u sąsiadów na podwórku nie oglądałem meczu. Na wsi nie jest jak w mieście, gdzie po wrzaskach można rozpoznać, że ktoś, coś ustrzelił. A tu – cisza. Więc największy sukces w historii Polski minął mnie bokiem.

Gienek chce sprzedać swoją starą wueskę. WSK to coś w sam raz na kryzys wieku średniego. Nikt nie zarzuci jej tego, że jest harleyem. Chodzi mi więc po głowie pomysł, by ją kupić.
I to jest zła informacja.